Greg Hancock: Mieszanka kultur na święta

MIKOŁAJ KURAS

- Boże Narodzenie spędzamy w USA. Robi się u nas wtedy niesamowicie - mówi mistrz świata na żużlu Greg Hancock
Amerykanin, który w sezonie 2013 startował w Polonii, myśli na razie o świętach, ale ma już plan, jak się przygotować do obrony tytułu mistrza świata. Greg Hancock dzieli się swoimi przeżyciami w rozmowie z organizatorami Grand Prix w Warszawie na Stadionie Narodowym.

Co robiłeś od czasu wywalczenia mistrzostwa świata? Gdzie planujesz spędzić święta Bożego Narodzenia?

Greg Hancock: - Cieszyłem się i jeszcze raz przeżywałem każdą minutę bycia mistrzem świata. Tuż po zdobyciu medalu wiele czasu poświęciłem mediom, a także promocji sportu, ponieważ wiem, że to ważne, żeby przekazywać pewne rzeczy ludziom jako mistrz świata. Byłem już w USA, ale czas spędzałem też w Szwecji. Co do świąt, to będziemy z rodziną spędzać Boże Narodzenie w USA. Kiedyś byliśmy w tym czasie w Szwecji, żeby przekonać się, jak wyglądają święta w Skandynawii, ale to było wiele lat temu.

Jak wyglądają typowe święta Bożego Narodzenia w domu Hancocków?

- Wszystkie radości sezonu przeżywamy wtedy naprawdę mocno. Jako że moja żona jest Szwedką, to podczas świąt mamy w domu mieszankę kultur i robi się wtedy u nas trochę niezwykłe, a to jest niesamowite.

Jakie są twoje plany na pierwsze dni nowego roku?

- Plany przygotowawcze, czyli sportowe, są proste i dostosowane do każdego roku. Ciężko pracuję, aby przygotować się do sezonu 2015. Aktualnie zajmuję się kontraktami i podobnymi rzeczami technicznymi. Za chwilę będę kontynuować testowanie sprzętu. Potem - po raz kolejny - będę przygotowywał się do pogoni za tytułem mistrzowskim.

Stadion Narodowy może pomieścić około 57.000 kibiców. Jak czuje się zawodnik, gdy może pokazać się przed tak liczną rzeszą kibiców?

- Gdyby kibice mogli wypełnić ten stadion tak licznie, oznaczałoby to, że zainteresowanie żużlem jest ogromne - jak w Cardiff. Wszyscy żużlowcy zawsze mają nadzieję ścigać się podczas zawodów, na których trybuny są wypełnione po brzegi. To nasze marzenie. Takie wielkie widownie jak w Cardiff lub na Friends Arena w Sztokholmie czynią z żużla sport bardzo elitarny.



Czy twoja rodzina podróżuje z tobą na wszystkie turnieje Grand Prix i czy masz zamiar zabrać dzieci i żonę do Warszawy?

- Moja rodzina nie jeździ ze mną na wszystkie zawody z powodu codziennego życia, obowiązków i szkoły, do której chodzą dzieci, ale jest duża szansa, że przyjdą ze mną do Warszawy.

Jesteś królem mediów społecznościowych. Czy ciągle cię to bawi?

- Nie nazwałbym siebie królem, ale doceniam obecność na portalach społecznościowych jako pozytyw. To świetny pomysł móc promować żużel i sprzedawać siebie, team i sponsorów, a także dawać fanom trochę więcej wglądu do życia Grega Hancocka. Poprzez media społecznościowe mam również możliwość dowiedzenia się czegoś nowego i nauczenia się wielu rzeczy od ludzi, którzy korespondują do mnie. Nie znudzi mi się to, bo wiem, kiedy trzeba się wyłączyć.

 Jesteś chyba jedynym zawodnikiem w cyklu Grand Prix, który ma uśmiech na twarzy przez cały czas. Co jest "nie tak" z polskimi, szwedzkimi lub duńskimi zawodnikami, że nie zawsze mają dobry humor?

- Nie ma nic złego w ich postawie. Z nimi wszystko w porządku. Wszyscy jesteśmy inni, a moja postawa? Cóż - taki jak jest właśnie Greg Hancock, "The Grin"! Można powiedzieć, że jestem zadowolony, cieszę się z dobrych dla mnie czasów, udzielają mi się pozytywne wibracje i jestem szczęśliwy z życia, które prowadzę.

Cała rozmowa z Gregiem Hancockiem

Zobacz także
  • Były polonista mistrzem świata. Świętował z MonsterEnergy Girls [ZDJĘCIA Z MOTOARENY]
  • Australia najlepsza w barażu. Szlem Grega Hancocka [ZDJĘCIA]
  • W Polsce spadł do I ligi. W Szwecji został mistrzem