Sport.pl

Bydgoski sport 2014. Był jak przejażdżka rollercoasterem

Rollercoaster - amerykańska ?karuzela?, górska kolejka w lunaparku - jedziesz nią w górę i w dół, do góry nogami, i z nogami w bok. Jest się więc raz na wozie, raz pod wozem - żeby staropolskim porzekadłem i celnie określić różne sytuacje, jakie przydarzały się w minionym roku bydgoskim sportowcom i naszym klubom.
Jesteś kibicem z Bydgoszczy? Dyskutuj i dołącz do nas na Facebooku Sport.pl Bydgoszcz

Przejechał się rollercoasterem o największej amplitudzie wysokości i przeciążeń Zawisza. W maju drużyna zdobywała Puchar Polski, pierwsze trofeum w dziejach piłki nożnej w klubie. Dwa miesiące później dołożyła Superpuchar. A potem już był zjazd do góry nogami z podwójną pętlą zakończoną nieudanym hamowaniem i zderzeniem ze ścianą.

Raz w górę, raz w dół

Przejażdżkę w drugą stronę zafundował sobie i kibicom tyczkarz Paweł Wojciechowski. Zakończył ją triumfalnym wjazdem na podium mistrzostw Europy i powrotem do światowej czołówki skoku o tyczce.

Żużlowcy Polonii zjazdów w górę i dół już w tym roku nie odczuli. Jechali przez cały sezon stabilnie, tyle że non stop do góry nogami. To samo przeżywały siatkarki Pałacu, ale im żołądki podeszły już po same gardła. Czekają przecież na jakiekolwiek zwycięstwo od ponad roku. Siatkarze Transferu przeżyli na karuzeli widoczną poprawę samopoczucia. Znajdowali się w połowie roku w dolnej strefie stanów średnich PlusLigi, a teraz robią świecę w kierunku czołówki.

Skok do Chelsea

Jednemu z bydgoskich sportowców udał się jednak ten rok, jak żadnemu innemu. Nazywa się Hubert Adamczyk. Jest uczniem pierwszej klasy liceum. Podpisał kontrakt z Chelsea, a więc jednym z trzech klubów, które obecnie można wytypować jako kandydatów do wygrania Ligi Mistrzów, bo dwa pozostałe to Bayern Monachium i Real Madryt.

I oczywiście zawsze Hubertowi rok 2014 kojarzył się pierwszym krokiem do wielkiego, największego świata futbolu. Wychowanek Zawiszy trafił do Chelsea i warto o tym pamiętać, skoro tak wiele szumu słyszy się wokół i transferze Krystiórana Bielika z warszawskiej Legii do Arsenalu. Obaj piłkarscy nastolatkowie są więc w Londynie, mieście potężnych klubów na miarę nie tylko Premier League, ale Ligi Mistrzów.

Można poczuć zawrót głowy od takiej przejażdżki na rollercoasterze - jazda w kierunku szczytu się rozpoczęła.

Na szczęście Hubert zdążył się już przyzwyczaić i nieraz zobaczyć na własne oczy Millenium Wheel - "diabelskie koło" nad brzegiem Tamizy. Najpierw przez dwa lata, niemal raz w miesiącu latał z Polski do Londynu. Na początku towarzyszył mu tata, potem już tylko odwoził na lotnisko. Na miejscu Chelsea zadbała już sama o nastolatka z Bydgoszczy. Na Heathrow czekał już przedstawiciel klubu, który zawoził Huberta do angielskiej rodziny. U tych ludzi, w pobliżu ośrodka treningowego Chelsea, mieszkał. Tak właśnie to działa w klubie Romana Abramowicza.

Aby do niego trafić, trzeba było jednak rozpocząć treningi już w wieku siedmiu lat - od początku w Zawiszy.

Długie ręce i bystre oczy skautów Chelsea wypatrzyły Huberta, kiedy miał niespełna 14 lat. Całkiem niezwykłe jest, że było to podczas meczu kadry wojewódzkiej Kujawsko-Pomorskiego Związku Piłki Nożnej. Bartosz Olędzki, skaut klubu z Londynu, polecił go swoim szefom. I tak się to zaczęło. Potem była wizyta w Bydgoszczy przedstawiciela Chelsea, zaproszenie chłopaka do Londynu, wyjazdy na treningi z rówieśnikami, a w końcu kontrakt. Nie było w działaniach klubu z zachodniego Londynu żadnego przypadku, tylko przemyślana strategia działania. Chodzi o to, żeby tacy chłopacy jak Hubert i pozostali kandydaci mieli okazję do przyzwyczajenia się do nowych warunków i ludzi.

Wychowanek Zawiszy wszedł na ścieżkę wiodącą być może w przyszłości na arenę Stamford Bridge, a ona nie była jeszcze udziałem żadnego polskiego piłkarza. Dlatego to sukces, o którym warto pamiętać. Nie tylko przecież Bielikowi z Legii się udało, Adamczykowi w Zawiszy także wyszła wielka sprawa.

Dostał bilet na rollercoaster, który może go wywieźć na sam szczyt, ale to oczywiście daleka droga. Trener polskiej kadry Robert Wójcik, w której gra Adamczyk wspomina, że kiedy był współpracownikiem Michała Globisza, to z rocznika 1990 wielu zawodników wyjechało za granicę, ale tylko dwóch robi dziś kariery. To Wojciech Szczęsny i Grzegorz Krychowiak - a więc Arsenal i Sewilla.

W Chelsea, klubie który może kupić niemal każdego piłkarza, wychowankowie nie mieli nigdy z górki. Kupić gwiazdę jest przecież łatwo, kiedy się ma pieniądze, a do tego cel postawiony przed zespołem to zawsze szczyt futbolowej góry: mistrzostwo Anglii i zwycięstwo w Lidze Mistrzów.

I to oczywiście zakręt, jeden z wielu, z jakim będzie sobie musiał poradzić Hubert. Na razie niech się cieszy z tego wielkiego prezenty, jaki sobie sprawił. Trzymamy za niego kciuki, żeby się można było w przyszłości nim zawsze chwalić.

Obserwuj autora na twitterze @WBorakiewicz

Więcej o: