Futbol bez zasad, ale najlepszy na świecie. Debiut w Polsce

Gareth Smith ćwiczy w Myślęcinku. To tutaj swoje mecze mają rozgrywać Bydgoszcz Wildcats, czyli Żbiki. Nazwa nawiązuje do Geelong Cats, którzy przyślą do Polski sprzęt

Gareth Smith ćwiczy w Myślęcinku. To tutaj swoje mecze mają rozgrywać Bydgoszcz Wildcats, czyli Żbiki. Nazwa nawiązuje do Geelong Cats, którzy przyślą do Polski sprzęt (PAWEL MALINOWSKI)

Walka, kopanie piłki i twarde starcia na wypełnionych do ostatniego miejsca stadionach. Dwóch nauczycieli, Australijczyk i Anglik, zakłada w Bydgoszczy pierwszą w Polsce drużynę futbolu australijskiego. Za pół roku chcą reprezentować nasz kraj w Europie.
Obserwuj autora na twitterze @R_Jaskot

Kiedy rywal biegnie z jajowatą piłką w rękach, trzeba powalić go na ziemię. Pełne impetu zderzenia przypominają zagrania z hokeja. Ale ból jest bez porównania większy. W futbolu australijskim jedyny dozwolony ochraniacz to ten na zęby. Ten sport niektórzy nazywają brutalnym. - To złe słowo. My mówimy, że jest kontaktowy. Każdy chłopak w Australii chce pokazać, że jest szybszy i twardszy niż inni. Kopie dalej, skacze wyżej. Mamy to we krwi - tłumaczy Gareth Smith. Mimo 34 lat na karku napędza go rywalizacja. Każdy sport, w którym jest walka, jest wart obejrzenia. - Mógłbym kibicować dwóm muchom, które ścigają się, idąc po ścianie. I jeszcze postawiłbym pięć złotych, która będzie szybsza - śmieje się.

Do Polski trafił osiem lat temu. Urodził się w Toowoombie, mieście na wschodzie Australii. Jako nastolatek grał w reprezentacji stanu. - Chciałem zostać zawodowcem. Byłem dobry, ale nie aż tak - opowiada. Gdy był dzieckiem, futbol nie był jeszcze tak popularny. - W moich stronach rządziło rugby league, wersja gry popularna w Australii i Oceanii - opowiada. Boom zaczął się w latach 90. Futbol stał się wielkim biznesem i sportem narodowym. Finał rozgrywek co roku na stadionie w Melbourne ogląda 100 tys. osób.

Futbol australijski to nowość dla Sorena McKenziego. Swoje niecodzienne jak na Anglika imię zawdzięcza matce, która jest Dunką. Podobnie jak Smith, jest nauczycielem angielskiego. - Dorastałem w RPA, grałem w rugby. Owalna piłka zawsze była mi bliska - opowiada. W Bydgoszczy mieszka od sześciu lat. - Kilkanaście lat temu spotkałem w USA bydgoszczanina. Zaprzyjaźniliśmy się i z czasem zacząłem go odwiedzać. Poznawałem coraz więcej Polaków. Sześć lat temu, mieszkając w Anglii, miałem wygodne życie, ale nie byłem szczęśliwy. Podczas wakacji w Polsce wszyscy żartowali, żebym przeniósł się do Polski. W końcu się zdecydowałem. Teraz mam tu dziewczynę, syna, zamierzam zbudować dom. No i zakładam drużynę futbolu australijskiego.

Piłki są w drodze

W Europie to sport amatorski. Gra się po dziewięciu zawodników, a nie 18, jak na antypodach. Dzięki temu nie są potrzebne ogromne boiska, wystarczą te do piłki nożnej. W marcu, podczas weekendowego turnieju w Amsterdamie, zagrają mistrzowie kilkunastu krajów. - Dla nas to zbyt mało czasu, ale w październiku w Chorwacji wystąpią reprezentacje. Chcemy tam być - mówią Smith i McKenzie. Ich paszporty nie są przeszkodą, mogą zagrać z orzełkiem na piersi. Restrykcje dotyczą tylko Australijczyków - nie mogą stanowić więcej niż połowy reprezentacji.

W australijską odmianę futbolu gra się w 19 europejskich krajach. Na maila z Polski kontynentalna federacja zareagowała entuzjastycznie. Do Bydgoszczy przyślą piłki i słupki do bramek. Warunek uczestniczenia w europejskich rozgrywkach jest jeden - trzeba zorganizować mecz dwóch zespołów, czyli zebrać ponad 20 zawodników.

Australijczyk i Anglik skrzyknęli znajomych, mają 10 chętnych. Cel na ten rok to przynajmniej trzy mecze. Pierwszy w Polsce mecz futbolu australijskiego ma być rozegrany w Myślęcinku. - Wystarczy nam kawałek trawy. Wbijemy tam cztery słupki i ludzie sami zaczną się zastanawiać, w co ci ludzie grają - przekonują.

Smith i McKenzie chcą podążać ścieżką futbolu amerykańskiego. Liga powstała w Polsce w 2006 roku i dynamicznie się rozwija. Dziś w całym kraju działa 40 zespołów, grają w trzech ligach. - Futbol amerykański przebił się, bo ta dyscyplina jest obecna w mnóstwie filmów z Hollywood, które tak chłoną Polacy. Ja tej gry nie rozumiem. Te dziewczyny biegają w kaskach, ochraniaczach, kilka minut się naradzają się, pokrzykują, potem 15 sekund gry i znowu przerwa - śmieje się Anglik. Mimo że jest szczupłym 30-latkiem, lubi fizyczną walkę. Futbol niektórzy nazywają sportem bez zasad. - Grałem w rugby union i tam uderzenia są naprawdę bolesne. Jestem już chyba na to za stary. W futbolu australijskim zostaniesz sponiewierany mniej, zatrzymujesz rywala, łapiąc go z boku - tłumaczy.

Smith prowadzi na Facebooku stronę "Futbol Australijski w Polsce". Dostaje wiadomości z całego kraju od ludzi, którzy widzieli ten sport tylko w telewizji. Pytają na przykład, czy jest jakiś klub w okolicach Kielc. - Odpowiadamy, że na razie w Polsce nie ma żadnego, ale zaraz będzie. Zaczynamy od zera, ale w kilka lat da się zbudować całą strukturę. Mój syn chce uprawiać tylko w ten sport. Kiedy inne dzieci dostaną szansę kopnięcia śmiesznie wyglądającej piłki, też się w nim zakochają - mówi Australijczyk.

Wszystko, co najlepsze



Na początku lat 90. w klipie promującym dyscyplinę wystąpiły gwiazdy światowego sportu.

- Uderzają całym ciałem? Jasne, chciałbym to zobaczyć - mówi bokser Evander Holyfield.

- Łapią piłkę 3,5 metra nad ziemią? - nie dowierza koszykarz Hakeem Olajuwon.

- Zdobywają bramki z 70 metrów? - dziwi się piłkarz Ian Wright.

Reklama nie kłamie. W Australii połączono elementy piłki nożnej, koszykówki i piłki ręcznej. - Rzecz w tym, że futbol australijski ma najlepsze elementy wszystkich tych dyscyplin. To dyscyplina pomyślana dla nas, Australijczyków. Zawsze chcemy walczyć i wygrywać - tłumaczy Smith.

Dwójka obcokrajowców kłopotami z organizacją lub frekwencją się nie martwi. Są przekonani, że wszystko załatwią, a futbol australijski obroni się sam. Pomoc zaoferował Geelong Football Club. To jeden z najbardziej utytułowanych klubów w tej dyscyplinie, powstał w 1859 roku. Australijczycy przyślą do Polski sprzęt. - Skoro w Bydgoszczy jest kilkadziesiąt tysięcy mężczyzn, to na pewno zbierzemy 20 chętnych do gry. Kto by nie chciał spróbować najlepszej dyscypliny na świecie? - pyta Smith. Australian Football League jest wśród czterech lig z najwyższą frekwencją na trybunach. Na całym świecie więcej kibiców ogląda na żywo tylko futbolistów NFL oraz piłkarzy Bundesligi i Premier League.

Zasady z antypodów



Futbol australijski powstał w XIX wieku. Grę stworzono dla krykiecistów, którzy chcieli podtrzymać formę poza sezonem. Piłki nie wolno rzucać. Dozwolone jest podanie w dowolnym kierunku przez uderzenie pięścią lub bezpośrednie przekazanie do rąk zawodnika. Gracz biegnący z piłką musi przynajmniej co 15 metrów odbić ją od ziemi. Rywale mogą go atakować od przodu i z boku. Niedozwolone jest popychanie w plecy, uderzenia, atakowanie powyżej ramion i poniżej kolan. Najwyżej punktowanym zagraniem, za 6 punktów, jest kopnięcie piłki między dwa środkowe spośród czterech słupków.