Z USA do polskiej reprezentacji. "Czasem jestem dupkiem"

Julie McBride

Julie McBride (PAWEL MALINOWSKI)

- Na pewno nie zagram w toruńskiej Enerdze. Zamierzam być lojalna wobec Bydgoszczy - mówi koszykarka Artego Julie McBride. Amerykanka, która ma polskie obywatelstwo, zadebiutuje w tym tygodniu w reprezentacji.
Obserwuj autora na twitterze @R_Jaskot

Gwiazda bydgoskiej drużyny występuje w Artego drugi sezon. W pierwszym wywalczyła z zespołem brązowy medal. Potem wyjechała do Turcji. Od jesieni ponownie gra dla trenera Tomasza Herkta i wspólnie z Artego walczy o udział w finale ekstraklasy. W sobotę zadebiutuje w polskiej reprezentacji w Meczu Gwiazd Tauron Basket Ligi Kobiet.

Remigiusz Jaskot: Jak ci idzie nauka polskiego?

Julie McBride: Biorę lekcje raz w tygodniu. To nie jest tak, że nie chcę się uczyć, ale mój kalendarz jest pełen. A raz w tygodniu to faktycznie mało. Idzie mi ciężko. Z językiem tureckim poszło mi nieźle, polski jest trudniejszy.

Artego jest na fali. Przed play-off możecie zająć drugie miejsce, najlepsze w historii.

- Gramy o wiele lepiej niż na początku sezonu, poprawiła się też atmosfera. Dwie nowe zawodniczki - Markeisha Gatling i Noele Kuin są pełne pokory i nastawione pozytywnie. Pełen profesjonalizm. Teraz w zespole czuję się lepiej niż dwa lata temu. Jest więcej luzu, to się czuje od razu po wejściu do szatni.

Trener jest ten sam, cel również. Wystarczy kilka zmian w składzie, żeby zmieniła się atmosfera?

- Oczywiście. Chodzi o chemię, o to, jak się czujesz w otoczeniu innych. Czasem potrafię być dupkiem, ale dbam o dziewczyny z drużyny. Nie mam potrzeby bycia gwiazdą i tak samo mają wszyscy w zespole. Nikt nie chodzi ze statystykami wypominając, kto ile rzutów nie trafił. Już nikt tak nie robi.

W walce o medale prawdopodobnie znów zmierzycie się z Energą. Kibice z Torunia regularnie cię obrażają.

- Na sali mogą wołać co chcą, ale ostatnio było gorzej. Po ostatnim meczu w Bydgoszczy szłam do samochodu z psem na rękach. Kibice z Torunia otoczyli mnie i zaczęli krzyczeć "Fuck you, Julie". Byłam wtedy z kuzynem, który jest żołnierzem. Mocno się zdenerwował. Takie zachowanie kibiców poza salą, kiedy jest już po meczu, to już duża przesada.

Mam dobre relacje z trenerem Energi Elmedinem Omaniciem. Często mówił mi, że jestem jego ulubioną zawodniczką. Jeśli więc grałabym dla Energi, to ci sami ludzie, którzy mnie obrażają, kochaliby mnie. Ale dla Energi w przyszłości na pewno nie zagram, zamierzam być lojalna wobec Bydgoszczy.

Kiedy pierwszy raz usłyszałaś o możliwości gry dla polskiej reprezentacji?

- Trzy lata temu grałam w Chorwacji. Kolegą mojego ówczesnego trenera jest właśnie Omanić. Powiedział do mnie: - Julie, myślę, że jesteś z Polski - zastrzelił mnie tym tekstem. Wiedziałam, że część mojej rodziny jest z Polski, ale nie myślałam o grze w reprezentacji. Wiele amerykańskich zawodniczek chce zdobyć na siłę europejski paszport. Mnie dobrze grało się w Turcji bez tego. Zapytałam rodzinę, czy mamy stare dokumenty i okazało się, że one istnieją.

Wybierając w 2012 roku ofertę Artego, wiedziałaś, że możliwa jest gra dla Polski?

- Tak, Artego obiecało pomoc w tej sprawie. Dzięki Jarkowi Kotewiczowi, menedżerowi Artego i prezydentowi Rafałowi Bruskiemu zostałam Polką.

Kiedy rozmawiałaś z trenerem kadry Jackiem Winnickim?

- Zadzwonił do mnie w listopadzie i mówił, że chce mnie w swojej drużynie, jeśli tylko ja tego chcę. Oczywiście się zgodziłam. Mówił, że muszę pojechać na obóz, jak każdy i wywalczyć swoje miejsce. Wiele dziewczyn poznam dopiero podczas Meczu Gwiazd. Jestem podekscytowana i trochę zdenerwowana.

Słyszałaś o takich graczach, jak David Logan, Thomas Kelati czy Jeff Nordgaard?

- Słyszałam o Loganie.

Dostał paszport, zagrał w kadrze, ale szybko było mu z nią nie po drodze.

- Wiem. Nie chcę nikogo osądzać, może miał inne sprawy na głowie. Jeśli o mnie chodzi, zanim zdecydowałam, że zagram w reprezentacji, porozmawiałam z rodziną. Osiem miesięcy jestem poza domem, potem do nich wracam. Ucieszyli się. Szkolę dzieciaki na campach, musiałam poprzesuwać terminy. Gra w kadrze to coś, czego chciałam zawsze doświadczyć. Jeśli czegoś się podejmuję, to robię to na sto procent. Tak samo będzie z reprezentacją. Oczywiście może się okazać, że jestem za słaba albo drużyna mnie nie zaakceptuje, ale nie obawiam się tego. Z tego co wiem, dziewczyny są zadowolone, że dołączę do zespołu.

Na Eurobaskecie zagrasz przeciwko Turcji. Do niedawna jej trenerem był twój były szkoleniowiec Ceyhun Yildizoglu. Zastąpił go Ekrem Memnun.

- Jego też znam. Mieszkałam tam 7 lat, więc znam wszystkich, którzy zajmują się koszykówką. Memnun odnosił sukcesy zarówno w Turcji, jak w Europie. Ceyhun był moim pierwszym europejskim trenerem. Byłam wtedy zupełnie zielona. Nie wiedziałam o tym, że na wyprowadzenie piłki z połowy jest 8 sekund i że zawodniczka nie może wziąć przerwy na żądanie, tylko trener. Z Ceyhunem ćwiczyliśmy trzy godziny rano i trzy po południu. Nauczył mnie bardzo dużo.

Dlaczego w Turcji co roku zmieniałaś drużynę?

- Po pierwsze lubię jednoroczne kontrakty. W Turcji wszystko jest inne, jest ogromna konkurencja i co za tym idzie, rotacja. Składy bardzo szybko się zmieniają. Jeden z powodów to ciągła zmiana trenerów. Wystarczy kilka porażek i człowiek jest do zwolnienia.

W Rumunii Polska zagra też z Białorusią, Grecją, Włochami. Jakie są szanse na awans?

- Jeśli Ewelina Kobryn wystąpi w kadrze, mamy duże szanse. Nie wiem, czy pomoże nam Agnieszka Bibrzycka. Ona od dawna nie gra w kadrze. Wiem, że Kobryn myśli o reprezentacji. Potrzebujemy wysokiej zawodniczki, która zbiera i rzuca.

Celem jest awans na igrzyska.

- Nie zamierzam marnować urlopu na marne. Chcę wygrywać. Jeśli bym nie wierzyła, że mamy szanse, zostałabym w domu z rodziną. Moi rodzice i brat przyjadą do Rumunii, żeby oglądać mnie na Eurobaskecie.

Wiem, że od trenera Winnickiego mogę się sporo nauczyć. Wiem też, że będzie inaczej niż w Artego. Trener Herkt pozwala mi decydować o wydarzeniach na boisku. Trener Winnicki sam wybiera zagrywki. To będzie inna sytuacja. Nie zmienię się jako zawodniczka, ale zrobię wszystko, by spełnić jego oczekiwania.

Przed sezonem mówiłaś, że nie będziesz rzucać tylu punktów, co w poprzednim sezonie w Artego. I tak też jest. Co myślisz o swoich występach w tym sezonie?

- W niektórych meczach nie trafiam. Właściwie, to rzucam okropnie. Czasem chybiam z czystej pozycji, potem trafiam, choć dziewczyna trzyma rękę na mojej twarzy. Niektóre z tych rzutów są wymuszone, gdy na zegarze zostaje kilka sekund. Ale moja skuteczność z dystansu spadła. Trener oczekuje tego, że inni też będą zdobywać punkty. Jeśli mamy awansować do finału, wszyscy musimy pracować. Wszystko nie może być na moich barkach, jak dwa lata temu.

Ale wtedy zdobyliście medal.

- Po pierwsze, drużyna była zbudowana inaczej, po drugie jednak nie awansowaliśmy do finału.

W tym roku skończysz 33 lata. Zostanie ci jeszcze jeden rok kontraktu z Artego. Starszych koszykarek w lidze jest niewiele.

- Chcę grać, dopóki będzie mi to sprawiać radość. Po tym sezonie zostaną mi jeszcze dwa, po których będę musiała zwolnić. Nie mogę całe życie grać po 40 minut. W wieku 40 lat już to się nie uda, przynajmniej nie na wysokim poziomie. Od 10 lat gram właściwie non stop. Latem nie wygrzewam się na plaży. Siedzę na siłowni albo w sali. Dlatego nigdy nie jestem opalona. Nie odpoczywam więcej niż przez trzy dni.

Co chcesz robić, kiedy skończysz karierę?

- Myślę o pracy jako athletic director. To ktoś w rodzaju dyrektora sportowego drużyn uniwersyteckich. Dowodzi wszystkimi dyscyplinami na uczelni.

W polskiej ekstraklasie nie ma żadnej kobiety, która jest pierwszym trenerem.

- Wiem, w Turcji jest podobnie. W Stanach sporo kobiet prowadzi żeńskie zespoły. Choć w WNBA też jest ich niewiele. Jeśli po odejściu Tomasza Herkta na emeryturę, dostałabym ofertę pracy w Artego, to bym ją przyjęła.

Myślisz, że to możliwe? Takie rzeczy w Polsce raczej się nie zdarzają.

- Dlaczego nie? Sport to całe moje życie. Myślę, że Artego stać byłoby na taki ruch. W Polsce nie znajdą lepszego od Herkta. Jeśli on odejdzie, będą szukać. W Turcji już mnie pytano o to, czy nie chciałabym objąć konkretnych zespołów. Jak myślisz, co robię od dekady? Zajmuję się koszykówką. Nie wiem, czy byłabym dobrym trenerem, ale jeśli pojawiłaby się taka okazja, skorzystałabym z niej.

Komentarze (1)
Z USA do polskiej reprezentacji. "Czasem jestem dupkiem"
Zaloguj się
  • seba-76

    Oceniono 7 razy 1

    nic dodać, nic ująć, toruńska wieś koło Lubicza...

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX