Piłkarze są szczęściarzami. Mało trenują

Pierwszy mecz Zooleszcz Gwiazdy Bydgoszcz w Superlidze

Pierwszy mecz Zooleszcz Gwiazdy Bydgoszcz w Superlidze (PAWEL MALINOWSKI)

Mihai Bobocica gra zawodowo w ping-ponga. Teraz zarabia na chleb w bydgoskiej Gwieździe. Polska to dobre miejsce dla tenisa stołowego. Więcej niż w naszej lidze płacą tylko w Niemczech i Francji
Czerwiec ubiegłego roku. Zbigniew Leszczyński, kapitan i sponsor Gwiazdy Bydgoszcz, szukał zawodników do drużyny, która pierwszy raz w historii awansowała do Superligi. Umiejętności Mihaia Bobocicy chciał sprawdzić osobiście. Wsiadł do samochodu i po 8 godzinach jazdy dotarł do Wiednia. Półtorej godziny gry z Włochem wystarczyło. Leszczyński wrócił do auta po gotowy kontrakt. Mistrz Włoch został liderem bydgoskiego zespołu.

Akademia Wernera Schlagera w Wiedniu to jeden z najlepszych ośrodków tenisa stołowego na świecie. W ogromnej hali jest kilkadziesiąt stołów i całe zaplecze, którego potrzebują profesjonalni zawodnicy. Ćwiczy tam 8 spośród 100 najlepszych tenisistów świata. - To nie klub, bardziej przypomina szkołę. Wszyscy płacą za możliwość treningów - tłumaczy Bobocica. W jego przypadku opłaty są niewielkie. W Akademii są zadowoleni, że mają u siebie gracza numer 56 na świecie.

28-letni Włoch jest zawodowym żołnierzem. - Kiedy wojsko nas wzywa, zazwyczaj chodzi o spotkanie z generałem albo kimś ważnym. Nie ma tego dużo. Możemy skupiać się na sporcie - opowiada.

Bobocica mieszka w Wiedniu. Mecze polskiej ligi rozgrywane są we wtorki, więc z Austrii wyrusza do Polski już w poniedziałek. - Często lecę samolotem, potem jadę pociągiem.

Opłaca się, bo polska liga jest moją trzecią w Europie. Lepsze warunki są tylko w Niemczech i Francji.

Jesienią tenisista był rewelacją sezonu. Wygrał 9 z 11 meczów, potem jego bilans się pogorszył. Wszystko przez kontuzję. - Długo miałem problem ze ścięgnem w prawym rogu. Jedynym lekarstwem jest odpoczynek - mówi. W tym sezonie zagra m.in. w Pucharze Polski, który chce zdobyć z bydgoskim zespołem. To będą jego pożegnalne mecze. Za rok prawdopodobnie zagra w lidze austriackiej.

Lider Gwiazdy z pochodzenia jest Rumunem. Urodził się w Craiovej. Kiedy miał 8 lat, jego ojciec został trenerem juniorskiej reprezentacji Włoch. Do Italii pojechała cała rodzina. Z aklimatyzacją nie było problemów. Dla Rumunów to popularny kierunek emigracji, język włoski jest podobny do rumuńskiego. - Z czasem okazało się, że gra dla Włoch to najlepsze wyjście. Dziś czuję się zarówno Włochem, jak i Rumunem. Jestem wdzięczny za wszystko obu krajom - opowiada.

Bobocica startuje w polskiej lidze oraz w turniejach indywidualnych - mistrzostwach Włoch, Europy i świata oraz zawodach World Tour. Wybiera europejskie zawody tego cyklu.

W czołowej dziesiątce światowego rankingu jest trzech Europejczyków, ale pięć czołowych miejsc okupują Azjaci. - Rywalizacja z nimi jest niezwykle trudna. To kwestia skali. W drużynie z Azji nie ma słabego zawodnika, ich potencjał ludzki jest niesamowity - mówi Bobocica. Chińczycy mają system i pieniądze na szkolenie. - Na miejsce każdego zawodnika są dziesiątki tysięcy kolejnych, którzy są w stanie dać z siebie wszystko. To, co mówi trener, jest święte. My w Europie też mówimy, że chcemy wygrać, ale tak naprawdę nie jesteśmy tak zdeterminowani. Mamy względnie wygodne życie - opowiada. Rano i po południu trenuje po 2,5 godziny. Dla porównania, zarabiający bez porównania więcej piłkarze przez większość sezonu ćwiczą przez dwie godziny. - Są szczęściarzami - uśmiecha się.

Bobocica nie ma złudzeń, że tenis stołowy stanie się w Europie popularny. Kilka rzeczy można natomiast w dyscyplinie zmienić. - Nie pomagają działania światowej federacji. Z celuloidowej piłeczki przeszliśmy na plastikową. Piłka odbija się zupełnie nieobliczalnie. Zawodowcy psują proste uderzenia, a widzowie nie wiedzą, o co chodzi - wyjaśnia. Nowa piłeczka to wydatek 7 zł, a nie 2,5, jak było do tej pory. - Te dziwne decyzje powodowane są tym, że zarobić mają konkretne osoby. Nie chodzi o dobro dyscypliny. Szkoda, bo tenis to wspaniała dyscyplina.

Skomentuj:
Piłkarze są szczęściarzami. Mało trenują
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX