Sport.pl

Tak zagrał Zawisza. Dobrze było przez 45 minut

Bydgoski Zawisza wytrzymał przy Łazienkowskiej jedną połowę. Nieźle działał atak pozycyjny i asekuracja w defensywie. Drużynę ratował też Grzegorz Sandomierski. W drugiej połowie na boisku dominował już mistrz Polski.
Zawiszę i Legię dzieli niemal wszystko, łączy wojskowa historia. Legia jest dziś największym w kraju piłkarskim przedsiębiorstwem. O różnicy poziomów, także w klubowych budżetach, należy pamiętać, oceniając występ bydgoszczan.

Lider grał z czerwoną latarnią. Ta różnica nie była wyraźnie widoczna do momentu straty pierwszego gola. W pierwszej połowie odmieniony na wiosnę Zawisza znów nie bał się wymieniać piłek na połowie rywali. Rozdzielał je głównie Mica. Nieźle dyrygował kolegami, grał z pierwszej piłki i strzelał. Wciąż ma jednak problem z agresywną grą rywali. Młody Portugalczyk cały czas nie jest przyzwyczajony do dość ostrej i fizycznej gry, która obowiązuje w ekstraklasie. Wielokrotnie w czasie meczu pokazywał sędziemu, że był faulowany. Gwizdek arbitra zazwyczaj milczał.

Przez pierwsze 60 minut Zawisza nieźle przesuwał się defensywie. Dobrze funkcjonowała asekuracja. Kiedy do przodu zapędził się Jakub Wójcicki, a Zawisza stracił piłkę, jego miejsce momentalnie zajął Majewski. W linii z Kamilem Drygasem ustawił się z kolei Bartłomiej Pawłowski. Za każdym razem, gdy wydawało się, że Legia jest w stanie wyjść z kontrą, nie była w stanie przyspieszyć akcji. Bydgoszczanie na tyle dobrze blokowali możliwości podań, że mistrzowie Polski musieli grę zwolnić.

Nominalnie obaj defensywni pomocnicy Zawiszy grali w linii. Na początku to Drygas, jako gracz bardziej mobilny, częściej atakował pressingiem, wychodził wyżej. Iwana Majewskiego Mariusz Rumak ceni za trzymanie swojej pozycji. I Białorusin z tego zadania się wywiązywał. Mało tego, raz wbiegł z piłką w pole karne Legii, źle przyjął spychając się do boku i oddał słaby strzał, będąc sam na sam z Dusanem Kuciakiem.

Tylko 45 minut spędził na boisku Bartłomiej Pawłowski. Zmiana skrzydłowego w przerwie nie była zaskoczeniem. Pawłowski w kolejnym meczu tracił piłkę, dryblując tuż po przechwycie na własnej połowie. Po trzech groźnych stratach zmienił do Kamiński. W ofensywie pokazał się raz, oddając strzał z dystansu.

Słabiej niż w poprzednich meczach zagrał Alvarinho. Został ostro sfaulowany na samym początku meczu. Uaktywnił się po 20 minutach. Większość pierwszej połowy spędził na lewej stronie, gdzie szło mu lepiej. Raz ciekawie dośrodkował, potem łatwo ograł Łukasza Brozia. Akcję miał skończyć Mica, który przewrócił się w polu karnym. W 40. minucie przepraszał trenera Rumaka, który był wściekły. Nieudany drybling w strefie obronnej doprowadził do straty i groźnego strzału Guilherme.

Głównie pressingiem wyróżniał się Jakub Świerczok. Przegrał też ważny pojedynek biegowy z Jakubem Rzeźniczakiem. Ale to akcja dwójkowa Mica-Świerczok dała Zawiszy szansę w 24. minucie, którą ci sami piłkarze wspólnie zmarnowali. Najbardziej wysunięty piłkarz Zawiszy dość szybko został zmieniony przez Josipa Barisicia.

Oprócz świetnych interwencji na linii, Grzegorz Sandomierski pomagał rozgrywając piłkę od tyłu. Raz przydarzył mu się błąd, ale Legia nie zdołała przejąć piłki.

Bramki dla Legii padły po indywidualnych błędach. Pierwsza, zapoczątkowana po złym ustawieniu przy rzucie z autu, dodała legionistom energii. Przerwy między formacjami Zawiszy stawały się coraz większe, obrońcy popełniali błędy. Drugiego gola sprokurował Jakub Wójcicki, który jako prawy obrońca zaliczył wiosną pierwszy tak poważny błąd.

Więcej o: