Masny wraca do Bydgoszczy. Gra dziś przeciwko Łuczniczce

Michal Masny

Michal Masny (GRZEGORZ CELEJEWSKI)

Marzec to ważny miesiąc dla siatkarzy Łuczniczki. W najbliższym czasie rozpoczną się rozmowy w sprawie kontraktów na kolejny sezon. Zmian w drużynie będzie sporo, bo bydgoska drużyna nie spisuje się na miarę oczekiwań jej szefa i właściciela, Piotra Sieńko.
Klub obchodzi w tym sezonie jubileusz 10-lecia startów w siatkarskiej elicie. Zajmuje 10. miejsce. Nie tak miało wyglądać świętowanie, nie w ten sposób wyobrażał je sobie Sieńko.

Przyczyn znacznie słabszej postawy jest kilka. Część z nich to tzw. kwestie obiektywne, z pogranicza pecha. Na początku sezonu nie grał absolutnie najlepszy i najbardziej wartościowy siatkarz Łuczniczki, Jakub Jarosz. Już w pierwszym meczu ciężkiej kontuzji, eliminującej z gry do końca sezonu, doznał Wojciech Ferens. Posypała się więc od razu ekipa wyszykowana przez trenera Piotra Makowskiego. Przyszły porażki i zespół od razu spadł do słabszej części PlusLigi. Nie jest w stanie się z niej wykaraskać. Łuczniczka jest obecnie lepsza od czterech zaledwie drużyn PlusLigi. Zajmuje 10. miejsce - z 26 pkt. zdobytymi w 20 meczach.

Czy może się jeszcze znacząco poprawić? Mało prawdopodobne, bo pozostało tylko sześć meczów. Zadanie wskoczenia choćby na ósme miejsce jest trudne - Indykpol AZS Olsztyn ma przewagę 4 pkt. Doścignięcie siódmego w tabeli Cuprum Lubin praktycznie niewykonalne - ta ekipa nazbierała już 34 pkt.

Właściciel i prezes klubu zapowiada, że w marcu rozpoczną się rozmowy na temat budowania zespołu na kolejny sezon. - Zawsze marzę o najwyższych celach, o najlepszej czwórce - mawia zwykle Sieńko. Rozczarowanie jubileuszowymi występami jest więc spore, bo zespół, który walczył z Jastrzębskim Węglem całkiem niedawno o brązowy medal, znacznie obniżył loty.

A dziś właśnie z tą drużyną Łuczniczka zagra kolejne spotkanie. Ekipa ze Śląska to szósta drużyna PlusLigi. Pozycja nawet ponad miarę oczekiwań klubu, który przed sezonem przeżywał wielkie problemy finansowe i musiał się pozbyć prawie wszystkich swych gwiazd. Trener Jastrzębskiego Węgla Mark Lebedew ma jednak świetnego reżysera gry. Michal Masny, znany z występów w bydgoskim klubie za jego najlepszych czasów, pozostał w zespole i to jego poczynania przydały wiele wartości.

Łuczniczka przystępuje do pojedynku podbudowana sensacyjnym triumfem w Bełchatowie z PGE Skrą. Po raz pierwszy w tym sezonie udało się bydgoszczanom wygrać z ekipą wyżej notowaną (nie licząc akademików z Warszawy i Olsztyna, którzy obecnie zajmują lepsze pozycje).

Triumf w Bełchatowie to zasługa Jarosza, który nie zawodzi w żadnym praktycznie spotkaniu (17 udanych ataków na 25 prób). Sam by jednak nie był w stanie wygrać tego meczu. Na lewym skrzydle pomógł mu Łukasz Wiese. Trener Makowski długo szukał zawodnika, który mógłby zastąpić Ferensa. Znacznie więcej w klubie spodziewano się po byłym reprezentancie Polski, Michale Ruciaku. Ściągnięty w trakcie sezonu, Belg Kevin Klinkenberg, nie był w stanie zapełnić tej luki. - Treningi wyglądają bardzo dobrze. Nie ukrywam, że nastawiałem się w tym sezonie na więcej występów. Założenia przed sezonem były dużo większe, więc teraz każdy mecz jest na wagę złota. - mówił Wiese. W pojedynku z PGE Skrą było jeszcze lepiej (12/16 w ataku). 23-letni Wiese uczył się siatkówki w Bydgoszczy. Teraz wykorzystuje szansę - także na kolejny kontrakt w bydgoskim klubie.

Dziś w hali Łuczniczka (początek o godz. 18.) nasz zespół musi walczyć o kolejne trzy punkty. Bydgoszczanom pozostały jeszcze potem wyjazdy dso Częstochowy i Kędzierzyna. U siebie mają pojedynek z Cuprum Lubin, a w przedostatniej kolejce wyjazd do Warszawy i na koniec rundy zasadniczej mecz we własnej hali z MKS Będzin.

Zobacz także
  • Michal Masny Pokonali Skrę. Są już bilety na kolejny hit siatkarzy
  • Łuczniczka - Skra 0:3 Historia w Bełchatowie. Pierwsze zwycięstwo Łuczniczki ze Skrą
  • Asseco - Łuczniczka 3:0. Siła Rzeszowa nie do ugryzienia