Lord Sebastian Coe: Bydgoszcz jest fantastycznym miejscem

25.07.2016 09:06
Sebastian Coe

Sebastian Coe (Michal Nowak)

- Rano biegłem - choć nazywanie tego, co teraz robię bieganiem, to przesada - z hotelu Słoneczny Młyn bulwarami wzdłuż Brdy w kierunku miasta. I powiem wam: Bydgoszcz jest fantastyczna - chwali miasto Sebastian Coe, prezydent IAAF, legenda światowego sportu
Coe jest jednym z najbardziej wpływowych ludzi współczesnego sportu, nie tylko jako szef najpotężniejszej, po FIFA, światowej federacji. 60-letni, były lekkoatleta, czterokrotny medalista olimpijski, od kilkunastu lat jest członkiem Izby Lordów. Królowa Elżbieta II nadała mu tytuł barona. Jest czterokrotnym medalistą olimpijskim z Moskwy '80 i Los Angeles '84 na 800 i 1500 m (dwa złote i dwa srebrne medale).



Był rekordzistą świata na sześciu dystansach (800 , 1000, 1500 m, 1 mila oraz 800 i 1500 m w hali). Swoje życie poza sportem - karierę na bieżni zakończył w 1990 roku - rozpoczął dwa lata później. Został posłem Partii Konserwatywnej do Izby Gmin brytyjskiego parlamentu, ale zasiadał w niej przez jedną kadencję. W tym samym czasie pracował w Międzynarodowym Komitecie Olimpijskim. Jest prezesem Brytyjskiego Komitetu Olimpijskiego. Od 2005 roku zajmował się przygotowaniem igrzysk olimpijskich w Londynie, jako szef komitetu organizacyjnego. W 2007 roku został wiceprezydentem IAAF, a rok temu - po wygranej w wyborach z Siergiejem Bubką - prezydentem światowej federacji. Coe przyjechał do Bydgoszczy na mistrzostwa świata do do lat 20.

Z mistrzostw się cieszymy, ale martwi nas widok trybun. 8 lat temu na tej samej imprezie w Bydgoszczy było wielu widzów. Dziś na trybunach są pustki. Czy popularność lekkoatletyki, nie tylko w Polsce, ale na świecie, spada? Czy to problem dla dyscypliny?

Sebastian Coe: - Ostatni czas był dla nas rzeczywiście trudny. Ale są też pozytywy. Halowe mistrzostwa świata były prawdopodobnie najlepszymi w historii. Od początku roku jeżdżę na zawody w różne części świata. Widziałem mistrzostwa poszczególnych kontynentów, świata i Diamentową Ligę. Myślę natomiast, że porównywanie frekwencji podczas pierwszych dni zawodów w Bydgoszczy z innymi imprezami, jest trochę niesprawiedliwe. Zorganizowanie tej imprezy w tak krótkim czasie było wielkim wyzwaniem. Normalnie to zajmuje nie pół roku, ale 4-5 lat. Wiem z doświadczenia igrzysk olimpijskich w Londynie, że zainteresowanie takim projektem młodych ludzi, naprawdę zajmuje lata. Gdyby Bydgoszcz miała taką szansę, widownia byłaby na pewno większa. Jestem bardzo wdzięczny Polskiemu Związkowi Lekkiej Atletyki, że zdecydowała się zorganizować tę imprezę w tak krótkim czasie. Jest tylko kilka miast na świecie, które tak jak Bydgoszcz, mogą poszczycić się zorganizowaniem pięciu lekkoatletycznych mistrzostw świata. Ten wkład w nasz sport nie zostanie przez IAAF zapomniany.

Natomiast w pytaniu jest sporo prawdy. Wiele osób zwraca uwagę na inne problemy, ale moim zdaniem najważniejszą sprawą, jest spowodowanie, żeby lekkoatletyka była ekscytująca dla młodych kibiców. Jesteśmy w trakcie reform, refleksji, jak powinniśmy się zmienić.

Może dobrym pomysłem byłoby przeniesienie niektórych dyscyplin poza stadion, wyjście do ludzi?

- Tak zrobiliśmy podczas niedawnych mistrzostw Europy w Amsterdamie. Kwalifikacje rzutów oszczepem i dysku rozgrywaliśmy poza stadionem. Podobnie było z dekoracjami. W Amsterdamie przychodziły na nie tysiące ludzi. Nie trzymaliśmy się też hali podczas mistrzostw świata w Portland w tym roku. Eksperymentujemy także z nową imprezą, mistrzostwami świata sztafet. Sposób, w jaki lekkoatleci są teraz wprowadzani na stadion i odbierają medale, ma sprawić, że publiczność odbierze ich jako prawdziwych sportowych bohaterów.

Pan, podobnie jak pana wielki rywal, Steve Ovett, byliście w latach 80. takimi bohaterami. Ale jak ich wykreować w dzisiejszych czasach?

- Współczesna lekkoatletyka ma takich bohaterów David Rudisha jest najlepszym 800-metrowcem w historii. Usain Bolt to prawdopodobnie najlepszy lekkoatleta w dziejach. Mamy gwiazdy. Ale musimy podwoić nasze wysiłki, by usłyszeli o nich ludzie. Poza tym na pewne sprawy spojrzeć realistycznie. Od lat 80. minęły trzy dekady. Świat jest inny i młodzi ludzie bardzo się zmienili. W moich czasach mieliśmy w Wielkiej Brytanii cztery kanały telewizyjne, lekkoatletykę pokazywano na jednym. Piłka nożna nie była tak szalenie mocna np. finansowo jak teraz. Natomiast przyznaję, że lekkoatletyka nie postawiła na innowcje jak inne dyscypliny. Nie zdołaliśmy porwać wyobraźni tłumów. Niedawno na Diamentowej Lidze widziałem kilku zawodników wygrywających porównania z zawodnikami z poprzednich pokoleń. Musimy skupić się na tych gwiazdach, bo czasy są trudniejsze. Potrzebna jest współpraca z krajowymi federacjami. Musimy pokazać, że mamy do zaoferowania więcej, niż sam Bolt.

Ale przecież mnóstwo ludzi biega dla formy i przyjemności?

- Zgadza się. Miliony ludzi na świecie biegają, ale oni nie czują, że są częścią lekkiej atletyki. To kolejne wyzwanie dla nas, żeby się nią poczuli. Kiedy golfista amator chce trafić do dołka, wyobraża sobie, że jest Tigerem Woodsem. Kiedy idzie pobiegać, nie myśli o tym, że robi to, co Haile Gebrelassie albo Mo Farah. Musimy wykreować ten związek.

Miesiąc temu polscy piłkarze dotarli do ćwierćfinału EURO a kraj na ich punkcie oszalał. Kiedy lekkoatleci wygrali klasyfikację medalową w Amsterdamie, interesowało to znacznie mniej ludzi. Zapytałem o to Ato Boldona. Mówi, że jednym z nich jest problem z wiarygodnością. Chodzi o doping i najnowszą aferę związaną z rosyjskimi lekkoatletami. Czy Boldon ma rację?

- Nie chcę zaprzeczać niektórym faktom, bo mieliśmy parę trudnych lat, ale wyzwania, przed którymi stoi lekka atletyka to nie jest sprawa ostatniego roku. Musimy być ostrożni, gdy mówimy, że kwestia popularności to ostatnie miesiące. Podążamy tą samą ścieżką od 20 lat.

Moim celem jest zatrzymanie obecnego trendu i odbudowa naszego prestiżu. Nie uważam, że sprawa z rosyjską federacją to sedno problemu. Jest wiele rzeczy, które musimy zrobić, by odzyskać zaufanie opinii publicznej. W Portland, podczas halowych mistrzostw świata, czy niedawno Amsterdamie na mistrzostwach Europy, areny były pełne. Zawody w półmaratonie, przy złej pogodzie, oglądało sto tys. ludzi. Holendrzy przyszli na Stadion Olimpijski w Amsterdamie, bo mają gwiazdę, Daphne Schippers. Mój program reform pomoże. Chodzi m.in. o nowe podejście do dopingu. Ale nie uważam, że nasz sport jest zepsuty. Musimy poprawić nasz kalendarz. Mamy mityngi, zawody krajowe, kontynentalne, Diamentową Ligę. Dla kibiców to wszystko nie jest jasne. Kiedy Usain Bolt startuje w innych zawodach, niż najwyższej rangi, kibice nie wiedzą, czy to ważny bieg, czy nie. Możemy naprawić wiele spraw.

Mówicie panowie, że w Polsce sukces w Amsterdamie interesował niewielu. W moim kraju informacja o tym, że Martin Rooney obronił w Amsterdamie mistrzostwo Europy na 400 metrów, znalazło się w wiadomościach niżej, niż news o golfiście, który nie pojedzie do Rio, bo boi się chorób przenoszonych przez komary. A to było w BBC, stacji, która ma określone standardy. Mamy więc wiele pracy do wykonania.

Czy da się w ogóle wygrać z dopingiem?

- Czy całkowicie wyeliminujemy dopingowiczów? Nie, to nigdy się nie wydarzy. Ale czy w instytucjach finansowych też będą tylko sami uczciwi? Taka jest ludzka natura. Musimy być realistami. Są sprawy, które możemy poprawić. Technologia się rozwija i mamy coraz lepsze narzędzia do ścigania tych oszustów. Mamy paszporty biologiczne, dzięki którym możemy się cofnąć o 10 lat. Istotne jest też, że postawiliśmy na edukację. Chcę, żeby juniorzy, którzy startują w Bydgoszczy, znali historię sportu i mieli piękne wzorce. Jeśli jesteś biegaczem z Polski, musisz wiedzieć kim był Bronisław Malinowski. Jeśli skaczesz o tyczce, musisz znać postać Kozakiewicza, jeśli sprinterką - Ireny Szewińskiej. Musisz czuć się częścią historii. Musisz wiedzieć, jak ci wielcy doszli do celu, jak pokonywali trudności. Jeśli czujesz tę świadomość, istnieje większa szansa, że zrozumiesz, że warto być czystym.

Czy funkcja prezydenta IAAF jest trudniejsza, niż przewodniczącego komitetu organizacyjnego igrzysk w Londynie?

- Najtrudniej było biegać sto mil tygodniowo. Znacznie trudniej było czekać na start, 40 minut przed finałem biegu na igrzyskach. A obecna praca? Jest w porządku.

Otrzymał pan dożywotni tytuł lorda i zasiada w brytyjskim parlamencie. To zajmująca praca, czy tylko tytuł?

- Uczestniczę w posiedzeniach, kiedy przebywam w Londynie. Zasiadam w niższej izbie parlamentu, izbie lordów, której członkowie nie są wybierani, co jest całkiem miłe. W wyborach startować już nie zamierzam. To ciekawe zajęcie, robię to od 16 lat. Szczególnie interesują mnie takie tematy jak ustrój, zdrowie i gospodarka. Głosuję tylko wtedy, gdy decydujemy o sprawach, które uważam za istotne.

Jako sportowiec rzadko startował pan w Polsce. Jak w pana oczach nasz kraj zmienił się przez ten czas?

- To dwa inne światy. Ludzie z mojego pokolenia zawsze pamiętają podobne wydarzenia, jak wyjście Nelsona Mandeli na wolność na początku lat 90. Dla mnie tak samo ważnym wydarzeniem jest upadek żelaznej kurtyny i wolność dla krajów Europy Wschodniej. Studiowałem ekonomię i politologię. Startowałem w tych państwach, więc dla mnie to było bardzo ważne. Dziś widzę, jak one, z Polską na czele, stały się silne, nie tylko ekonomicznie, ale też kulturowo. Pokonały trudne czasy po 1945 roku, pamiętając, kim są. Myślę o tym za każdym razem, gdy jestem w Europie Wschodniej - tak ją nazywamy - a przecież jest tak naprawdę Europą Środkową. Niedawno przyleciałem z Genewy. Leciałem mniej niż dwie godziny. Tyle, co nic. I dodam, że kiedy myślę o tym wszystkim, uważam, że decyzja Brytyjczyków o opuszczeniu Unii Europejskiej jest błędem.

Pierwszy raz jest pan w Bydgoszczy? Jak wrażenia?

- Pierwszy, choć organizujecie mistrzostwa świata już po raz piąty. Rano biegłem ze Słonecznego Młyna bulwarami wzdłuż Brdy w kierunku miasta. Bydgoszcz jest fantastyczna.

Jak forma? Jaki czas?

- (śmiech) Nazywanie tego, co robiłem bieganiem, to wielka przesada.

Skomentuj:
Lord Sebastian Coe: Bydgoszcz jest fantastycznym miejscem
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX