Sport.pl

60 lat temu na igrzyskach. Rządziła zimna wojna i rock and roll

Wojciech Borakiewicz
08.08.2016 , aktualizacja: 06.08.2016 23:09
A A A
Najstarszy bydgoski olimpijczyk swoje własne igrzyska przeżywał 60 lat temu w Melbourne. Teraz Alfons Niklas będzie kibicował swoim młodszym kolegom z Zawiszy i oczywiście Pawłowi Fajdkowi. Bo on też rzuca młotem.
Z dalekiej podróży do Australii Alfons Niklas przywiózł swej narzeczonej, a potem żonie czerwony sweter z owczej wełny. - Dostałem go od Polki, która była udziałowcem w przędzalni wełny, gdzie wytwarzali także swetry. Żona nosiła go potem na wyjątkowe okazje. Dostała także maskotkę misia koali. Przywiozłem ich zresztą wiele i rozdałem po rodzinie. A w Melbourne największym wzięciem cieszyły się moje olimpijskie ubrania. Wróciłem tylko w marynarce, którą nosiłem na otwarciu igrzysk - wspomina 89-letni olimpijczyk, specjalista w rzucie młotem.

Młot z kawałkiem drutu

Alfons Niklas pochodzi z Chełmna. Pierwsze igrzyska olimpijskie zapamiętane przez niego jeszcze jako dziecko odbyły się w Berlinie w roku 1936. Miał wówczas 7 lat. Potem był czas II wojny spędzony w rodzinnym mieście, a po 1945 roku nauka w Państwowym Gimnazjum i Liceum w Chełmnie i harcerstwo. W wakacje, w 1947 roku, wybrał się z sześcioma kolegami z zastępu Żubrów w pieszą wyprawę dookoła Polski. Poszli najpierw w kierunku Tucholi, a potem na Człuchów i Szczecin. Dalej przez Ziemie Odzyskane na południe, aż do Karpacza - Wtedy pierwszy raz w życiu widziałem góry - wspomina Niklas. Następnie poszli przez Wrocław i Śląsk do Krakowa - Spaliśmy pod mostem, ale z widokiem prosto na Wawel - mówi 89-letni olimpijczyk.

Pierwszy kontakt ze sportem przeżył Harcerskim Klubie Sportowym z Chełmna. - Pewnego razu przywieziono do Chełmna kule z drutem, a na jego końcu była drewniana rączka. To był lekkoatletyczny młot. Pojechaliśmy na zawody do Torunia. Startowaliśmy na piłkarskim boisku, ale ze środka. Tam zrobili koło ogrodzone drutem. Rzucało się bez siatki ochronnej. Młot mógł polecieć w każdą stronę. Rzuciłem wtedy w pierwszej próbie ponad 30 metrów - mówi Niklas.

Do prawdziwego sportu było jeszcze daleko. To był czas pierwszych powojennych igrzysk, które odbyły się w Londynie, w 1948 roku. Niklas trafił do lekkiej atletyki i Zawiszy prosto z wojska. W Bydgoszczy szukali ludzi do kompanii sportowej w OWKS (wtedy tak nazywał się Zawisza). - Pamiętam, że powiedziałem, że jestem młociarzem. Zapytali mnie, ile wynosi rekord świata w rzucie. Odpowiedziałem: 60,32. I tak zostałem sportowcem. Jednostka była, jak dziś, na Powstańców Warszawy, blisko stadionu. Pamiętam, że przed wyjazdem do Bydgoszczy dostałem nowy mundur, plecak, żeby jakoś porządnie wyglądać - mówi Niklas.

Szybko poprawiał wyniki i został reprezentantem Polski. W 1954 znalazł się w składzie na mistrzostwa Europy w Bernie. - Pamiętajmy, jakie to były czasy. Szwajcaria, kraj za żelazną kurtyną. Ubrali nas nawet w eleganckie, kadrowe garnitury, żeby dobrze w tej Szwajcarii wyglądać. Pamiętam, że trochę za ciasne buty dostałem i pęcherze mi się porobiły, ale do Berna nie pojechałem. Autobus miał wyjechać z AWF w Warszawie na lotnisko. Siedzieliśmy już w środku. Wchodzi jakiś tajniak w długim, gabardynowym płaszczu i każe wyjść mi oraz jeszcze jednemu koledze z zespołu. W portierni powiedział, że nasz wyjazd jest wstrzymany - opowiada Niklas.

Australia - kraina jak z bajki

Jesienią 1956 roku nikt go już nie wyrzucał z reprezentacyjnej ekipy. Młociarz Zawiszy, razem z kolegą z kadry, sławnym Tadeuszem Rutem, poleciał samolotem w najdłuższą podróż życia - na igrzyska olimpijskie w Melbourne.

Polską reprezentację przewiózł najnowocześniejszy wówczas samolot świata - czterosilnikowy Lockheed Superconstellation w barwach holenderskich linii KLM. Nasi olimpijczycy wsiedli do niego w Rzymie i przelecieli nim niemal 20 tysięcy kilometrów. - Siedziałem obok sławnego trenera bokserów Feliksa Stamma przy samym skrzydle i w nocy często patrzyliśmy na długie płomienie wydobywające się z rur wydechowych - wspomina Niklas.

Superconstellation, maszyna z lat 50., nie dawała jednak rady przelecieć bez międzylądowania i postojów, jak współczesne samoloty odrzutowe, całej trasy. Podróż z Rzymu do Melbourne trwała więc prawie cztery dni, ale sportowcy mogli za to zobaczyć kolejne egzotyczne kraje. Dwie noce przespali w powietrzu, ale dwie w hotelach w Karaczi i Bangkoku. - Tam mieszkaliśmy w bungalowach na palach, na wodzie - mówi Niklas. Kolejnym etapem podróży była Manila na Filipinach. Po drodze z Manili do Port Darwin, na północy Australii, sportowcy przekroczyli równik. Każdy z pasażerów dostał specjalny atest z wizerunkiem Neptuna, bo to przypominało tradycyjny chrzest dla marynarzy przekraczających równik. Potem był już ostatni etap długiej trasy - lot z Port Darwin na południe Australii - do Melbourne. - Dzieci w krakowskich strojach z australijskiej Polonii powitały na lotnisku - mówi Niklas.

Był 7 listopada 1956 roku. Czuć było powiew politycznej odwilży. W Melbourne sportowcy z krajów Zachodu i tych "zza żelaznekj kurtyny" zamieszkali w jednej wiosce olimpijskiej.

Cztery lata wcześniej, podczas igrzysk olimpijskich w Helsinkach, zimna wojna trwała w najlepsze także na sportowych arenach. Prawdziwe starcie dwu światów miało miejsce na Półwyspie Koreańskim - w krwawej wojnie, w której po jednej stronie walczyły siły komunistycznej Korei Północnej wspierane przez chińskich "ochotników" Mao Zedonga, a po drugiej - żołnierze napadniętego Południa wspierani przez oddziały występujące pod flagą ONZ, wśród których największą rolę odgrywała armia USA. W stolicy Finlandii nie wybuchały pociski, ale tam też czuło się wojnę. Stalin wysyła sportowców na igrzyska, żeby pokazać wyższość komunizmu, który "walczy z imperialistami o pokój na świecie".

Prezydent USA Harry Truman uruchamia kampanię mającą ukazywać zniewolenie przez ZSRR krajów wschodniej Europy. Arena igrzysk to dobre miejsce do stoczenia bitwy propagandowej.

Nic dziwnego, że sportowcy ze Wschodu i z Zachodu mieszkają osobno - to jedyny taki przypadek w dziejach igrzysk. Oficjalna wioska olimpijska znajduje się w kilkunastu trzypiętrowych domach w dzielnicy Käpylä. Drużyny z bloku wschodniego zostały przez swe władze zakwaterowane 25 km dalej, w akademikach politechniki w Otaniemi. Na głównym budynku komunistyczni działacze sportowi powiesili olbrzymi portret Stalina. Stadion olimpijski jest w połowie drogi pomiędzy Käpylä a Otaniemi. Politechnika nie została wybrana przypadkowo - niedaleko jest Porkkala, a w niej baza Armii Czerwonej, którą Finowie musieli udostępnić ZSRR w 1944 roku. Z Porkkali do głównej areny XV igrzysk jest 40 km. To daleko, ale w zasięgu dział chroniących bazę i szachujących wejście do Zatoki Fińskiej. Stadion jest też w zasięgu radzieckiej artylerii.

Kraje zachodnie także szykują się starannie do sportowej zimnej wojny. Departament Stanu USA rozważa, czy amerykańscy sportowcy powinni na podium podawać rękę kolegom z ZSRR. Decyduje, żeby robili to z największą serdecznością, manifestując entuzjazm i swobodę wolnego świata. Powołana przed igrzyskami agencja rządowa USIE [United States International Informational and Educational Exchange] wynajmuje największe kino w Helsinkach, żeby pokazać filmy o życiu w wolnym świecie. W kampanię włączają się wielkie koncerny, a amerykańskie telewizje rozdają fińskim instytucjom rarytas - sto 17-calowych telewizorów.

Kreml też nie próżnuje - wynajmuje w Helsinkach amfiteatry na świeżym powietrzu i wyświetla takie dzieła jak "Toast za Związek Radziecki" oraz "Moskwa - wczoraj i dziś".

Melbourne, czyli uśmiechy

W Australii wszystkie reprezentacja zamieszkały w wiosce olimpijskiej, w miejscowości Heidelberger West - dziś to dzielnica Melbourne. Dostali parterowe lub piętrowe domki.

- Życie było jak w Madrycie. Owoce, jakie tylko można sobie wymarzyć, napoje, czekolada do woli. Tam zetknąłem się pierwszy raz z Amerykanami - opowiada Niklas. Wspólnie przez trzy tygodnie przed rozpoczęciem igrzysk trenowali. W sumie startowało 25 młociarzy z całego świata. Jednym z nich był Harold Connolly. Amerykanin wygrał w Melbourne rzut młotem i znalazł żonę. Zakochał się w Australii w Oldze Fikotovej, pięknej dyskobolką z Czechosłowacji. Ich romans i miłość już podczas igrzysk zaczęła opisywać australijska prasa. Rok po olimpiadzie wzięli ślub, Fikotová wyemigrowała do USA.

Niklas zajął w Melbourne zajął 10. miejsce. Mogło być lepiej, ale spalił swój drugi rzut, po którym młot poleciał w granicach rekordu igrzysk.

PYTANIE Ile medali w Rio zdobędą bydgoscy sportowcy

 niestety, ten start będzie klęską, ani jednego medalu
 tylko jeden na otarcie łez
 zdobędą dwa krążki - niezły występ
 przywiozą trzy i ucieszą kibiców
 odniosą niezwykły sukces - cztery medale
Zobacz także
Skomentuj:
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX