Sport.pl

Był szósty na igrzyskach. "To więcej niż złoto w Europie"

Marcin Lewandowski planuje już atak na medal mistrzostw świata. - Nie oszukujmy się, poziom w Europie jest znacznie niższy - mówi polski lekkoatleta, mistrz i wicemistrz Europy w biegu na 800 metrów.
W 2016 roku Marcin Lewandowski najpierw przegrał z Adamem Kszczotem finał mistrzostw Europy w Amsterdamie, ale na igrzyskach w Rio de Janeiro był już jedynym Polakiem w finałowej rozgrywce od olimpiady w Monachium w 1972 roku. Andrzej Kupczyk zajął wówczas 7. miejsce, a w finale było tylko dwóch Afrykanów: Mike Boit (zdobył brąz) i Robert Ouko.

LEWANDOWSKI - ZAWODNIK ROKU NA GALI LAURU KRÓLOWEJ SPORTU


Wojciech Borakiewicz: Historia z Monachium to dawna epoka biegów średnich. W Rio miałeś w finale już czterech rywali z Afryki, którzy dominują na średnich dystansach. Wygrał David Rudisha, a Taoufik Makhloufi z Algierii był drugi. Co jest dla ciebie cenniejsze: szósta lokata z igrzysk czy medale mistrzostw?

Marcin Lewandowski: Mimo braku podium pozycja z igrzysk w Rio to dla mnie największy albo jeden z największych sukcesów. Nie ma co się oszukiwać. Poziom na mistrzostwach Europy jest dużo niższy niż na mistrzostwach świata czy igrzyskach. Z drugiej strony mam złoto i srebro w Europie. Kibice na to jednak zwracają uwagę, ale każdy, kto siedzi bardziej w lekkoatletyce, w biegach średnich, wie, jak trudna jest rywalizacja w świecie, z zawodnikami z Afryki. Gdy ich wyprzedzasz na igrzyskach, nawet nie masz medalu, ale to się naprawdę liczy. Dlatego bardziej doceniam szóste miejsce w Rio niż złoto na mistrzostwach Europy. A poza tym w finale olimpijskim biegłem jako pierwszy Polak od 44 lat, więc o czymś to naprawdę świadczy.

Jesteś zadowolony z osiągnięć w tym roku?

- Dla mnie ten sezon był tak udany, że każdemu bym takiego życzył. Mam świetny rekord Polski na 1000 metrów, dystans nietypowy, ale wynik trzeci w historii europejskiej lekkoatletyki. Do tego srebro w mistrzostwach Europy. Jestem bardzo zadowolony.

Ale uczucie niedosytu z pewnością pozostało?

- Zawsze tak jest. Marzył mi się medal olimpijski. Szkoda, że tego wyśnionego podium w Rio jednak nie było. Nie udało się, ale dalej mam wielkie ambicje i ciągle wielkie możliwości. Nie poddaję się i robię swoje, czekając na efekty na bieżni.

Zabrakło błysku, bo nie wróciłem z igrzysk olimpijskich z medalem, ale wcale się nie obrażę, gdy rok 2017 będzie dla mnie taki sam.

Jak wyglądają przygotowania do kolejnego sezonu?

- Wystartuję na pewno w Toruniu, w halowym Copernicus Cup. Cieszę się, że ten bardzo młody mityng został doceniony przez IAAF i dołączony go do grupy halowych imprez o najwyższej randze. Świetnie się biega w toruńskiej hali. To chyba najlepszy obecnie obiekt do biegania w hali, jeśli chodzi o Europę. Padają świetne wyniki, bo bieżnia jest bardzo szybka. A przygotowania w tym roku będą dość standardowe, czyli od miesiąca ciężko pracuję. W czwartek wyjeżdżam na zgrupowanie do RPA i wracam na święta, ale dosłownie na chwilę. Już na początku nowego roku następne zgrupowanie w RPA.

Chcę w Belgradzie obronić tytuł halowego mistrza Europy. To mniejszy z celów do osiągnięcia, niejako po drodze. Najważniejsze są mistrzostwa świata w Londynie.

Biegasz coraz częściej na 1500 metrów. Czy przedłużenie dystansu leży w twoich planach?

- Nie ma na razie konkretów w tej kwestii. Jestem pewny, że będę się skupiał na 800 metrach. Oczywiście perspektywicznie myślę o przedłużeniu do 1500 metrów. To jednak oznacza długi okres przygotowań. Nie da się powiedzieć: biegam dwa razy dłuższy dystans, i nagle się tak robi. Wymaga to czasu, choć oczywiście trening zmieniam pod kątem wytrzymałości. Na dystansie 800 metrów ciągle mam jeszcze coś do zrobienia.