Kilka dobrych chwil w Rio. A reszta do zapomnienia [FELIETON]

30.12.2016 16:10
Powitanie kajakarki Beaty Mikołajczyk w Bydgoszczy

Powitanie kajakarki Beaty Mikołajczyk w Bydgoszczy (ŁUKASZ ANTCZAK)

Żeby się cieszyć ze sportowych sukcesów tego roku, trzeba mieć pamięć wybitnie selektywną. Zostawić w głowie tylko dwa dni z sierpnia, a całą niemal resztę - wyrzucić kompletnie.
Inaczej nie da się bez bólu głowy zamknąć sportowego roku 2016 w Bydgoszczy. I nie byłby to, niestety, ból głowy po niesamowicie szumnej i głośnej zabawie trwającej 12 miesięcy. Sportowy bal dla kibiców z mojego miasta trwał zaledwie przez dwie doby z 366 składających się na cały miniony rok. 11 sierpnia swoje medalowe szanse na igrzyskach olimpijskich w Rio de Janeiro wykorzystały wioślarki Lotto/Bydgostii. Najpierw zrobiła to w czwórce Monika Ciaciuch, a następnie Magdalena Fularczyk-Kozłowska i Natalia Madaj popłynęły po złoto.

Pięć dni później na torze regatowym Lagoa kajakarka UKS Kopernik, Beata Mikołajczyk w dwójce minęła metę na trzecim miejscu. Trzy medale bydgoskich sportowców na Igrzyskach Olimpijskich w Rio to bardzo dobre osiągnięcie - najlepsze od Barcelony '92, kiedy były cztery krążki, ale bez najcenniejszego złota.

Bydgoszcz ma więc już 30 medali z igrzysk olimpijskich. Padnie pytanie: dużo to czy mało? Niech odpowiedzią będzie porównanie z osiągnięciami Torunia na tym polu. Sąsiad i konkurent w regionie ma tylko jeden olimpijski krążek (wioślarz Łukasz Pawłowski).

Wodniacy dali więc dwa dni radości. Co decyduje, że im wyszło?

W przypadku Mikołajczyk najważniejsza jest indywidualna klasa i wybitny talent sportowy. Najlepiej świadczy o nim wyjątkowy wyczyn: brązowy medal w Rio to jej trzecie podium na trzecich igrzyskach z rzędu.

Triumfy Lotto/Bydgostii to już trochę inna historia, poza sportowym oczywiście talentem zawodniczek. Ten klub i jego prezes, Zygfryd Żurawski, zbudowali system przynoszący sukcesy i medale już na piątych z rzędu igrzyskach. Opiera się na trzech filarach: fachowości, kompetencji i... zasobnej kieszeni - o co dba prezes Lotto/Bydgostii.

Smuta, jaka zapanowała w bydgoskim sporcie w roku 2016, ma swoją przyczynę, że zabrakło w nim - wyjąwszy wicemistrzynie Polski w koszykówce, Artego - w różnych proporcjach i w różnych miejscach: każdej z tych trzech rzeczy budujących potęgę Lotto/Bydgostii.

Pieniądze - to truizm - ale bez nich nie da się osiągnąć sukcesu w zawodowym sporcie. W bydgoskich klubach długo filarem finansowym ich działalności był samorząd, nie tylko jako główny sponsor, ale także właściciel sportowych spółek, ponoszący nierzadko ciężar błędów ich prezesów. Przykład żużla w bydgoskiej Polonii i ciągłego dosypywania brakujących milionów jest żywy.

Kiedy jednak ratusz, całkiem słusznie zresztą, sprzedał kolejno swoje kluby: Zawiszę, Polonię i Łuczniczkę, okazało się, po dłuższym lub krótszym czasie, że w mieście i regionie nie ma firm/sponsorów, które stać na wspomaganie zawodowych klubów.

Słabość ekonomiczna regionu i naszego miasta to głęboka i niedająca się w przewidywalnej przyszłości usunąć przyczyna kryzysu, w jaki popadł nasz ligowy sport. Wniosek smutny płynie - może być jeszcze gorzej.

Skomentuj:
Kilka dobrych chwil w Rio. A reszta do zapomnienia [FELIETON]
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX