Sport.pl

Sportowe emocje plus zamieszanie na trybunach

Grand Prix w Bydgoszczy nie zaskoczyło właściwie niczym nowym. Jak co roku dopisała frekwencja i żużlowcy, którzy stworzyli całkiem interesujące widowisko, jak zwykle również kibice utyskiwali na widoczność i warunki, w których muszą oglądać widowisko


Od strony finansowej impreza z pewnością zakończyła się sukcesem. 18 tysięcy kibiców zostawiło w kasach około 1,5 mln. złotych, co po potrąceniu wszystkich dodatkowych kosztów jest sporym zastrzykiem pieniędzy dla Polonii. Kibice jak zwykle nie zawiedli, chociaż już w trakcie imprezy pojawiły się głosy niezadowolenia ze strony tych, dla których zabrakło biletów w kasach. Okazało się, że część wejściówek hurtowo wykupiły tzw. koniki, które sprzedawały je nawet ze stuprocentowym przebiciem przed kasami w dniu zawodów. Jak co roku goście z innych miast narzekali także na obyczaj głęboko zakorzeniony w bydgoskich kibicach, którzy z kilkugodzinnym wyprzedzeniem rezerwowali po kilkadziesiąt miejsc dla swoich znajomych. Na tym tle doszło nawet do kilku przepychanek, głównie na prostej przeciwległej do trybuny głównej. Prezes Leszek Tillinger zapowiada jednak, że już w przyszłym roku widzowie obejrzą najlepszych żużlowców świata w o wiele lepszych warunkach. - Do tego czasu chcemy zdążyć z gruntowną modernizacją przeciwległej prostej - zapewnia szef Polonii.

Tillinger nie ma wyjścia, jeśli chce by Bydgoszcz organizowała Grand Prix po 2010 roku (do tego czasu mamy podpisaną umowę z właścicielem praw do cyklu, firmą IMG - przyp. red.). W trakcie turnieju po trybunach maszerowali także przedstawiciele stowarzyszenia kibiców Polonii, którzy zbierali podpisy pod petycją w sprawie jak najszybszego remontu stadionu skierowaną do prezydenta Bydgoszczy Konstantego Dombrowicza.

Wynik sportowy również specjalnie nie zaskoczył. O ile pewnie niewielu spodziewało się, że na najwyższym stopniu podium stanie właśnie Greg Hancock, o tyle w czołówce cyklu od lat pojawiają się ciągle te same, dobrze znane nazwiska.

Zabrakło natomiast kropki nad i od strony oprawy zawodów. Feeria sztucznych ogni, która rozświetliła niebo nad stadionem po zakończeniu zawodów była co prawda imponująca, ale w żaden sposób nie mogła jednak przebić pomysłu działaczy z Ostrowa, którzy na początku sezonu przy okazji turnieju żużlowego w swoim mieście zaprosili legendarną grupę rockową "The Scorpions".