Sport.pl

Prezent dla kibiców żużla. Drugie w tym roku Grand Prix na Polonii

Szef Polonii Leszek Tillinger pojechał do Gelsenkirchen, żeby zobaczyć dobre zawody żużlowe. Wrócił do domu z drugim Grand Prix dla Bydgoszczy i okazją dodatkowego zysku dla Polonii
To, co zdarzyło się podczas Grand Prix Niemiec, jest pierwszym takim przypadkiem w historii GP od 1995 r. Dwukrotnie - w 1997 w Landshut oraz w 2003 w Goeteborgu - organizatorzy musieli przekładać zawody z powodu złego stanu toru, nigdy jednak ich zaniedbania nie wymusiły na władzach światowego żużla podjęcia dramatycznej decyzji o zmianie miejsca rozgrywania imprezy. - Mam tylko jedno określenie na to, co wydarzyło się w weekend w Gelsenkirchen: skandal, potworny skandal - uważa lider klasyfikacji GP 2008, Duńczyk Nicki Pedersen.

Już w piątek nie odbył się trening, bo na nawierzchni położonej przez ekipę Ole Olsena na całkowicie zadaszonym stadionie Veltins Arena nie dało się wytrzymać na motocyklu. Wyjechało trzech zawodników i to było wszystko. - Po czymś takim po prostu nie da się jechać. Czy ten, kto to układał, pomyślał w ogóle o naszym zdrowiu - pytał Scott Nicholls.

Trening najpierw przełożono na sobotę na 10. Nawierzchnię sprawdzali rano Pedersen, Jason Crump oraz Leigh Adams. Werdykt zawodników: jest jeszcze gorzej niż w piątek. Tuż po południu ostatecznie odwołano zawody.

Tony granitu i specjalnej mączki, na której mieli się ścigać zawodnicy, zamokły bowiem podczas transportu do Niemiec. Powodem były opady deszczu, które w połowie tygodnia nawiedziły całe Zagłębie Ruhry. Organizatorzy liczyli, że nawierzchnia nieco przeschnie, jednak mocno się przeliczyli.

Po kilku godzinach dramatycznych targów z żużlowcami, którzy nie chcieli narażać swego zdrowia i życia, podjęto bezprecedensową decyzję: zawody w Gelsenkirchen zostają odwołane. Ostatnia runda GP zostaje przeniesiona do Bydgoszczy i odbędzie się w sobotę [kulisy tej decyzji odsłania prezes Polonii Leszek Tillinger w rozmowie z "Gazetą" - przyp. red.].

Napięcie wśród części zawodników wcale przez to nie opadło. Wręcz przeciwnie. - Dlaczego mamy jechać na torze, na którym jechaliśmy nie dalej jak miesiąc temu? Jest tyle innych różnych obiektów, na przykład Wrocław - narzeka Crump, na co dzień broniący barw dolnośląskiego Atlasu. Wtóruje mu Greg Hancock, który walczy z Tomaszem Gollobem i Hansem Andersenem o brązowy medal. - Moim zdaniem to nie fair, powinniśmy jechać w jakimś neutralnym miejscu. Nie rozumiem, dlaczego wybrano akurat Bydgoszcz.

Na sztucznym torze w Gelsenkirchen obaj mieliby większe szanse, by zrealizować swoje cele, czyli zdobycie srebrnego (Crump) i brązowego (Hancock) medalu. Wszyscy jednak doskonale wiedzą, że tor Polonii jest ulubionym stadionem Tomasza Golloba, który może im teraz pokrzyżować szyki. - Nie mnie oceniać decyzję działaczy z BSI. Nie uważam, żeby tor w Bydgoszczy był dla mnie jakimś specjalnym ułatwieniem. We wrześniu miałem tam wygrać, a tymczasem zrobił to właśnie Hancock - mówi Gollob. Popierał go Nicki Pedersen. - Osobiście nie mam nic przeciwko temu, by zakończyć naszą rywalizację na torze w Bydgoszczy. Dla mnie to świetne miejsce.

- Te zawody najlepiej pokazały, że tak naprawdę to tylko Polacy potrafią stanąć na wysokości zadania i organizować zawody na najwyższym poziomie. Więcej rund Grand Prix powinno odbywać się w naszym kraju. To tutaj przychodzą tłumy kibiców, a odpowiednie przygotowanie toru nie stanowi dla nikogo problemu - dodaje Władysław Komarnicki prezes Stali Gorzów, klubu Golloba. Z wielkim zadaniem muszą się teraz zmierzyć działacze Polonii. W ciągu zaledwie kilku dni muszą poradzić sobie z pracą, która w normalnych okolicznościach zajmuje organizatorom całe tygodnie.

Nowy termin przeprowadzenia zawodów cieszy z pewnością Andreasa Jonssona. Szwed wciąż zmaga się z silnym zatruciem pokarmowym, przez które odwołał swój start w Niemczech. Wszystko wskazuje jednak na to, że do soboty upora się z problemami zdrowotnymi i po raz ostatni w tym sezonie pokaże się bydgoskim kibicom.