Greg Hancock: Gollob wie, że jest faworytem

- Bydgoszcz nie jest neutralnym torem. Byłem bardzo zły, kiedy odwołano zawody w Gelsenkirchen - uważa amerykański żużlowiec Greg Hancock, pomimo, że przed miesiącem wygrał Grand Prix Polski na torze Polonii.


Przeniesienie nad Brdę ostatniego turnieju żużlowego Grand Prix wywołało sporo kontrowersji wśród najlepszych zawodników. Do tych, którzy otwarcie krytykują decyzję angielskiej firmy BSI, należą m.in. Jason Crump, Hans Andersen, Scott Nicholls i Greg Hancock. Ten ostatni w Bydgoszczy rywalizować będzie o brązowy medal z Tomaszem Gollobem.







MIKOŁAJ ROGOZIŃSKI: Dlaczego tak emocjonalnie reaguje pan na odwołanie zawodów w Gelsenkirchen?

GREG HANCOCK: Nie chodzi o odwołanie niemieckiego Grand Prix, tylko o coś zupełnie innego. Cały czas twierdzę, że decyzja organizatorów o powierzeniu ostatniego turnieju Bydgoszczy jest jedną wielką pomyłką.

Dlaczego?

- Ponieważ uważam, że nie jest to neutralny obiekt. I nie jest to tylko moja opinia. Nie mogę wyrazić się już bardziej dyplomatycznie.

W klasyfikacji generalnej wyprzedza pan Tomasza Golloba tylko o dwa punkty i pewnie właśnie między sobą rozstrzygnięcie batalię o miejsce na trzecim stopniu podium. Mocno obawia się pan Polaka?

- Wcale go się nie obawiam. Gdyby zawody zgodnie ze swym trybem zostały rozegrane na sztucznym torze w Gelsenkirchen, pewnie miałbym już na szyi brązowy medal. Veltins Arena to właśnie przykład toru, który jest równy dla wszystkich. Nie ma tam drużyny ligowej i wszyscy jedziemy tam zaledwie raz w roku. A Bydgoszcz? Przecież to właśnie tam wychowywał się Gollob.

Co można było w tej sytuacji zrobić?

- Poczekać i rozegrać Grand Prix w kolejną sobotę w Gelsenkirchen, albo nawet przenieść je do któregoś z innych polskich miast, na przykład Wrocławia, Leszna czy Częstochowy.

Na Veltins Arena regularnie trenują piłkarze Schalke, więc pierwsza opcja była niemożliwa. Reszta wymienionych przez pana polskich miast mogła przecież zgłosić swoją kandydaturę.

- I Bydgoszcz bardzo dobrze zrobiła, uratowała przecież twarz Grand Prix. Chylę czoła przed działaczami z tego miasta, bo przeprowadzenie tak poważnej imprezy w ciągu zaledwie tygodnia to naprawdę wielka sprawa. Uważam, że jeśli jesteś naprawdę dobry i skuteczny, to i tak osiągniesz sukces. Mimo wszystko jestem optymistą.

Tomasz Gollob pojedzie pod ogromną presją polskich fanów. Ludzie wręcz biją się o bilety, bo liczą, że pod koniec kariery zdobędzie na swoim stadionie kolejny medal. Oczekiwania widowni pewnie nie będą jego sprzymierzeńcem?

- Tomasz to doświadczony żużlowiec. Takie bezceremonialne wsparcie kibiców czasem bardzo pomaga, ale bywa też zgubne. Zobaczymy, jak sobie z tym wszystkim poradzi. To jego i tylko jego sprawa. Ja patrzę głównie na siebie. Skoro wygrałem w Bydgoszczy we wrześniu, to dlaczego nie miałbym zrobić tego po raz drugi?

Wie pan, co mówi statystyka? W Bydgoszczy co drugi turniej Grand Prix kończy się zwycięstwem Golloba.

- Tak, wiem. Ale to jest właśnie to, o czym mówiliśmy przed chwilą. Wie pan o tym świetnie, wiem ja, wie to sam Tomasz i wszyscy jego kibice. Kiedy patrzyłem na niego we wrześniu, to widziałem, że nie jest specjalnie zadowolony z trzeciego miejsca. Właśnie dlatego. Może to i jego tor, ale również jego presja.

Jaka jest bydgoska nawierzchnia?

- To szybki tor. Zupełnie inny niż ten w Gelsenkirchen. Trzeba całkowicie przeregulować motocykle. Jeśli jest odpowiednio przygotowany, premiuje zawodników walczących na całej swojej szerokości. W Bydgoszczy nie wystarczy wygrać start i trzymać się krawężnika. Trzeba mieć oczy dookoła głowy, bo w każdej chwili możesz zostać wyprzedzony po zewnętrznej. Wykorzystam cały swój spryt i doświadczenie, żeby nie dać się minąć.

Rozmawiał Mikołaj Rogoziński



Greg Hancock - 38 lat, najstarszy uczestnik cyklu Grand Prix. Amerykanin zdobył cztery medale IMŚ (złoty 1997, srebrny 2006, brązowe 1996, 2004)