Zenon Plech: Nie byłem na meczu w Gdańsku

W niedzielę najważniejszy być może mecz żużlowców Polonii. Jadą do Gdańska na mecz z Lotosem, który postraszył bydgoszczan sensacyjnym zwycięstwem z Unią Leszno. - Przygotowali bardzo przyczepny i do tego dziurawy tor, z którym goście z Leszna sobie nie radzili - mówi trener bydgoskiej Polonii Zenon Plech.


Rozmowa z Zenonem Plechem



Waldemar Wojtkowiak: Na pewno poszedł pan na stadion w Gdańsku, żeby na żywo obejrzeć niedzielne spotkanie Lotosu Gdańsk z Unią Leszno.

Zenon Plech: Miałem uroczystość rodzinną i akurat zabrakło mnie na stadionie.

Szkoda, bo przecież za kilka dni Polonia zmierzy się na wyjeździe z Lotosem w najważniejszym być może meczu pierwszej rundy, a pan nie chciał podpatrywać rywali?

- Doskonale wiem, co działo się na stadionie od ludzi, którzy oglądali mecz. Proszę się nie martwić, nic, co może pomóc Polonii, nie umknęło mojej uwadze.

Co zatem sprawiło, że zespół, który do tej pory nie wygrał meczu, nagle pokonał wicemistrza Polski?

- Przede wszystkim to zawsze jest tak, że każda drużyna przed własną publicznością chce pokazać się z jak najlepszej strony. Poza tym gospodarze przygotowali bardzo przyczepny tor, z którym goście sobie nie radzili. W dodatku on był nie tylko przyczepny, ale też dziurawy.

Po meczu narzekał na niego Jarosław Hampel z Unii.

- Na takim torze najważniejszy jest start. Później ciężko o walkę na dystansie. Jak ktoś dobrze wystartuje i trzyma się najlepszej ścieżki, to strasznie trudno go wyprzedzić. Poza tym Leszno pojechało słabo. Do dziesiątego biegu Unia miała na koncie tylko jedno biegowe zwycięstwo. Jak w tej sytuacji myśleć o wygranej? Błędy popełniał nawet Leigh Adams. W dodatku trener Czesław Czernicki nie wykorzystywał zmian i zastępstw. Nie wiem dlaczego.

Wszystko wskazuje na to, że z takim właśnie torem, pełnym niespodzianek, już w niedzielę zmierzą się pana podopieczni. Nie boi się pan o wynik?

- A dlaczego miałbym się bać. Przed rokiem też był taki tor i niektórym moim zawodnikom on pasował [bydgoszczanie w poprzednim sezonie w I lidze przegrali w Gdańsku 43:47 i wygrali 52:39 - przyp. red.]

Przygotujecie się na takie warunki?

- A kto mi da gwarancję, że w meczu z Polonią gospodarze znowu zrobią przyczepny tor? Unię zaskoczyli, ale teraz już wszyscy o tym wiedzą. Może coś zmienią i w niedzielę tor będzie twardy. To taka gra psychologiczna. Zresztą, jeśli nawet będzie przyczepny, to nie jest powiedziane, że sobie na nim nie poradzimy. Taki tor to zawsze niewiadoma. Proszę zobaczyć chociażby na Kennetha Bjerre. Najpierw zanotował trzy zwycięstwa, a później dwa razy przyjechał ostatni.

Zrobicie jakiś trening przed wyjazdem do Gdańska?

- Bardzo bym chciał, ale wiemy, że w ciągu tygodnia zawodnicy jeżdżą w Anglii, Szwecji. Niestety nie wszyscy tak mają. Niektórym brakuje startów i to jest problem. Zrobimy trening w piątek. Postaram się ściągnąć na niego każdego, kto będzie mógł przyjechać.

A czy szansę dostanie Marcin Jędrzejewski?

- Już kiedyś mówiłem, że wystawienie go do składu nie gwarantuje świetnego występu. Marcinowi brakuje startów, ale on sam ich nie szuka. Najpierw zrezygnował z udziału w eliminacjach Indywidualnych Mistrzostw Europy. Przez swojego kolegę promotora w Anglii załatwiłem mu też starty w brytyjskiej Premier League [odpowiednik polskiej I ligi - przyp. red.] w drużynie Birmingham Brummies. Zawodnik miał mi dać odpowiedź, czy jest tym zainteresowany i do tej pory się nie odezwał.

Rozmawiał Waldemar Wojtkowiak