Felieton

PLECH JAK LEO





Trener bydgoskich żużlowców Zenon Plech jest człowiekiem odważnym do przesady i szczerym do bólu. No i jest też człowiekiem szczęśliwym - każdy bowiem pozazdrości mu tak wyjątkowo tolerancyjnego pracodawcy.

Taki chyba jest prezes klubu Leszek Tillinger, skoro mieszkający w Trójmieście szkoleniowiec Polonii nie musiał się w niedzielę po południu zrywać od stołu i rodzinnej uroczystości, żeby wybrać się w niedaleką wycieczkę na stadion gdańskiego Lotosu. Okazja była przecież przednia i jedyna w swoim rodzaju, żeby na własne oczy zobaczyć, jak radzi sobie na własnym torze drużyna, z którą bydgoscy żużlowcy zmierzą się już za kilka dni i to także na wyjeździe. A na dodatek taka szansa się więcej nie powtórzy, bo żużlowcy Polonii mieli przecież wolne. Szkoda niestety, że trener Plech także odpoczął od żużla.

Nie wiem, na ile bezpośrednie oglądanie gdańszczan w akcji pomogłoby za tydzień naszym żużlowcom. Jednego jestem jednak pewny - pomogłoby samemu Plechowi w jego sporze z bydgoskimi kibicami.

Zarzucali mu przecież lekceważenie swoich obowiązków - a ich oskarżenie było więcej niż poważne. Napisali w liście, że Plech wykazuje objawy "filipińskiej choroby i to od razu po meczu swej drużyny". Trener Polonii się oburzył, zagroził sądem i dlatego szkoda wielka, że od razu nie wykorzystał szansy udowodnienia swym oskarżycielom, iż się głęboko mylą w ocenie traktowania przez niego obowiązków.

Do tego, do bólu szczerze wyznał, że wybrał rodzinną uroczystość - trudno o wytłumaczenie, które bardziej wzburzy kibiców.

Plech powinien pójść w niedzielę na stadion w Gdańsku i na własne oczy zobaczyć, jak się spisuje najgroźniejszy przeciwnik jego zespołu. Nieważne, że zna tor przy ul. Długie Ogrody jak własną kieszeń, nieważne też, że w kolejną niedzielę jego nawierzchnia może wyglądać zupełnie inaczej.

- Doskonale wiem, co działo się na stadionie, od ludzi, którzy oglądali mecz. Proszę się nie martwić, nic, co może pomóc Polonii, nie umknęło mojej uwadze - mówi trener i pewnie tak jest. Umknęło jednak, że obserwacja poczynań gdańszczan jest jego obowiązkiem, a nie kolegów z Trójmiasta, którzy na ten mecz się wybrali.

Dwa tygodnie piłkarską Polskę zbulwersował fakt, że szkoleniowiec reprezentacji Leo Beenhakker nie obejrzał na żywo meczu Wisła Kraków - Legia Warszawa. Szkoda, że Plech nie przypomniał sobie tej historii, gdy wybierał w niedzielę między meczem Lotos-Unia a rodzinną uroczystością.