Tillinger zawiesza pozew wobec kibiców

Prezes Polonii Leszek Tillinger: skontaktowałem się z kancelarią prawniczą i poprosiłem, by na razie wstrzymano sprawę.




Mówi Leszek Tillinger



Waldemar Wojtkowiak: Chyba trudno o optymizm po takim meczu, jak ten w Gdańsku?

Leszek Tillinger: Właściwie nie ma co oceniać. Znowu pojechaliśmy poniżej wszelkiej krytyki. Kilku zawodników po raz kolejny zawiodło oczekiwania.

To akurat chyba żadna niespodzianka, bo większość żużlowców zawodzi już od początku sezonu.

- Tak, ale liczyliśmy, że tym razem się przełamią. Ten mecz w Gdańsku właśnie miał być taką odskocznią. Stało się inaczej. Niestety, trzeba będzie podjąć decyzję o odsunięciu od składu na jakiś czas przynajmniej jednego zawodnika.

Kto to będzie Jonas Davidsson czy Tomasz Chrzanowski?

- Nie chce na razie podejmować decyzji. Nie było mnie na meczu w Gdańsku i czekam teraz na dokładny protokół od trenera. Dopiero jak się z nim zapoznam, to podjęta zostanie decyzja.

A kto miałby wskoczyć do składu?

- Marcin Jędrzejewski. Innej opcji w tej chwili nie ma. Widać, że w turniejach indywidualnych, w których startuje, walczy i robi punkty. Chyba nadszedł czas, by dać mu szansę w lidze. Przez jakiś czas rozmawialiśmy też z Krystianem Klechą, ale on zdecydował, że chce jeździć na zapleczu ekstraklasy.

Atmosfera w klubie jest jednak fatalna i to nie tylko przez słabe wyniki. Doszedł do tego też pana konflikt z kibicami.

- Ja jestem gotów na rozmowy, ale z kibicami. Nie będę rozmawiał z ludźmi, którzy stoją pod płotem i wykrzykują niecenzuralne słowa.

A tymi, którzy listy piszą?

- Już spotkałem się z kibicem, który należy do jednej z trzech grup fanów działających w naszym klubie. On miałby być takim pomostem pomiędzy klubem a kibicami. Zaproponowałem, by fani wybrali spośród siebie jakąś delegację, jakieś 5-6 osób i przyszli na rozmowy. Ja jestem gotów na takie spotkanie. To lepsze rozwiązanie niż publikowanie listów otwartych, w których jest wiele nieprawdziwych informacji

Na razie to rozmawiacie za pomocą sądów?

- Nie do końca. Po spotkaniu z tym kibicem skontaktowałem się z kancelarią prawniczą i poprosiłem, by na razie wstrzymano sprawę. Najpierw chcę porozmawiać z fanami.

Ta jedność jest potrzebna też zawodnikom, którzy delikatnie mówiąc nie tworzą monolitu.

- Nie wydaje mi się, że zespół przegrywa, bo kibice piszą listy, czy też nie wywieszają transparentów. Te sprawy nie są z sobą powiązane.

Żałuje pan, że nie udało się pozyskać Nickiego Pedersena?

- Trochę mam z tego powodu wyrzuty sumienia, bo to można było załatwić. Ale z drugiej strony teraz dokładnie wiemy, ile trzeba wyłożyć, by mieć u siebie zawodnika tej klasy.

Rozmawiał Waldemar Wojtkowiak



Mówi Andrzej Matkowski

Jesteśmy z drużyną

Wojciech Borakiewicz: Czy będzie zgoda między klubem, jego szefami a kibicami, którzy napisali już dwa listy otwarte w proteście przeciwko sytuacji w Polonii?

Andrzej Matkowski, szef Polonia Bydgoszcz Net F@ns: Cieszę się, że prezes Leszek Tillinger też chce tego. Podkreślam, że my cały czas jesteśmy z zespołem, z zawodnikami i dopingujemy ich z całych sił. To się nigdy nie zmieniło. Tak się zresztą umawialiśmy z kolegami. Nasz protest wynikał z tego, co złe istnieje poza drużyną, wśród ludzi nią kierujących. Tu chcemy zmiany. Piszemy otwarte listy, bo zależy nam na Polonii. Z zespołem będziemy zawsze na dobre i na złe.

Ciągle jednak piszecie, że "Tillinger musi odejść". Może trzeba się porozumieć i porozmawiać z szefem klubu właśnie w imię dobra Polonii?

- Deklaracja prezesa, że wstrzymuje sprawę w sądzie, to ważna rzecz. My chcemy rozmawiać i jeśli tylko to możliwe, pomagać w rozwiązywaniu kłopotów. Szkoda, że pierwszą reakcją na nasz list były groźby. To do niczego przecież nie doprowadzi. Sami też nie mamy zamiaru pisać kolejnych 120 listów otwartych. Chodzi nam o wyjście z tej złej sytuacji, w jakiem znalazła się Polonia. Nie chcemy przedłużania konfliktu z prezesem, tylko rzeczowej wymiany argumentów służących dobru naszej żużlowej drużyny.

Czy to znaczy, że w niedzielę w meczu przeciwko Unii Leszno kibice, zawodnicy, ludzie przygotowujący tor, trener zespołu i prezes na koniec zacisną się w jedną pięść?

- Bardzo bym tego chciał. Z naszej strony nie będzie ku temu przeszkód. W meczu z Falubazem widać było, że drużyna umie być razem. Chyba trochę znowu tego brakowało w Gdańsku. W niedzielę z Unią Leszno musi być inaczej. Traktujemy Polonię jako naszą wspólną sprawę i chcemy, żeby wszyscy postępowali i myśleli identycznie.