Sport.pl

Dwa asy, a potem wielkie nic

Dwaj poloniści: Emil Sajfutdinow i Andreas Jonsson są w pierwszej trójce Grand Prix 2009, a Polonia i tak przedostatnia w tabeli ekstraligi. To nie paradoks, ale najbardziej wyrazista odpowiedź na pytanie, dlaczego bydgoski zespół jest tak słaby w tym sezonie - pisze Wojciech Borakiewicz ?Gazeta Wyborcza




Zawody w Goeteborgu były trzecim w tym roku turniejem Grand Prix. W sumie jest ich jedenaście, więc aktualna kolejność żużlowców daje dobry obraz ich możliwości i ambicji w walce o tytuł mistrza świata. Przypomnijmy ją więc dodając tym razem do ich nazwisk kluby, w jakich startuje w Polsce czołówka zawodników GP.

Prowadzi Jason Crump (Atlas Wrocław), za nim Emil Sajfutdinow (Polonia) i drugi z bydgoszczan, Andreas Jonsson. Czwarty w tej klasyfikacji jest Nicki Pedersen z Włókniarza, za nim są Tomasz Gollob (Stal Gorzów), Greg Hancock (Włókniarz), Fredrik Lindgren (Falubaz), a ósemkę zamyka Kenneth Bjerre (Lotos).

Dalsze pozycje zajmują: Leigh Adams (Unia Leszno), Rune Holta (Stal), Sebastian Ułamek (Unia Tarnów), Hans Andersen (Lotos), trzynasty jest Walasek z Zielonej Góry. Czternaste miejsce zajmuje trzeci z bydgoszczan: Antonio Lindbäck, który wystartował tylko w Goeteborgu z dziką kartą.

A teraz spojrzenie na tabelę ekstraligi. W niej najlepszy jest Unibax Toruń, choć w tym klubie nie ma ani jednego uczestnika Grand Prix. Wydano za to pieniądze rozsądnie, budując zespół, którego siłą jest wyrównany skład. Za nim są Włókniarz, Unia, Falubaz, Stal i Lotos. Na szarym końcu Polonia i Atlas, których asy brylują w Grand Prix.

Do Sajfutdinowa z Jonssonem nie można mieć także pretensji o ich postawę w rozgrywkach ekstraligi. Obaj generalnie nie zawodzą. Są najlepszymi zawodnikami Polonii. Znajdują się na ósmym i dziewiątym miejscu wśród najskuteczniejszych żużlowców tego sezonu. Junior z Rosji osiągnął średnią biegową 2,147 pkt, a Szwed - 2,156.

To jednak w niczym nie pomaga klubowi. Tylko we dwójkę nie da się wygrać żadnego meczu w lidze, a w przypadku Polonii za tym duetem jest już wielkie nic.

Najpierw liczby: kolejny z zawodników bydgoskiej drużyny to Lindbäck. Z dziką kartą w GP Szwecji stanął ma podium, ale jego osiągnięcia w sześciu meczach Polonii wystarczyły do zajęcia zaledwie 34. pozycji w klasyfikacji ekstraligi. Potem jest jeszcze gorzej. Krzysztof Buczkowski zajmuje 42. lokatę. Tomasz Chrzanowski jest 48. Za nim już tylko trzech żużlowców sklasyfikowanych przez statystyków portalu www.sportowefakty.pl: Mateusz Lampkowski, najsłabszy z bydgoszczan: Jonas Davidsson oraz Borys Miturski.

Te liczby najlepiej pokazują, jak potężne błędy w kompletowaniu zespołu popełnili szefowie Polonii: prezes Leszek Tillinger (stanowi jednoosobowy zarząd klubu) i trener Zenon Plech. We dwójkę nie da się wygrać żadnego meczu, a Sajfutdinow z Jonssonem nie mają wsparcia kolegów.

Najcięższe grzechy Tillingera i Plecha to całkowicie błędna ocena sportowych możliwości Tomasza Chrzanowskiego, jednego z dwóch nowych żużlowców zespołu oraz zupełnie niezrozumiałe przywiązanie do Davidssona, dla którego to już trzeci sezon w Polonii. Szwed po raz kolejny udowadnia, że ekstraliga to dla niego za wysokie progi.

Chrzanowskiego ściągnięto z Lotosu Gdańsk, podobnie jak Polonia beniaminka ekstraligi, choć już w tej drużynie miał fatalny rok. W połowie sezonu został nawet karnie zawieszony przez władze Lotosu za złe wyniki. Chrzanowski mówił wtedy - Przepraszam kibiców, choć zdaję sobie sprawę z tego, że to za mało. Jestem na siebie strasznie zły. Ostatnio wyraźnie mi nie idzie. To mnie jednak nie usprawiedliwia, bo jestem zawodowcem.

Minął prawie rok i żużlowiec zawodzi znowu, ale tym razem w barwach Polonii. Pytany o przyczyny swej słabej formy mówi: - Sam chciałbym znać odpowiedź na to pytanie.

Pytań, które należy zadać prezesowi i trenerowi, jest natomiast dużo więcej. Tillinger z Plechem powinni więc odpowiedzieć przed radą nadzorczą żużlowej spółki, w której większość udziałów ma miasto: - dlaczego zdecydowali się na zatrudnienie Chrzanowskiego, choć miał kłopoty nawet w I lidze?; - po co dawali trzecią szansę Davidssonowi nieumiejącemu startować na twardym torze w Bydgoszczy?; - dlaczego klub mający jeden z najwyższych budżetów w ekstralidze wlecze się w ogonie tabeli?

To tylko trzy podstawowe kwestie do rozstrzygnięcia, ale bez ich wyjaśnienia nie da się schować symbolicznej taczki, na której kibice chcieli w ostatnią niedzielę wywieźć Tillingera z Polonii.