Mariusz Wlazły: Cierpiałem dwa lata

Jeden z najlepszych polskich siatkarzy wraca powoli na boiska po kontuzji
Wszystko o siatkówce - w siatkarskim serwisie Sport.pl  »

Jarosław Bińczyk: W sobotę PGE Skra zmierzy się z Delectą Bydgoszcz. Zagra Pan? Mariusz Wlazły: To zależy od trenera. W ubiegłym tygodniu czułem się dobrze, ale zachorowałem i musiałem brać antybiotyk. Teraz jestem osłabiony, lecz po kilku dniach powinno mi to przejść. Trenuję już normalnie. We wtorek był Pan na badaniu kolana. Jakie są wyniki? - Wszystko jest w porządku.

FIVB wymyśla coraz to nowe imprezy: klubowe mistrzostwa świata czy Puchar Wielkich Mistrzów. Czy czołowi siatkarze są w stanie to wszystko wytrzymać? - Uważam, że dla prestiżu siatkówki wymyślanie i wprowadzanie do kalendarza nowych imprez jest dobre. Problem zaczyna się wtedy, gdy w jakimś kraju trzeba korzystać z wąskiej grupy zawodników, tak jak jest u nas w Polsce. Trudno wtedy wszystko pogodzić, choć są zawodnicy, którzy mogą grać bez przerwy. Ja tego kalendarza nie wytrzymałem, przez dwa lata grałem i cierpiałem. To Pan pierwszy w Polsce zaprotestował, prosząc Raula Lozano o zwolnienie z gry w Lidze Światowej. Gdyby wtedy selekcjoner się zgodził i dał Panu dłuższy urlop uniknąłby Pan takich problemów? - Nie wiem, co by było... Już wówczas miałem kłopoty ze zdrowiem. Może gdybym przystopował, przez ostatnie pół roku nie musiałbym się leczyć. A tak przez dwa lata moje leczenie polegało na łagodzeniu bólu. Ale chyba dobrze się stało, bo ze mną w składzie nie zdobylibyśmy mistrzostwa Europy (śmiech).