Prezes rozczarowany, ale wierzy w medal

Zawodnicy muszą pamiętać o tym, że wielkie nazwisko nie zawsze jest wielkie. Mamy u siebie siatkarzy, którzy do tej pory coś osiągnęli. Ale pamięć kibiców i działaczy jest krótka - mówi prezes Delekty Piotr Sieńko. Bydgoszczanie przegrali w Łuczniczce cztery z pięciu spotkań PlusLigi


Waldemar Wojtkowiak: Co dzieje się z siatkarzami Delekty?

Piotr Sieńko: Powiem otwarcie i szczerze. Nie mam pojęcia. Dla mnie mecze w Bydgoszczy są ogromnym, bardzo stresującym rozczarowaniem. Ale chyba nie tylko ja jestem sfrustrowany, zdruzgotany tym co się dzieje.

O ile porażkę u siebie ze Skrą można było przewidzieć, o tyle lanie od ZAKS-y Kędzierzyn-Koźle i przegraną ze słabym AZS-em Olsztyn chyba ciężko przełknąć.

- Na pewno nie można mieć zastrzeżeń do szeroko pojętego prowadzenia się zespołu. Zawodnicy solidnie trenują, ale może coś się dzieje z psychiką. Trzeba szybko znaleźć jakieś rozwiązanie.

Zgodzi się pan z opinią, że Delecta to zbiór dobrych zawodników, którzy nie tworzą drużyny?

- Nie do końca. Jestem pewien, że nie ma sytuacji, w której ktoś grałby przeciw komuś. Ciągle wierzę, że w tych chłopakach obudzi się lew i to taki z charakterem.

Do tej pory właśnie tego charakteru brakuje najbardziej.

- Coś w tym jest. Musi to rozstrzygnąć trener Wspaniały, oczywiście przy naszym udziale. Ja nie widzę żadnych spięć w drużynie. Z drugiej strony musi być jakieś wytłumaczenie tego, że w Bydgoszczy zawodników dopada jakiś paraliż.

Taka gra odbija się też na frekwencji w hali. W piątek na meczu z AZS-em było ok. 1000 kibiców. Nie uważa pan, że taki zespół powinien ściągać na trybuny więcej ludzi?

- Oczywiście, że tak. Jak tak dalej pójdzie to zaczniemy dopłacać do meczów. Zresztą chyba już nawet to robimy niestety. I to jest duży problem, przede wszystkim dla mnie.

Nie myślicie o ruchach kadrowych w zespole?

- Jeśli chodzi o zawodników, to na zmiany jest za późno. Teraz zabraniają tego przepisy. Zawodnicy muszą jednak pamiętać o tym, że wielkie nazwisko nie zawsze jest wielkie. Mamy u siebie siatkarzy, którzy do tej pory coś osiągnęli. Ale pamięć kibiców i działaczy jest krótka. Dlatego oni też muszą walczyć o siebie i o swoją przyszłość.

Trener może spać spokojnie?

- Chciałbym głośno i wyraźnie powiedzieć, że Waldek Wspaniały ma nasze pełne zaufanie. My naprawdę wierzymy, że ta drużyna walczyć będzie o medale. Oczywiście najpierw trzeba przeprowadzić dokładną analizę tego, co się dzieje. Zespół jest na obozie w Pieczyskach. Na pewno będziemy tam dyskutować o obecnej sytuacji.

Na wyciągnięcie wniosków nie ma za dużo czasu, bo w rundzie rewanżowej większość spotkań rozgrywać będziemy w Bydgoszczy.

- Zdajemy sobie z tego sprawę. Mamy jednak dwa tygodnie na przygotowanie do najbliższego meczu. I trzeba zrobić wszystko, by ten czas dobrze wykorzystać. Jeszcze raz podkreślę, że naszą drużynę stać na walkę nawet o najwyższe cele w lidze.

Do czołówki ligowej nam jednak trochę brakuje. Pokazał to chociażby półfinał Pucharu Polski przegrany przez Delektę z Asseco Resovią.

- Tyle że w tym meczu zmiażdżyliśmy ich w jednym secie, a w innych też nie byliśmy od nich wiele gorsi. Przegraliśmy przez proste, własne błędy. Ja zawsze próbuję patrzeć pozytywnie na pewne zjawiska. Myślę, że warto czasami dostać po głowie, by potem się podnieść. W naszym przypadku może być już tylko lepiej.

Rozmawiał Waldemar Wojtkowiak