Sport.pl

Polonia uciekła znad przepaści

Pół miliona złotych dostała wczoraj Polonia od miasta. Dodatkowe pieniądze były niezbędne, bo klub miał po poprzednim sezonie 1,8 mln zł strat i teraz mógł się wywiązać z nowych kontraktów wobec zawodników.


O przekazaniu pieniędzy zdecydowali wczoraj radni. Nie od razu jednak podjęli decyzję. Dyskusja nt. Polonii była gorąca, bo ratusz niemal w ostatniej chwili poinformował radnych o planach przekazania klubowi 500 tys. zł.

- Taką prośbę prezes spółki wystosował kilka dni temu - tłumaczył się zastępca prezydenta Wojciech Nowacki.

Taka formuła debaty o zmianach w budżecie nie spodobała się jednak radnym. Kazimierz Drozd zdenerwował się, że nie było możliwości poznania problemów Polonii na posiedzeniu komisji sportu. Na sesji brakowało kogoś kompetentnego do wyjaśnienia wątpliwości, bowiem nie uczestniczyli w niej ani prezydent Konstanty Dombrowicz, ani jego zastępca zajmujący się sportem Maciej Grześkowiak, ani dyrektor wydziału sportu Adam Soroko. A Nowacki miał kłopoty z bardziej precyzyjnymi odpowiedziami, bo na co dzień nie zajmuje się tymi tematami.

- Nie możemy zwlekać z decyzją, bo klub ma kłopoty z wypełnieniem warunków kontraktów wobec zawodników i może stracić płynność finansową - odpowiadał na propozycję, aby przełożyć głosowanie w tej sprawie na przyszłym miesiąc.

Debata trwała niemal godzinę. Głosy się jednak powtarzały i skupiały głównie na niezadowoleniu radnych z przekazania informacji o planowanym wspomożeniu Polonii w ostatniej chwili. Dlatego do ratusza wezwano prezesa Polonii Jacka Wojciechowskiego.

Kiedy Wojciechowski pojawił się w sali sesyjnej, musiał odpowiedzieć na grad pytań od radnych i wytłumaczyć przede wszystkim, dlaczego tak nagle prosi miasto o kolejne pieniądze.

- Nie otrzymaliśmy wpłaty od ekstraligi, ponieważ firma CenterNet, ich istotny sponsor, nie wypłaciła transzy - tłumaczył prezes.

- Co stanie się z tymi pieniędzmi, w przypadku gdy ekstraliga wypłaci pieniądze? Dlaczego w takim wypadku prosi pan o dokapitalizowanie spółki, a nie o pożyczkę? - dopytywał radny Robert Sych.

- Trzeba szczerze powiedzieć, że na dzień dzisiejszy nie dopniemy finansowo budżetu tej spółki - odpowiedział Wojciechowski. - Musimy zrealizować kontrakty zawodnicze, a ich istotna część przypada na pierwszy kwartał, kiedy trzeba wypłacić pieniądze na przygotowanie do sezonu - dodaje. Polonia właściwie już przekroczyła ten termin, bo pieniądze za tzw. podpis pod kontraktem należało żużlowcom wypłacić do 15 lutego.

Pytano też o wykorzystanie poprzednich pieniędzy od miasta. Na początku roku ŻKS otrzymało, podobnie jak Delecta i Zawisza, 1,3 mln zł. - Te pieniądze zostały w większości przeznaczone na zrealizowanie kontraktów - mówił. - Zastałem spółkę w dobrym stanie sportowym, ale w złej sytuacji finansowej - dodał.

- Jak zła była ta sytuacja? Czy zrobił pan bilans otwarcia, kiedy przejął spółkę? - pytał Tomasz Rega. - Na koniec roku bilans wynosił 1,8 mln straty - odpowiedział Wojciechowski. - Nie było to wiele mniej niż w październiku - kontynuował już poza salą sesyjną, w rozmowie z "Gazetą". To spuścizna, jaką po sobie pozostawił poprzedni prezes klubu, Leszek Tillinger. Pieniędzy zabrakłoby więc prędzej czy później.

- Kiedy skończą się znowu? - pytamy. - Nie potrafię powiedzieć. Działamy na wielu polach, żeby ich nie zabrakło - dodaje. Wiele zależeć będzie od frekwencji. W zeszłym roku Polonia miała jedną z najniższych w ekstralidze, utrzymującą się na poziomie niecałych 9 tys. widzów na mecz. - W tym sezonie zakładamy ambitnie 12 tys. - mówi Wojciechowski. To założenie, że kibiców w stosunku do poprzedniego sezonu będzie o 13 procent więcej.

- W przypadku klubu sportowego największym sponsorem jest kibic, byłem zobligowany do przygotowania silnej drużyny - tłumaczył. Tak też się stało, bo w klubie pozostał Emil Sajfutdinow, a pozyskano Grzegorza Walaska. Nie zniknęły jednak długi, a przyszłoroczne kontrakty są sporym obciążeniem dla budżetu. - Zawodników jest mało, dlatego ich koszt jest taki wysoki - tłumaczył. - Z tym problemem nie potrafią się uporać kluby w całej Polsce - argumentował.

Co stałoby się, gdyby Polonia nie otrzymała wczorajszego wsparcia? Zawodnicy mogliby odejść, a właściciel, czyli w tym wypadku miasto, mogłoby odwołać zarząd, który jest odpowiedzialny za trwanie spółki.

- Żal mi pana, bo podjął się pan misji niemożliwej - mówił do Wojciechowskiego Rega. - Tych uchwał będzie więcej. Nic nie zostało wyczyszczone z tej stajni Augiasza, pozostawionej przez Leszka Tillingera. Będzie miał pan w roku wyborczym podium dla Polonii, ale jakim kosztem? - pytał retorycznie Rega.