Chmara żegna się z mundurem

Sebastian Chmara

Sebastian Chmara (Fot. Krzysztof Szatkowski / AG)

Pierwszy cel Sebastiana Chmary w ratuszu: uzdrowić piłkę w mieście. Ambitny, bo taki sam miało kilku jego poprzedników: - Wcale nie mówię, że to będzie łatwe - mówi kandydat na zastępcę prezydenta ds. sportu i promocji. Aby objąć nowe stanowisko, musi najpierw odejść z wojska


Rozmowa z Sebastianem Chmarą

Wojciech Borakiewicz: Był pan wczoraj w ratuszu na spotkaniu z prezydentem Rafałem Bruskim. Kiedy obejmuje pan funkcję jego zastępcy?

Sebastian Chmara: Zanim to się stanie, muszę zamknąć swoje wcześniejsze obowiązki. Rozpoczynam te rzeczy i czas ich trwania będzie decydował o tym, kiedy trafię do ratusza.

To jest raczej kwestia dni czy tygodni?

- Akurat jadę do wojskowej instytucji, żeby dowiedzieć się, w jaki sposób przeprowadzić tę pewnie najdłużej trwającą procedurę.

Musi pan zrezygnować z wojska? [Chmara jest zawodowym żołnierzem - przyp. red.].

- To na pewno muszę zrobić. Zastanawiam się nad inną sprawą: czy jest możliwość, żebym pozostał nadal w Zawiszy, oczywiście społecznie. Sprawdzam to od strony prawnej. Jako CWZS nie dostajemy z miasta dotacji uznaniowej, tylko pieniądze przeznaczone na wodę, prąd itp., czyli utrzymanie obiektu. Jest ich tyle, ile to kosztuje. Mówię o tym otwarcie, żeby uniknąć potem oskarżeń o konflikt interesów.

Zastanawia się pan, w jaki sposób można połączyć funkcję wiceprezydenta z szefem CWZS?

- Może nawet nie samego prezesa, ale nie chciałbym tego zupełnie odstawić. W statucie klubu jest zresztą zapis, że miasto ma swojego przedstawiciela w zarządzie CWZS.

Ma pan odpowiadać za sport i promocję. Czy Bydgoszcz będzie się nadal promować jako miasto sportu? Powtarzam to hasło ukute w ciągu ostatnich kilku lat.

- Inaczej sobie tego nie wyobrażam i dziwne byłoby, gdybym akurat ja mówił inaczej.

Jak miasto sportu ma wyglądać według wiceprezydenta Chmary?

- Są dwie płaszczyzny. Na jednej jest sport olimpijski, a więc indywidualny, stojący w mieście na bardzo wysokim poziomie.

Mówimy o kajakarzach, wioślarzach, lekkoatletach, ciężarowcach.

- Dokładnie tak. Miasto jest od tego, żeby wspierać wszystkie te kluby, które mają w swoich szeregach kandydatów na olimpijczyków, a teraz, przed igrzyskami w Londynie pojawiło się ich szczególnie wielu. Są w nich ludzie znający się na tym, co robią. Udowadniają to od wielu lat. I jest też druga sportowa płaszczyzna, czyli sport drużynowy, ligowy, który oglądają kibice.

Postawił pan sobie jakieś najważniejsze zadanie w tej drugiej sprawie?

- Jak najszybciej uzdrowić sytuację w piłce nożnej.

Ambitne zadanie, bo bydgoską piłkę uzdrawiamy od niemal 20 lat. Nikomu się to do tej pory nie udało. Bydgoski futbol to miejsce ciągłych sporów i konfliktów.

- Zgadza się i wcale nie mówię, że to będzie łatwe. Wszystkim nam bydgoszczanom jednak na tym chyba zależy.

Jak pan chce uzdrawiać futbol w Bydgoszczy?

- Sytuacja w WKS Zawisza musi być jasna. Każdy będzie wiedział, za co odpowiada i co od niego zależy. Są ludzie odpowiadający za finanse, inni odpowiadają za trenowanie albo dbają o zespół jako kibice. Każda z tych grup musi znać swoją rolę i zdawać sobie sprawę, że wszyscy w różnym stopniu pomagają w osiągnięciu sportowego sukcesu, bo taki jest cel każdego zespołu. To jest rzecz podstawowa. Odrzucam chęć ręcznego sterowania z gabinetu w ratuszu i decydowania o tych typowo sportowych, piłkarskich strukturach.

Ale WKS Zawisza jest spółką należącą do miasta i ratusz z tej racji będzie wskazywał np. nowego prezesa.

- Tak, ale chciałbym, żeby te decyzje były konsultowane społecznie. Miasto to nie jest prywatna firma, tylko instytucja działająca na rzecz mieszkańców, i takie rzeczy nie powinny być podejmowane w zaciszach gabinetów. Zdaję sobie sprawę, że w Zawiszy trzeba osiągnąć kompromis, żeby wszyscy mogli dobrze pracować.

O potrzebie kompromisu przede wszystkim między kibicami a miastem mówiło już wcześniej wiele osób, wiceprezydenci także.

- Gdyby powiedział, że mam gotowe i cudowne lekarstwo, byłbym niepoważny. Nie ma rozwiązania zero-jedynkowego. Po pierwsze, trzeba podjąć konkretne rozmowy i odpowiednie decyzje po rozmowach ze Zbigniewem Bońkiem. Wiemy, że jest zainteresowany działaniem w Bydgoszczy od wielu miesięcy, ale nie ma zdecydowanych konkretów. Trzeba zobaczyć, co konkretnego jest możliwe do realizacji, i zrobić to. Być może złym określeniem jest bilans otwarcia, ale spisanie, z czym się wszystkie środowiska zgadzają, a w jakich są spory, jest konieczne.

Mówimy wiele o piłce nożnej, a przyznam, że mnie zaniepokoiło, że w wystąpieniach prezydenta Bruskiego o sporcie nie było mowy o siatkówce. Delecta jest wzorcowym przykładem klubu z mocnym sponsorem. Centrostal nieprzerwanie od 18 lat gra w ekstraklasie.

- Wyszedłem z gabinetu prezydenta przed chwilą i jednym z tematów była siatkówka. Rozmawialiśmy o wszystkich spółkach i innych klubach ligowych. Tam, gdzie struktura działa sprawnie, jak w Delekcie, i daje sobie radę, nie widzę żadnego sensu, by coś zmieniać i ingerować. Miasto oczywiście jest ważnym elementem, bo decyduje o wielkości finansowego wsparcia. Taką sprawną strukturę trzeba wspierać.

Skoro mówimy o pieniądzach. Czy nie jest tak, że jeśli chodzi o sponsorowanie sportu zawodowego przez miasto, doszliśmy w Bydgoszczy do ściany? Więcej pewnie już pieniędzy dać nie można.

- Za mało mam danych, żeby to teraz rozstrzygać. Prezydent Bruski poinformował mnie, z jakich źródeł wspierany był sport. Jest ich kilka, w tym spółki komunalne. Kiedy się zliczyło wszystkie te sumy, były to kwoty niemałe. Zgodziliśmy się z prezydentem, żeby działał jeden ośrodek koordynujący wydawanie tych pieniędzy. Wtedy będzie to transparentne.

Prezydent Bruski wypowiedział wiele gorzkich słów o imprezach lekkoatletycznych w mieście. Wskazywał negatywny przykład mistrzostw świata w przełajach, mówił o braku kibiców na trybunach. Za przykład pozytywny wziął Pedro's Cup, którego pan jest dyrektorem. Czy Bydgoszcz nadal będzie chciała pozostać stolicą polskiej lekkiej atletyki?

- Nie może być inaczej, bo Bydgoszcz stała się marką w polskiej i światowej lekkiej atletyce. Kwestia samych imprez i widowni - wiem, że to nie jest łatwe przebić się z dobrym produktem do kibiców. Mityngowi Pedro's Cup ta sztuka się udała. To trochę inne wydarzenie, w hali potrzeba trochę mniej publiczności. Nie możemy rezygnować z lekkoatletycznych imprez na stadionie Zawiszy. Enea Cup był na garnuszku miasta, to jest pewne, lecz posiada sponsora i to powinniśmy pielęgnować, zadbać o większą liczbę widzów na trybunach. To jest kwestia czasu. Jako lekkoatleta jestem zdania, że nie możemy stracić tych imprez, bo z tego jesteśmy znani.

Zaczęliśmy od piłki nożnej w Zawiszy. Drugą sportową marką miasta jest, jak sam mówi prezydent Bruski, żużel w Polonii. Czy w tym klubie szykują się zmiany?

- Kilka zdań zamieniliśmy także o Polonii. Obaj daliśmy sobie trochę czasu, bo ja muszę to środowisko poznać. Wiem, że według środowisk kibicowskich potrzebne są zmiany. Trzeba się z tymi opiniami zapoznać. Zachowałbym się jednak skrajnie niekompetentnie, gdybym dziś mówił, że tego czy innego człowieka trzeba wymienić. Znam się na sporcie, byłem kibicem żużla, ale nie znam dokładnie szczegółów działalności Polonii. Na pytania o personalia mogę odpowiedzieć na samym końcu, najpierw trzeba poznać model funkcjonowania klubu. Działanie odwrotne jest błędem. Natomiast wiem o tym, że kibice są w większości za zmianami. Jasne też, że ważnym i wymiernym wynikiem oceny każdego zarządu klubu są wyniki zespołu.

Nie trzeba było pozostać na dawnym miejscu, bo ta wiceprezydentura łatwa nie będzie?

- Ciągle zadaję sobie to pytanie. Na swojej sportowej działce poradzę sobie. Chcę zachować dystans do polityki, bo im dalej sport od niej, tym lepiej dla sportu.

Rozmawiał Wojciech Borakiewicz

Skomentuj:
Chmara żegna się z mundurem
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX