Sport.pl

Sportowe Christmas - w domu i na wyjeździe

Kiedy Lori Crisman, koszykarka Artego, otworzy prezenty pod własnoręcznie ściętą choinką w domu w Spingfield, jej rodaczka, siatkarka GCB Centrostalu Nellie Spicer będzie jadła belgijskie fondue z koleżanką z zespołu Charlotte Leys w swym bydgoskim lokum
Zagraniczne koszykarki Artego miały w tym roku więcej szczęścia niż dwie cudzoziemki grające w Bydgoszczy w siatkówkę. Cztery Amerykanki: Crisman, Stephanie Raymond, Kristen Morris i Angela Tisdale już w niedzielę poleciały na święta i Nowy Rok do domów. Siatkarki grały ligowy mecz w środę, będą na boisku także w następną środę. Spicer i Leys nie mogły spędzić Bożego Narodzenia z bliskimi.

Choinka i amerykański futbol

Crisman jest w Springfield już od niemal tygodnia. Ogłosiła to nawet na swej stronie internetowej. Daje prywatne lekcje koszykówki dzieciom i już przyjmuje chętnych. Bardzo lubi to zajęcie, więc nie żal jej czasu nawet podczas krótkiego pobytu w domu (wraca do Polski 3 stycznia) po czteromiesięcznej nieobecności. - Kocham Polskę i wszystko to, co mnie tutaj spotkało, ale bardzo tęsknię za rodziną. Spotkanie się z nimi w Boże Narodzenie (Amerykanie świętują Christmas w nasz pierwszy dzień świąt) wiele dla mnie znaczy. Mam trzech małych bratanków, którzy bardzo szybko rosną, więc spędzenie z nimi świątecznej przerwy będzie czymś wspaniałym - mówi. Koszykarka ma czworo rodzeństwa, a troje z nich jest blisko związanych ze sportem.

W jej domu choinka musi być naturalna. - Idziemy do lasu, wycinamy drzewko siekierą - mówi.

A czy to legalne, wyciąć samemu choinkę? - dopytujemy.

Crisman wybucha śmiechem. - To jest przecież specjalny las, gdzie płaci się za wycięcie choinki - odpowiada. Dekorowanie drzewka jest dużym wydarzeniem. - Moja mama wciąż używa ozdób, które zrobiłam jako małe dziecko będąc w szkole. W świąteczny ranek dzieci wstają przed świtem, bo są tak podekscytowane prezentami, które znajdują w specjalnych, świątecznych skarpetach. Moja mama wkłada do nich słodycze i kupony na loterię - opowiada Amerykanka. Święty Mikołaj, jak to u Anglosasów, wchodzi oczywiście przez komin. Specjalnie dla niego czekają ciastka i mleko. Z Mikołajem dzieci spotykają się już przed świętami, w centrum handlowym albo sklepie - Każde dziecko siada Mikołajowi na kolanach i mówi, co chciałoby dostać pod choinkę - opowiada Crisman.

Najważniejszym posiłkiem jest uroczysty obiad w Christmas, który rozpoczyna się o 13. Mama koszykarki gotuje prawie całą dobę, żeby przygotować indyka, szynkę, ziemniaki, sos, sałatki, ciasta, placki, bułeczki, zupy, warzywa. - To wielki posiłek. Rodzina przyjeżdża z daleka, idziemy do kościoła. Kocham święta, jestem jak małe dziecko - mówi Crisman. Tradycją jest wspólne oglądanie filmu "A Christmas Story". Mało znany w Europie film z 1983 r. (polski tytuł: "Prezent pod choinkę") jest w USA pokazywany w każde święta. Od kilkunastu lat w jednym z kanałów telewizyjnych film pokazywany jest 12 razy pod rząd, przez całą dobę.

Crisman, która gra w Polsce drugi sezon, zna niektóre polskie tradycje. - Wiem o dodatkowym nakryciu, dzieleniu się opłatkiem czy sianie pod obrusem. W zeszłym roku widziałam szopkę na rynku i stajenkę w kościele, to było niesamowite - mówi. Amerykanka ma polską rodzinę. Tak nazywa najbliższych Soni Młynarczyk, juniorki Basketu 25. Siano, które dostała od nich Amerykanka, znajdzie się pod jej wigilijnym obrusem.

Jej koleżanka z zespołu Stephanie Raymond jest teraz w Rockford w stanie Illinois. Jej święta są typowo amerykańskie. - Wigilię spędzam z mamą, ojczymem i braćmi. Mój brat musi pracować, więc zazwyczaj zaczynamy bardzo późno. Pierwszy dzień świąt spędzam z moim tatą oraz babcią i dziadkiem - mówi filigranowa koszykarka.

Raymond i jej rodzina to kibice sportu, ważnym elementem świątecznej tradycji w jej rodzinie jest oglądanie meczu futbolu amerykańskiego. W tę sobotę zobaczą pojedynek Dallas Cowboys i Arizona Cardinals. - Mecz ogląda się całą rodziną. Tego dnia zawsze spotykają się dwie bardzo dobre drużyny - mówi rozgrywająca bydgoskiego zespołu.

Nellie i Charlotte są same

- Kupiłyśmy "choinka" i "bombka" - mówi używając polskich słów Spicer, siatkarka GCB Centrostalu.

- "Bombki", bo to więcej niż jedna - poprawia ją od razu Belgijka, który szybciej chwyta polskie słówka. Siatkarki uczą się języka od koleżanek z zespołu.

Podoba im się bożonarodzeniowa szopka z żywymi zwierzętami, a najbardziej zaskoczone były, kiedy widziały, że Polacy kupują żywe karpie. Dla obu zawodniczek będą to pierwsze w życiu święta poza domem. Spędzą je razem. W mieszkaniach wynajętych przez klub w pobliżu hali Łuczniczka stoją już świąteczne drzewka. Nie tak wielkie jak w rodzinnym domu Spicer, gdzie sufit jest na wysokości blisko sześciu metrów, a choinka jest niewiele niższa. - Mój tata zawsze jedzie po nią do lasu - mówi rozgrywająca Centrostalu.

Święta daleko od rodzin nie będą dla nich łatwe. - Wszyscy nas pytają, czy to trudne. To nie będą nasze najlepsze święta, ale to będzie coś nowego, ciekawego - mówi Amerykanka. W Wigilię siatkarki planują spacer po Starym Mieście i wspólny obiad. - Wiemy, że nikogo nie spotkamy, bo każdy będzie spędzał czas z rodziną. Ja też spędzę czas z rodziną, z Charlotte - śmieje się Spicer.

Dzisiaj siatkarki mają też zamiar zabrać się za pieczenie. - Planujemy coś upiec. Być może jedno z ciast będzie amerykańskie, a jedno belgijskie - mówi Spicer. - Umiem gotować, ale jeśli chodzi o coś trudniejszego, to będę musiała sprawdzić przepis. Mój ojciec jest świetnym kucharzem, może podzieli się przepisem - mówi 21-letnia Leys.

Na pewno będą słuchać amerykańskiej muzyki, a w sobotę Leys przygotuje belgijskie fondue. - Na początku myślałam o gourmet. To nasza specjalność. Każdy ma swoją specjalną, małą patelnię i sam smaży sobie mięso z warzywami. W Polsce może być z tym wszystkim problem, więc stanęło na fondue - mówi Belgijka. W Wigilię siatkarki upieką też świąteczne ciasteczka, specjalnie dla Świętego Mikołaja. - Myślę, że znajdzie mnie w Bydgoszczy. Byłam grzeczna, więc mam nadzieję - śmieje się Spicer. Świąteczna przerwa będzie dla wszystkich siatkarek krótka. Już w niedzielę spotykają się na treningu.

Prezenty dla siebie siatkarki mają już kupione. - Wiem, co lubi Nellie - mówi Charlotte. - O nie, to już wiem, co dostanę. Nie chcę. I trener też nie chce, bym chciała - śmieje się Amerykanka. Prezent na pewno będzie słodki.

Zaszaleją w sylwestra. Chcą poznać nowe miasto i wybierają się aż do Warszawy.