Sport.pl

Marian Feter: Urodziłem się i umrę sportowcem

Marian Feter - prawdopodobnie najlepszy hokeista bydgoskiej Polonii, a już na pewno jedyny, który dotarł aż do przedsionka zawodowej ligi NHL. Był w szerokiej kadrze New York Rangers
- Nic wam o nim nie powiem - usłyszałem od jednego z jego kolegów z zespołu, zanim rzucił słuchawką. Marian Feter to bowiem postać kontrowersyjna. Nie miał łatwego charakteru, ani dla zespołu, ani dla rodziny. Trener hokeistów Polonii Jan Sylwestrzak napisał o nim w wydanej z okazji 80-lecia klubu książce "Gdy idzie Polonia z Bydgoszczy": "Doskonale grał ciałem, ale od czasu do czasu zdarzały mu się proste błędy. Wówczas najczęściej... oskarżał o to młodszych kolegów".

Długo też trwało, zanim udało się nam dotrzeć do Fetera. Ślady prowadziły do Szwecji, USA, a nawet Tajlandii. W końcu udało się ustalić, że przebywa teraz pod Krakowem u rodziny. Opiekuje się chorą siostrą.

- Czy miałem trudny charakter? Raczej nie. W drużynie jest 25 różnych charakterów i ja byłem jednym z nich - mówi Feter. - W sporcie jest jak w życiu. Niektórzy nie ryzykują i zostają na tym samym poziomie, a inni próbują iść do przodu. Wiadomo, że na 10 czy 20 ryzykownych zagrań, które mogą coś dać, nie wszystkie się udadzą - dodaje bydgoski hokeista, który jest jednym z 20 kandydatów do tytułu sportowca 90-lecia Polonii. Więzy z kolegami rozluźniły się szczególnie kiedy w latach 80. nie mógł przyjeżdżać do Polski. Dostał wtedy szwedzkie obywatelstwo, zrezygnował z polskiego i przez ponad 10 lat nie mógł dostać wizy.

Sylwetka Fetera z długimi, rozwianymi włosami to jeden z symboli bydgoskiego hokeja w czasach jego świetności pod koniec lat 60. i na początku 70., gdy na stary, odkryty Torbyd przychodziło siedem tysięcy widzów. Jak wielu hokeistów, pochodził z Czyżkówka. Na łyżwach uczył się jeździć na kanale, stawach i licznych wtedy ślizgawkach. - W hokeja grało się przy placu Wolności, w LO nr 1, na stadionie Brdy, na Żupach, przy ul. Zamoyskiego. Tak jak latem kopało się piłkę, to zimą w hokeja - mówi Sylwestrzak.

Późniejszy obrońca reprezentacji Polski miał predyspozycje do uprawiania wielu dyscyplin. - W głowie miałem tylko sport, podobnie jak moi koledzy. Odnosiłem sukcesy w lekkiej atletyce, w piłce ręcznej rzucałem po 8 bramek w meczach wygranych 9:0 - wspomina Feter. Jego hokejowy talent został zauważony w czasie turnieju "Złoty krążek", w którym grał w szkolnej drużynie. Długo trenował kolarstwo, ćwiczył w klubie Pafaro. Silne nogi przydawały się w jeździe na łyżwach. Do trenowania hokeja namówił go Zdzisław Masełko. Feter dalej myślał o kolarstwie, bez przygotowania dawał sobie radę w lokalnych wyścigach niższej rangi. Do hokejowej drużyny seniorów Polonii Feter dostał się już w wieku 16 lat.

Na lodzie imponował twardością, nieustępliwością. Słynął ze świetnej gry ciałem, miał bardzo dobre uderzenie "z klepy". - Był naturalnym talentem, nie musiał dużo trenować. Wszystko przychodziło mu dość łatwo. Dzięki silnym nogom jazda na łyżwach to była dla niego pestka - opowiada Wiesław Sauer, który wraz z Feterem przez sześć lat tworzył parę obrońców Polonii. - Miał cholerny dynamit w nogach, dobry strzał - ocenia Sylwestrzak.

W 1970 r. chciał zmienić klub, zamieszkał w Łodzi. - To były sprawy rodzinne, miałem ofertę z ŁKS. Polonia jako klub milicyjny miała siłę przebicia. Od działaczy usłyszałem, że jeśli chcę zagrać na igrzyskach w Sapporo, to mam wracać do Bydgoszczy - mówi Feter, który w 1972 r. uczestniczył w olimpiadzie w Sapporo (reprezentacja Polski zajęła 6. miejsce). Turniej w Japonii był dla niego spełnieniem marzeń. - Miałem kontakt z innymi ludźmi, z nowymi kulturami. Ale trzeba pamiętać, że życie hokeisty to trening, mecz, kolejne treningi i następne mecze - mówi. W reprezentacji grał w parze z Ludwikiem Czachowskim. Cztery razy występował na mistrzostwach świata - w latach 1970-72 i w 1975 r. W kadrze rozegrał 78 spotkań, strzelił 6 bramek. - W jego najlepszych czasach grał na poziomie, który na pewno pozwalałby mu na grę w drużynach zawodowych w Ameryce, choć w tamtych czasach nie było o tym mowy z powodu polityki - mówi Sylwestrzak.

Feter wyjechał do Stanów Zjednoczonych pod koniec lat 70. Miał wtedy 33 lata. Pojechał do kuzyna, nie myślał o hokeju. Trafił do New York Rangers. - Ktoś mnie rozpoznał, zapytał, czy jestem tym zawodnikiem, który grał na mistrzostwach świata. Byłem trochę poobijany, ale wciąż zdrowy i chciałem grać - mówi. Zaczął trenować z Rangersami. Bydgoszczanin znalazł się w szerokiej, 55-osobowej kadrze zespołu NHL. Nue zagrał w niej, ale przez dwa lata występował w zespole filialnym, Richmond Rifles, w lidze EHL. - Nie jest łatwo, gdy mieszka się w pokoju, czy je śniadanie z osobami, z którymi nie można się porozumieć. Później była szansa, bym zagrał w Rangersach, bo zdarzały się tam kontuzje, ale ja miałem tylko wizę turystyczną, a to był problem - mówi Feter. W końcu trafił do Szwecji (mieszka na stałe w Uppsali). - Miałem 39 lat i zaproponowano mu angaż w klubie z drugiej ligi. Zgodę musiał wyrazić Polski Związek Hokeja na Lodzie. Szwedzi przyjechali do Warszawy, ale w związku chcieli od nich pieniędzy pod stołem. Szwedzi nie wiedzieli o co chodzi i nic z mojej gry nie wyszło. A teraz cały czas ćwiczę, biegam. Mam 64 lata i uważam, że jestem w doskonałej formie. Urodziłem się i umrę sportowcem.





PLEBISCYT 90-LECIA

W sobotę kończy się głosowanie w plebiscycie na najlepszego sportowca Polonii. Swoje głosy można jeszcze oddawać do soboty na portalu Bydgoszcz.gazeta.pl. Tam są także sylwetki 20 kandydatów do tytułu. Czekamy też (pod adresami sport@bydgoszcz.agora.pl oraz redakcja sportowa "Gazety Wyborczej", 85-005 Bydgoszcz, Gdańska 27) na wspomnienia i teksty od kibiców o asach Polonii. Najlepszy z nich zostanie nagrodzony.

Wejdź na nasz profil, zostań fanem. Komentuj, dyskutuj, radź - Sport.pl na Facebooku »