W czym pomaga Monice Pyrek "Taniec z Gwiazdami"

Fot. Krzysztof Szatkowski / Agencja Gazeta

- Tańczyć będę już teraz tylko na zeskoku. Z radości po udanej próbie - mówi Monika Pyrek. Polska tyczkarka, zwyciężczyni ostatniej edycji Tańca z Gwiazdami będzie jedną z bohaterek mityngu Pedro's Cup.


W środę w hali Łuczniczka kibice zobaczą lekkoatletów startujących w trzech konkurencjach. Mężczyźni będą walczyć o zwycięstwo w skoku wzwyż i pchnięciu kulą a panie, tak jak to było od 2005 roku, początku bydgoskich zawodów, w skoku o tyczce. Cały budżet Pedro's Cup wynosi w tym roku 1,7 miliona złotych. Ogromną większość wykłada sponsor imprezy, firma Strauss Cafe. Miasto daje 300 tys. złotych.

Za te pieniądze udało się sprowadzić wiele gwiazd światowej lekkiej atletyki. Ściągnęły je nie tylko wysokie honoraria sięgające kilkudziesięciu tysięcy dolarów, ale także poziom sportowy Pedro's Cup, który został uznany w minionym roku za najlepszy halowy mityng na świecie.

W środę kibice będą najprawdopodobniej świadkami próby pobicia rekordu świata. Uczyni to rosyjski skoczek wzwyż Iwan Uchow, który już dwa razy w tym roku próbował pokonać wysokość 2.44. Nie udało się to do tej pory, ale być w może w Bydgoszczy skoczy o centymetr wyżej niż legendarny Kubańczyk Javier Sotomayor.

Obojętnie jednak, jak bardzo Uchow się będzie starał, i tak dla większości kibiców największą gwiazdą będzie tyczkarka Monika Pyrek. Polska lekkoatletka triumfowała bowiem w ostatniej edycji Tańca z Gwiazdami. - Proszę mi wierzyć, że zawsze się czułam i czuję sportsmenką, a nie tancerką. Jeśli w środę w hali będę tańczyć, to tylko na zeskoku z radości po udanej próbie - powiedziała wczoraj Pyrek. Występ w telewizyjnym show przydał się jednak lekkoatletce. - Nigdy nie lubiłam treningu wytrzymałościowego. Zawsze mnie nużył. Nie byłam w nim dobra. Ćwiczenia taneczne spowodowały, że wydolność mojego organizmu się poprawiła. Zawsze miałam tętno spoczynkowe na poziomie 80 na minutę, a teraz spadło do 60 - dodała polska medalistka mistrzostw świata.

O zwycięstwo w zawodach (początek w hali Łuczniczka o 17.) będzie jej jednak trudniej niż w studiu TVN. Rywalki są bardzo groźne i miały lepsze wyniki w tym sezonie. Zabraknie rekordzistki świata Jeleny Isinbajewej, ale wystąpi druga obecnie w świecie Niemka Silke Spiegelburg, Rosjanka Swietłana Fieofanowa i mistrzyni świata z Berlina Anna Rogowska. To właśnie ona jest rekordzistką bydgoskiego Pedro's Cup. Skoczyła już w Łuczniczce 4,81 - to także halowy rekord Polski.

- Liczę, że w takiej stawce uda się poprawić ten wynik. Najważniejsze, żeby wygrała Polka - mówi Pyrek.