Trójskok w Bydgoszczy - wynik Idowu na miarę igrzysk

Phillips Idowu

Phillips Idowu (Fot. Krzysztof Szatkowski / Agencja Gazeta)

Bydgoscy kibice cierpliwie czekali na ostatni akord mityngu Enea Cup - przebojowy bieg na 800 metrów. Wygrał go Adam Kszczot. Za nim metę minął Marcin Lewandowski z Zawiszy. Największą gwiazdą mityngu był jednak trójskoczek z Wielkiej Brytanii Phillips Idowu
Największa gwiazda XI Enei Cup jaśniała w trójskoku. Philllips Idowu to mistrz świata z Berlina i srebrny medalista olimpijski z Pekinu. W pierwszej próbie pofrunął daleko poza 17. metr, ale to była skok minimalnie spalony. Pokiwał ze zrozumieniem głową, kiedy sędzia pokazała mu, o ile spalił. W drugiej próbie Brytyjczyk pokazał wielką klasę. Choć odbił się przed deską, pofrunął na odległość 17,52 m.

Nie wiadomo, ile skoczył w swej kolejnej próbie. To był na pewno daleki skok. Sędzina przy belce błyskawicznie podniosła czerwoną chorągiewkę. Po chwil przyjrzała się plastelinie przy belce i poprawiła się, pokazała białą na znak, że skok Idowu był dobry. Obsługa na skoczni zdążyła jednak już wyrównać piasek. Nie było co zmierzyć. Nie pozostał ślad po skoku Brytyjczyka. Idowu się mocno zdziwił a potem zdenerwował. Przerwa w konkursie trwała kilka minut. Po dyskusjach Idowu skoczył ponownie. Osiągnął jednak tylko 16,92 m.. W czwartej próbie Brytyjczyk skoczył 17,32. Zakończył wynikiem 17,18.

Szybki był finał biegu na 110 m ppł. W tej konkurencji także wygrał faworyt, Amerykanin Joel Brown, który miał zdecydowanie najlepszy wynik w tym roku. Poprawił go jeszcze w Bydgoszczy na 13,26. To także rekord mityngu. Zawiszanin Dominik Bochenek nie spełnił swych planów i nie wypełnił minimum na mistrzostwa świata w Daegu. Minął metę jako piąty z czasem 13,69. Do minimum zabrakło aż 0,17 s.

Słabo poszło także dwóm bydgoskim tyczkarzom. Paweł Wojciechowski i Łukasz Michalski mierzyli w minimum na mistrzostwa świata - 5,72 m. Pierwszy z nich marzył po cichu na poprawienie drugiego w tym roku rekordu Polski. Nic z tego. Aktualny rekordzista Mirosław Chmara może dalej z dumą nosić swoją koszulkę z napisem 5,90. Tyle wynosi jego rekord sprzed 23 lat .Wczoraj także przyszedł w niej na stadion. Wojciechowski i Michalski skończyli konkurs ze słabymi wynikami 5,42 - Nie jestem rozczarowany. To mój pierwszy start - powiedział drugi z nich. - Jestem po siłowym treningu. Nogi nie podają - dodał Wojciechowski. Zwyciężył Maksym Mazuryk z wynikiem 5,72 m.

Hit Enei Cup - bieg na 800 m - kończący zawody udał się obu Polakom. Wygrał Adam Kszczot 1.44.30. To jego rekord życiowy. Zawiszanin Marcin Lewandowski finiszował za nim (1.44,61). To jego najlepszy wynik w sezonie. Te rezultaty to aktualnie czwarty i szósty wynik na świecie. Daleko za Polakami minął metę mistrz świata Mbulaeni Mulaudzi z RPA.