Sawina dba o kondycję zawodników

Myślę, że tempo 40-latka nie jest zabójcze - mówi ze śmiechem Robert Sawina, trener żużlowców bydgoskiej Polonii, który postanowił zadbać w przerwie spowodowanej Drużynowym Pucharem Świata o kondycję juniorów.
Młodzi żużlowcy trzy razy w tygodniu wsiadają na rower bądź idą na basen. Wszystko po to, aby utrzymać formę na dalszą część sezonu. - Wcześniej nie było takich praktyk, ale jako trener muszę uświadomić juniorom, że zimowe przygotowanie to nie wszystko - stwierdza szkoleniowiec bydgoskiej Polonii. - W trakcie sezonu też trzeba o tym myśleć - dodaje.

Podczas półtoragodzinnej przejażdżki juniorzy wraz z Sawiną pokonują trasę do Osielska, przez Niwy i Jarużyn, do Fordonu, a później wracają na obiekty Zawiszy. - Myślę, że niektórzy byli zdziwieni, ale trzeba wyprostować te zaniedbania - dodaje.

Taki rozruch trener planuje raz w tygodniu do końca sezonu. Nie wszyscy jednak przychodzą na treningi. - Z frekwencją jest średnio - przyznaje trener. - Jeżeli będzie spadać to może trzeba będzie pomyśleć o tym w przyszłych kontraktach - dodaje.

Treningi podczas przerwy odpuścił czwarty zawodnik mistrzostw Europy juniorów Szymon Woźniak, który do czwartku wypoczywa w Wielonku. - Szymon poprosił o kilka dni wolnego i ja to rozumiem - mówi Sawina. - Na urlopie trzeba jednak także pamiętać o tym, że cały czas jest się sportowcem. Dieta i ćwiczenia to podstawa, jeżeli chce się być kimś wybitnym, a nie tylko chce się pojeździć jako junior kilka lat. A taka moja rola, żeby uświadamiać to młodym żużlowcom - dodaje.

Juniorzy biegać z Sawiną będą jeszcze dziś i jutro, w piątek odbędzie się trening. - Myślę, że wszyscy się na nim zjawią, bo w związku z DPŚ zawodnicy mieli sporą przerwę - mówi Sawina.

Problemy z dotarciem na trening może mieć jednak Tomasz Gapiński, którego żużlowy bus spłonął. - Mam sprzęt do sprawdzenia, ale przyjadę, jak będę miał czym - nie ukrywa żużlowiec. Pojazd spalił się w środową noc, prawdopodobnie doszło do zwarcia instalacji elektrycznej. - Szczęście w nieszczęściu, że stało się to pod domem, a nie na przykład w Szwecji - stwierdza żużlowiec, który czeka teraz na pojazd zastępczy. Z tym niestety nie jest tak łatwo, bo wynajęcie specjalnie przystosowanego samochodu jest praktycznie niewykonalne. - Sprawdzałem, że jest jeden taki bus w Poznaniu, jednak koszty z tym związane były tak ogromne, że nie zdecydowałem się na taki ruch przed półfinałem IMP w Opolu i znalazłem się tam właściwie tylko dlatego, że zawiózł mnie mój kolega Zbigniew Wiśniewski - relacjonuje Gapiński.