Sport.pl

Demonstracja siły Skry. Transfer rozbity [ZDJĘCIA]

Żadnej przyjaźni na boisku nie było. Siatkarze PGE Skry zmietli z boiska bydgoski Transfer. Tylko w trzecim secie kibice przeżyli namiastkę nadziei, że gospodarze zdołają nawiązać walkę z gwiazdami z Bełchatowa.
Obserwuj autora na twitterze @WBorakiewicz

Tak przynajmniej sądziła część z czterech tysięcy fanów, którzy zjawili się w hali Łuczniczka. Prawie połowa z nich przyjechała z wielu miast północnej Polski, żeby dopingować Wlazłego i spółkę. I jasne, że w przeciwieństwie do meczu piłki nożnej kibice Transferu i PGE Skry mogli bez żadnych przeszkód siedzieć obok siebie.

Od pierwszej akcji przewaga PGE Skry nie podlegała dyskusji. Siatkarze z Bełchatowa byli lepsi w każdym elemencie gry: od zagrywki i jej przyjęcia po rozegranie i szczególnie śmiercionośny dla gospodarzy blok. - Wiem, że to może nic, ale mnie żal tej przegranej, pierwszej akcji po długiej wymianie. Potem poszły kolejne punkty dla Skry, a to tej klasy zespół, który przewagi nie oddaje - mówi trener Transferu Marian Kardas.

Nie oddawał, tym bardziej że zawodnicy Transferu specjalnie nie stwarzali wielkiej presji na rywalu. Słabo zagrywali, byli nieskuteczni w ataku. Blok praktycznie nie istniał, gubiony przez rozgrywającego PGE Skry Nicolasa Uriarte. Trójka bydgoskich środkowych, która pojawiła się na boisku, zdobyła w całym meczu 2 pkt - po ataku i bloku Wojciecha Jurkiewicza. Sam Karol Kłos z PGE Skry zaliczył sześć bloków (cały zespół Bełchatowa miał 12 punktowych bloków). Trzeba jednak od razu dodać, że przez trzy sety bydgoszczanie zaatakowali środkiem zaledwie pięć razy. Paweł Woicki nie miał zresztą okazji zbyt wielu, żeby zatrudniać swych środkowych. Dramatycznie słabe było przyjęcie zagrywki.

Pierwszym "ustrzelonym" przez bełchatowian siatkarzem Transferu był Yasser Portuondo. Goście celowali w niego swoje serwisy. Wytrzymał na boisku do połowy drugiego seta. Został zmieniony przez Marcina Walińskiego i już nie wrócił na boisko. Kubańczyk był także całkowicie nieskuteczny w ataku (7 prób i żadnego punktu).

- To była demonstracja siły w wykonaniu Skry. Mieliśmy nadzieję, że nasi rywale wystrzelali się w Gdańsku. My zagraliśmy słabo - mówił kapitan Transferu Wojciech Jurkiewicz. - Jakiś pozytywny element? W każdym elemencie gry i wszyscy zawodnicy mają duże rezerwy - dodał.

- Gra się nam układała, ale ja nie chcę mówić o żadnej dominacji - powiedział po meczu kurtuazyjnie Mariusz Wlazły, którego zagrywki i ataki porażał bydgoszczan siłą i precyzją.

W trzecim secie Transfer po raz pierwszy w meczu prowadził. Więcej okazji do pokazania swoich możliwości miał Amerykanin Carson Clark, który dobre akcje przeplatał potężnymi błędami. W ataku miał zaledwie 34 proc. skuteczności. Mocno przeżywał swój słaby występ.

- Chciałem, żeby Carson jak najwięcej pograł z Pawłem Woickim, żeby ich przećwiczyć w ogniu walki. Można było wcześniej dokonać zmiany, ale on się dopiero zgrywa z zespołem i trzeba było wykorzystać tę okazję - ocenia Kardas.

Transfer najlepiej zagrał we fragmencie trzeciego seta - Wtedy pojawił się cień szansy, ale tylko do drugiej przerwy technicznej - mówi Kardas. Bydgoszczanie prowadzili 16:14, ale seria punktów po zagrywce Facundo Contego i blokach PGE Skry odmieniła obraz gry także w tej partii.

Bydgoscy kibice nie zobaczyli niestety na boisku Stephana Antigi i Andrzeja Wrony. Zamiast nich szkoleniowiec gości wystawił Contego i Daniela Plińskiego - Stephane zagrał ostatnio wiele meczów. Gry potrzebuje także Daniel - wytłumaczył się Miguel Angel Falasca.

MVP meczu został rozgrywający gości - Uriarte.

Jesteś kibicem siatkarzy? Dyskutuj i dołącz do nas na Facebooku Sport.pl Bydgoszcz

Więcej o:
Komentarze (1)
Demonstracja siły Skry. Transfer rozbity [ZDJĘCIA]
Zaloguj się
  • pejotce

    Oceniono 2 razy 2

    w tym artykule są nieprawidłowe dane statystyczne, bo są to dane dotyczące tylko dwóch setów, a mecz miał trzy sety, można to zweryfikować na stronie www.plusliga.pl - m.in. nieprawdziwa jest liczba ataków środkiem transferu, liczba bloków skry oraz skuteczność carsona clarka - pan Borakiewicz popełnił dosyć poważy błąd w sztuce, nie sprawdzając danych, którymi się posługuje - wynikało to zapewne z tego, że pełne statystyki zostały opublikowane na stronie z opóźnieniem, ale to go nie usprawiedliwia

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX