Polonia ma dziurę w kasie. Na milion złotych

Budżetową dziurę można zasypać tylko z miejskiej kasy. - Polonia więcej pieniędzy już nie dostanie - mówi twardo zastępca prezydenta Bydgoszczy Sebastian Chmara
Jesteś kibicem z Bydgoszczy? Dołącz do nas na Facebooku Sport.pl Bydgoszcz »

Za tydzień żużlowcy bydgoskiego klubu zakończą ekstraligowy sezon. Pozostał im jeszcze mecz w Zielonej Górze z Falubazem. Dla Polonii jego wynik od sportowej strony nie ma już znaczenia. Zespołowi nie grozi już spadek do I ligi. Nie ma także szans na walkę o medale.

Sezon na ligowym torze się więc skończy. Walka o los Polonii i jej przetrwanie dopiero zaczyna.

W niedzielę, po ostatnim spotkaniu na własnym torze z Włókniarzem Częstochowa, kapitan zespołu żużlowców Tomasz Gapiński ujawnił, że klub jest mu winien pieniądze. - Nie mam zapłacone za siedem meczów. Z dzisiejszym w sumie osiem - stwierdził zawodnik.

Wczoraj sprawdziliśmy, jak z kasą jest w przypadku innych żużlowców. Okazuje się, że zaległości finansowe dotyczą w takim samym stopniu wszystkich zawodników. - Siedem meczów i ustalenia kontraktowe - wylicza zaległości finansowe wobec klubu Tomasz Suskiewicz, menedżer Emila Sajfutdinowa. Według naszych informacji zaległości w "ustaleniach kontraktowych" to połowa pieniędzy za podpis pod umową. W przypadku Sajfutdinowa - ok. 300 tys. złotych

- Braki dotyczą wszystkich, prezes płaci wszystkim po równo - wyjaśnia Krzysztof Buczkowski. Klub zalega mu także pieniądze za punkty z siedmiu meczów. I połowę pieniędzy na przygotowanie do sezonu. - Wszystko było w porządku tak do połowy sezonu. Później strasznie nawarstwiły się mecze, w ciągu półtora tygodnia odjechaliśmy cztery spotkania i zaczęły się schody - mówi zawodnik.

Rzeczywiście: siedem-osiem meczów to akurat mniej więcej połowa spotkań ekstraligowych w sezonie (w sumie jest ich osiemnaście). Klub wypłacił więc swym zawodnikom połowę pieniędzy, które im się należą. To akurat żadna nowość. Tak jest praktycznie w każdej żużlowej drużynie. Nie płaci się na bieżąco. Prawie zawsze są zaległości, które potem są regulowane. Ważne, żeby tak się stało do końca października, bo potem rozpoczyna się proces przyznawania licencji, a długi wobec żużlowców to powód, żeby jej nie otrzymać.

Zaległości w wypłatach pojawiały się od wielu lat. Żużlowa Polonia zawsze wychodziła z tych kłopotów w identyczny sposób: prośba do ratusza o dodatkowe pieniądze. I ratusz dawał. Obojętnie, czy w prezydenckim gabinecie siedział Roman Jasiakiewicz, Konstanty Dombrowicz czy Rafał Bruski.

Ostatnia ekipa też ugasiła strumieniem dodatkowych pieniędzy pożar w Polonii. Było to w ubiegłym roku. Alarm nastąpił wcześniej niż obecnie i wywołał go sam prezes Marian Dering, a nie zawodnicy. Przypomnijmy, że już pod koniec maja 2011 roku szef klubu poprosił o dodatkowe pieniądze. Już wówczas Polonia miała niemal milion złotych długu. - A na koniec sezonu może mieć i trzy - ostrzegał prezes Dering. Wtedy miał jednak dobre tłumaczenie - poprzednia ekipa zbudowała w Bydgoszczy bardzo drogi dream team. Polonia startowała rok temu w I lidze, a miała zespół na miarę podium w ekstralidze. Kosztował aż 6,7 miliona złotych.

Skończyło się na tym, że miasto sfinansowało niemal w całości tamten sezon. Aby ratować zespół i awans Bruski dołożył dodatkowo niemal 3 miliony. Ratusz wpompował w żużel w sumie aż 6 milionów. Prezydent stwierdził, że tak będzie ostatni raz. - Taka pomoc miasta dla Polonii była jednorazowa i wyjątkowa. Kolejnej takiej sytuacji nie będzie - deklarował wówczas zastępca prezydenta Sebastian Chmara. Stwierdził, że za rządów obecnej ekipy miasto będzie finansowało tylko połowę kosztów klubów sportowych.

I dlatego w tym roku Polonia otrzymała z budżetu 3,3 miliona złotych (3 mln z tytułu dokapitalizowania spółki i 300 tys. z promocji). Resztę, a to druga połowa, klub miał wypracować sam.

I z tym poszło fatalnie. Pozostali sponsorzy, a okoliczności podpisywania umowy z nimi zawsze były huczne, przynieśli ledwie 150-200 tysięcy złotych. Miało być przynajmniej dwa razy więcej. Nie udało się zdobyć sponsora strategicznego dla żużla.

Najbardziej klub poległ jednak na kibicach. W poprzednim, I-ligowym sezonie, było słabo. Wpływy obliczone jeszcze przez prezesa Jacka Wojciechowskiego na 1,4 miliona, skończyły się na 700 tysiącach złotych. Po awansie frekwencja wcale się nie zwiększyła. Jest jeszcze gorzej - Polonia wlecze się w ogonie ekstraligi ze średnią 5 tysięcy widzów na mecz. Dering szacował frekwencję lepszą o przynajmniej 2 tysiące osób. Wpływy z biletów będą więc znacznie mniejsze. Według naszych informacji w kasie Polonii zabraknie w sumie miliona złotych.

Zapytaliśmy wczoraj Chmarę: Jaką odpowiedź otrzyma prezes Polonii, jeśli przyjdzie do ratusza, powie, że w klubie brakuje pieniędzy i poprosi o milion z miasta? Czyli uczyni tak, jak działo się rok, dwa i trzy lata temu...

-... i jeszcze z dziesięć lat temu. Nie, teraz nie będzie więcej pieniędzy - powiedział "Gazecie" i portalowi bydgoszcz.sport.pl zastępca prezydenta Bydgoszczy Sebastian Chmara.

Polonia może się próbować porozumieć z zawodnikami, wzorem wielu innych klubów. Być może spółka będzie musiała wziąć kredyt, żeby spłacić potem chociaż część zadłużenia i bez strachu starać się o licencję na kolejny sezon. Jeśli jej bowiem nie dostanie, zostanie karnie zdegradowana.

Co się stanie z żużlem w Polonii?