Marian Dering: Czy w Bydgoszczy jest zapotrzebowanie na żużel?

Prezes żużlowej spółki ŻKS Polonia Marian Dering podał się do dymisji. Na stronie internetowej bydgoskiego klubu okazał się wywiad z ustępującym szefem. Oto on:


Rozmowa z Marianem Deringiem



Polonia: Tegoroczne zmagania ligowe w dużej mierze zaciemniły słowa Tomasza Gapińskiego, który odniósł się do sytuacji finansowej klubu i panującej w nim atmosfery. Od tej pory minęły ponad dwa tygodnie, jak z perspektywy czasu mógłby pan się do nich odnieść?

Marian Dering (prezes ŻKS Polonia): Przede wszystkim nigdy nie spodziewałbym się wypowiedzi ze strony kapitana drużyny w formie, jaką zaprezentował na forum publicznym. Tomek sprawy zaległości finansowych i rzekomej złej atmosfery powinien przedyskutować bezpośrednio ze mną, z radą nadzorczą i wspólnie powinniśmy znaleźć wyjście z problemu. Zgodnie z zasadami biznesu, a na takich powinna bazować profesjonalna liga żużlowa, wszelkie spory strony starają się najpierw załatwiać polubownie. Dziwię się, że Tomek zapomniał, że wspólnie jedziemy na tym samym wózku i każdemu z nas powinno zależeć na dobrym wizerunku Polonii. Dodam dla formalności, że Tomasz Gapiński złamał tym samym zapisy kontraktowe. W moim odczuciu uczynił to pod wpływem negatywnych emocji, jakie nim w tym dniu kierowały.

Sytuacja ta obiła się jednak szerokim echem, a niesmak pozostał.

- Zgadza się, dlatego chciałbym odnieść się do tej wypowiedzi w kontekście kwestii finansowych. Tomek poinformował, że zaległości klubu sięgają ośmiu spotkań. Chciałbym zaznaczyć, że w sierpniu Polonia rozegrała aż sześć meczów, co spowodowało nawarstwienie się zobowiązań wobec zawodników. Warto w związku z tym pamiętać, że zaległości nie sięgają kilku miesięcy, a kilku tygodni i w miarę możliwości staramy się je spłacać. Nasza sytuacja nie jest odosobniona, wiele klubów zmaga się z podobnymi problemami finansowymi. Najbardziej boli mnie jednak to, że duży krok naprzód, jaki poczyniliśmy w zakresie pozyskiwania sponsorów i partnerów może tą jedną wypowiedzią zostać zastopowany. Zła atmosfera wokół klubu, jaka wytworzyła się po konferencji, uderza bowiem rykoszetem również we wszystkie osoby i firmy zaangażowane w rozwój sportu żużlowego w Bydgoszczy. Czy w kontekście nieustannej krytyki i zarzutów, że mało, że nie tak, będą oni chcieli nadal angażować swój czas i pieniądze w Polonię?

Jednak ten duży krok naprzód, o którym pan mówi, nie wystarczył do zamknięcia budżetu. Nie udało się również pozyskać sponsora strategicznego. Co według pana ma na to wpływ?

- Zaplanowany na ten rok przychód z tytułu podpisanych umów promocyjnych i reklamowych został oszacowany na nieco ponad dwa miliony. Z założonego planu udało się wykonać około 95 procent, w tym 90 procent to przychody gotówkowe, a pozostałe to umowy barterowe odciążające wydatki klubu, na przykład opony, oleje czy transport. Jest to fakt udokumentowany, który zweryfikowała rada nadzorcza i właściciele spółki. Sondowaliśmy kilka firm. Jedną z nich, która mogłyby zasilić budżet na zasadach sponsora strategicznego, udało się nawet zainteresować. Jednak, by móc sfinalizować podjęte rozmowy spółka powinna spełnić kilka warunków, m.in.: posiadać rozpoznawalną, ugruntowaną na rynku markę, liczne grono oddanych kibiców budujących pozytywną atmosferę i wizerunek oraz dysponować nowoczesną infrastrukturą przyciągającą inwestorów. Skończyły się bowiem czasy bogatych biznesmenów, którzy w walizkach przynoszą pieniądze i nie oczekują niczego w zamian. Potencjalny sponsor strategiczny musi coś uzyskać, musimy mu zaoferować jak najlepszy produkt. Czy jesteśmy już na to przygotowani? Niech każdy prawdziwy kibic odpowie sobie na to pytanie.

Co ma pan na myśli? Czy w związku z tym chciałby pan przenieść ciężar odpowiedzialności za to ważne zadanie na innych?

- Absolutnie nie. Postaram się to jednak wyjaśnić na przykładzie zaangażowania kibiców, gdyż w moim odczuciu są oni jednym z ważniejszych elementów całej układanki. Jednym ze sponsorów klubu jest firma AmRest zarządzająca znaną na całym świecie marką KFC. W przygotowanym z Polonią projekcie oferuje fanom posiadającym bilet na zawody żużlowe możliwość zakupu promocyjnego zestawu kibica. Dzięki temu KFC otrzymuje informację zwrotną dotyczącą rzeczywistego zainteresowania fanów Polonii oferowanymi produktami reklamowanymi na biletach wstępu i na stadionie. Może jeszcze jeden przykład. Półtora roku temu podpisaliśmy umowę z firmą Ziaja z siedzibą w Gdańsku, która na rynek wprowadzała serię męskich kosmetyków marki Yego. Po przeprowadzeniu analiz uznała, że żużel to sport głównie dla mężczyzn i właśnie poprzez reklamę w tej branży postanowiła wypromować nowe produkty. Przedstawione przykłady mają podkreślić kibicom, że firmy, z którymi podpisujemy umowy reklamowe, nie robią tego dla idei i z zainteresowania żużlem, ale chcą dzięki temu coś uzyskać. Dlaczego Kompania Piwowarska z marką Tyskie tak bardzo promuje się wśród polskich klubów żużlowych? Właśnie, aby fani czarnego sportu na co dzień decydowali się na zakup promowanych na stadionach produktów.

Dlaczego Pana zdaniem tak trudno jest Polonii powrócić do lat świetności i zapewnić systematyczny rozwój klubu?

- Jest to bardzo złożone pytanie. Na pewno nie jest to wina ludzi i firm, które zaangażowały się we współpracę z klubem. Każdy, kto przekazuje wsparcie i swoje pieniądze, zasługuje na szacunek i uznanie. Podkreślę, że współpraca z naszymi sponsorami i partnerami nie ogranicza się tylko do przekazywania środków finansowych. Osoby i firmy zaangażowane w życie klubu poświęcają często swój prywatny czas i pieniądze, by pomóc nam w codziennych, zarówno małych, jak i dużych, sprawach i problemach. Raz jeszcze w tym miejscu serdecznie im dziękuję za wszelką pomoc, którą deklarują po każdym naszym telefonie. Raz jeszcze pragnę zaznaczyć, że pojawiająca się często nieuzasadniona, bezpodstawna krytyka godząca w wizerunek klubu, uderza w dużej mierze również w grono darczyńców Polonii. Działa to na tej samej zasadzie jak, gdyby za słabe wyniki drużyny winić kibiców, którzy w niższej liczbie niż zakładaliśmy przychodzą na stadion.

Przecież uderza to w fanów przychodzących na mecze i dopingujących swój zespół, a nie tych, którzy w internecie krytykują wszystkich za wszystko, chociaż w sezonie ani razu na stadionie się nie pojawili. Wracając do sedna pytania, budując w Bydgoszczy żużel na najwyższym poziomie, musimy zacząć od podstaw. Wzorem Gorzowa, Rzeszowa, Zielonej Góry powinniśmy postawić na rozłożoną na lata modernizację obecnego obiektu i potraktować go jako fundament umożliwiający zadowolenie obecnych i przyciągnięcie nowych kibiców. Tylko w ten sposób jesteśmy w stanie budować silną i stabilną markę klubu, a co za tym idzie zyskiwać coraz większe wsparcie lokalnych i ogólnopolskich firm. Będzie to również sygnał dla potencjalnego inwestora, który zaangażowałby się nie tylko finansowo, ale również przejąłby odpowiedzialność za żużlową spółkę. W obecnych czasach zdecydowanie najlepiej sprawdza się model, gdy to prywatna osoba inwestująca i ponosząca za daną działalność odpowiedzialność, zarządza przedsiębiorstwem. Ostatnim, ale nie mniej istotnym elementem, jest drużyna, z którą powinni identyfikować się z kibice. Dlatego Polonia musi szkolić własnych wychowanków, na których w przyszłości będzie budowany skład.

Na razie jednak musimy odnaleźć się w obecnych realiach, a tu jest wiele kwestii, wobec których kibice mają słuszne zażalenia, jak choćby niedziałająca często tablica świetlna, słabe nagłośnienie czy zacinające się kołowrotki.

- Wszystko to tworzy infrastrukturę stadionową, która obecnie jest naszym największym problemem. Niewiele osób wie, że tablica świetlna, którą posiadamy, pochodzi z Czech z połowy lat 90. W dzisiejszych czasach nie ma już nawet podzespołów i części umożliwiających jej naprawę. Dlatego też, w przypadku jakiejkolwiek awarii jeden z naszych sponsorów, firma Atelbud zmuszona jest tworzyć takowe części, nie dysponując nawet instrukcją obsługi do całego urządzenia. Zarówno nagłośnienie, jak i system wejść to ważne elementy, które tylko potwierdzają, że w Bydgoszczy potrzebna jest zmiana infrastruktury umożliwiająca spełnienie uzasadnionych oczekiwań kibiców. Klub w trakcie sezonu podejmował działania umożliwiające sprawniejsze wchodzenie na stadion. Przeprowadzony został serwis kołowrotków, przygotowane dodatkowe wejścia, zaangażowani zostali wolontariusze. Należy jednak otwarcie powiedzieć, że wszystko to miało charakter doraźny i w żaden sposób nie rozwiązywało tego poważnego problemu. Biję się również w pierś, ponieważ były elementy wokół stadionu zależne od nas, a niedostatecznie dopilnowane. Nazwałbym to elegancko brakiem porządku na stadionie. Moje obserwacje w tym zakresie skłoniły mnie do znalezienia administratora stadionu z prawdziwego zdarzenia.

Czy w związku z tym możemy uznać, że tak słaba frekwencja w obecnym sezonie to wina przestarzałego stadionu i problemów, jakie napotykają na nim kibice?

- Jakiś czas temu wypowiedziałem swoje zdanie na ten temat, ale powtórzę raz jeszcze. Dla prawdziwego kibica nie powinno to być przeszkodą. Wielokrotnie, oglądając puste w większości trybuny, zadaję sobie pytanie, czy w Bydgoszczy jest zapotrzebowanie na żużel na poziomie ekstraligowym. Uwzględniając koszty utrzymania drużyny, nie da się jej sfinansować bez znaczącego wpływu z biletów wstępu. Funkcjonowanie klubu opiera się na trzech zasadniczych filarach, a mianowicie wpływach kapitałowych od akcjonariusza, sponsorach i kibicach. Zawodzi obecnie trzeci z nich, czyli frekwencja. Przed sezonem spodziewaliśmy się, że kibice będą przychodzić na stadion w liczbie około 7 tysięcy. Niestety, czas zweryfikował nasze założenia i bydgoski stadion odwiedzało dużo mniej fanów. Zdajemy sobie sprawę, że komfort oglądania zawodów na naszym obiekcie pozostawia wiele do życzenia, ale nie powinien być wyznacznikiem tak znaczącego spadku frekwencji. Kibice Polonii muszą odpowiedzieć sobie na pytanie, czy nadal fascynują się tym sportem, a tym samym, na jakim poziomie chcą mieć ligową drużynę w Bydgoszczy. Należy pamiętać, że frekwencja zależy od każdego z nas, bo zachęcenie własnego grona znajomych czy rodziny, a więc słowo mówione, jest więcej warte niż afisze, plakaty czy informacje o zawodach na terenie miasta.

Wróćmy jeszcze do sezonu 2012, a konkretniej wyniku sportowego. Czy jest pan zadowolony z zajętego miejsca w lidze?

- Szóstą lokatę możemy śmiało uznać za sukces sportowy. Rzeczą naturalną jest jednak, że walczyliśmy o pierwszą czwórkę. Gdyby kilka meczów ułożyło się po naszej myśli, do ostatniej rundy liczylibyśmy się w walce o udział w fazie play-off. Niezbędna była jednak wyrównana jazda całej drużyny, ale niestety tak nie było. Były mecze, które dostarczyły kibicom wiele sportowych emocji i trzymały w napięciu do ostatniego wyścigu, przypomnę chociażby wygrany w dramatycznych okolicznościach mecz ze Stalą Gorzów. Niestety, naszym mankamentem były mecze wyjazdowe. Wyglądało to często tak, jakby zawodnicy mieli zakodowane w świadomości, że na innych torach nie można walczyć, nie można wygrywać i tracili połowę swojego potencjału.

Czas na indywidualne podsumowania. Kto spełnił, a kto zawiódł pana oczekiwania?

- Najlepsze wrażenie pozostawili po sobie Krzysztof Buczkowski i Emil Sajfutdinow. "Buczek" po odbudowaniu się w Grudziądzu udowodnił, że jego miejsce jest w ekstralidze. Nie tylko zdobywanymi punktami, ale również niezwykle widowiskową jazdą dostarczył kibicom wiele radości. Cieszę się, że Krzysztof wrócił do Polonii w tak znakomitym stylu.

Nawet jeśli chciałbym dodać przy jego nazwisku jakieś "ale", nic nie nasuwa mi się na myśl. Emil Sajfutdinow to reprezentant Grand Prix, przed którym wysoko stawiamy poprzeczkę, ale zdarzyły mu się i słabsze mecze, zwłaszcza po rozgrywanych dzień wcześniej zawodach SGP.

Jest jednak bezsprzecznie liderem drużyny. Tegoroczny sezon to pozytywne zaskoczenie w wykonaniu Roberta Kościechy. Zawodnik, który został zakontraktowany jako ostatni senior w trakcie rozgrywek, okazywał się jednym z liderów. Nie bez powodu mówi się, że "ostatni będą pierwszymi". Pozytywna ocena należy się również juniorom, a więc Mikołajowi Curyle i Szymonowi Woźniakowi. Widać, że bydgoska młodzież się rozwija i coraz częściej stanowi o sile zespołu. Byłem dumny z ich postawy. Właśnie tych chłopaków, zdobywających punkty z bardziej doświadczonymi zawodnikami, ogląda się najmilej. A teraz czas na rozczarowania. Największe z nich to oczywiście postawa Artema Laguty, druga Tomasza Gapińskiego. Chciałbym podkreślić, że oceniam tutaj tylko i wyłącznie wyniki sportowe. Zacznę od kapitana drużyny, który powinien być jednym z filarów zespołu, a w praktyce często był słabszy od juniorów. Nie był takim liderem, jak zakładaliśmy przed sezonem. Bardzo słabe występy przeplatał z udanymi. Niestety, te nieudane często zdarzały się w ważnych meczach, które miały decydować o naszym udziale w play-off. A Laguta? Na temat straconych przez niego nerwów z pewnością chętnie wypowiedziałoby się wielu kibiców, których doskonale rozumiem. Zdobyte w 13 meczach 53 punkty dobrze podsumowują jego bardzo słabą postawę na przestrzeni całego sezonu. Artem stracił dużo nie tylko wynikami na torze, ale również swoim luźnym podejściem do żużla i małym zaangażowaniem w treningi.

Jak zatem będzie wyglądała najbliższa przyszłość Polonii?

- O tym decydować będzie już nowy Zarząd Spółki. Moja kadencja upływa wraz z kadencją rady nadzorczej w październiku. Już w czerwcu, mając kłopoty zdrowotne, zakończone dwukrotnym pobytem w szpitalu, deklarowałem radzie nadzorczej, że nie będę się ubiegał o reelekcję. Uważam, że swoją misję wypełniłem. Drużyna zajęła bezpieczne miejsce w środku tabeli. Pozostał trochę żal, że nie wyższe. Postanowiłem złożyć rezygnację z pełnionej funkcji. Uznałem, że jest to najlepszy okres, gdyż daję szansę mojemu następcy na budowę nowej drużyny na sezon 2013 według jego własnej koncepcji.