Sport.pl

Polonia walczy we Wrocławiu. O bonus i Ekstraligę

Żużlowcy Składywęgla.pl Polonii Bydgoszcz nie odbyli wspólnego treningu przed dzisiejszym (16) meczem z Betardem Wrocław. - Jazdy jednak im nie zabrakło - przekonuje menedżer zespołu Wojciech Dankiewicz.
Jesteś kibicem i jesteś z Bydgoszczy? Musisz zostać fanem Facebooka Sport.pl Bydgoszcz »

Sytuacja zespołu jest trudna. Po przegranej na własnym torze z Unią Leszno żużlowcy muszą wygrać na wyjeździe, aby myśleć o utrzymaniu w Enea Ekstralidze. A na pięć kolejek przed końcem rundy zasadniczej Polonii zostały dwa mecze na obcych torach - dzisiaj we Wrocławiu i 15 sierpnia w Gnieźnie ze Startem. Wtedy może być jednak już za późno, więc wygrana we Wrocławiu jest jedyną realną szansą na utrzymanie Enea Ekstraligi.

Żużlowcy mieli teraz dwutygodniową przerwę od ligi spowodowaną rozgrywaniem Drużynowego Pucharu Świata. Treningu przed meczem jednak nie było, bo zawodnicy mieli zaplanowane inne starty. - Trenowali, ale każdy w innym miejscu - mówi Wojciech Dankiewicz, menedżer bydgoskich żużlowców. Robert Kościecha i Krzysztof Buczkowski w Grudziądzu, Aleksander Łoktajew w Zielonej Górze, a Greg Hancock startując w barażu Drużynowego Pucharu Świata w Pradze. - Całe szczęście, że to nie jest mecz na własnym torze, bo naprawdę nie ma jak zorganizować treningu - przekonuje Dankiewicz.

Przed żużlowcami trudna przeprawa. - To solidny zespół, szczególnie na własnym torze. A jak jest u nas wiadomo - dodaje menedżer.

Nie potwierdza też, że Polonia będzie szukać kogokolwiek w okienku transferowym, które rozpoczęło się w poniedziałek o potrwa dwa tygodnie. - Ja nie wierzę w to, że przyjedzie żużlowiec znikąd i nagle zacznie w ekstralidze przywozić w każdym meczu 10 punktów i uratuje drużynę przed spadkiem - mówi Dankiewicz. - Gdyby byli zawodnicy z takim talentem i zapleczem sprzętowym, które udźwignie jazdę wśród najlepszych to zwyczajnie mieliby już kluby. Szukać w tym momencie talentów to można w perspektywie tego, że przyniosą profity, ale za kilka lat - zaznacza.

Przekonuje także, że zawodnicy są świadomi tego, jaka jest sytuacja. - Weźmy na przykład Mikołaja Curyło. Temu chłopakowi pali się już żółta lampka. To jego ostatni sezon jako juniora, ma te kilka meczów żeby pokazać, że warto na niego stawiać - argumentuje.