Ballada z trupem, czyli krótka historia Polonii

W Kabarecie Starszych Panów Bronisław Pawlik śpiewał kiedyś pieśń o wdzięcznym w pewnym sensie tytule "Ballada z trupem". I piosenka, i jej dramatycznie groźny tytuł, choć ocierający się w dosłownym sensie o horror, są oczywiście tak wdzięczne i sympatyczne, jak tylko mogły być dzieła Jeremiego Przybory i Jerzego Wasowskiego - pisze w felietonie "W poprzek boiska" Wojciech Borakiewicz.
W skrócie pewnym, bohaterem ballady jest pewien urzędnik, który wróciwszy z delegacji, z Białowieży bodajże, zastał w swej szafie niespodziewanego gościa - czyli tytułowego trupa. Po lekkiej konsternacji odegranej i odśpiewanej znakomicie w Kabarecie Starszych Panów przez Bronisława Pawlika bohater znalazł wreszcie wyjście ze swej niekomfortowej sytuacji. Jerzy Wasowski opisał je, a aktor odśpiewał mniej więcej tak: "Reasumując - naprawię gafę, trupa pakując z powrotem w szafę. I tu enigmat ciemny jak grób. Trupa już nie ma tam, gdzie był trup"



Przypominam tę frazę i piosenkę, bo z bydgoską Polonią bywało w ostatnich latach całkiem podobnie jak z "Balladą z trupem".

Trup - w postaci długu oczywiście - pojawiał się rok w rok i zawsze pakowało się go z powrotem do szafy. Wciskali go do niej wspólnymi siłami ratusz i radni przy zadowoleniu kolejnego szefa klubu, który przestawał się martwić, że na żużel w Bydgoszczy notorycznie brakuje pieniędzy. Nie musiał się przecież tym przejmować, skoro i tak za wszystko płaciło w końcu miasto, czyli my.

Żeby przypomnieć tylko dwa ostatnie przypadki z ostatniej prezydentury, ale podobne można przytoczyć z czasów przedostatniego i jeszcze poprzedniego gospodarza w Urzędzie Miasta:

- dwa lata temu z miejskiej kasy poszło na Polonię ponad 6 milionów złotych. Radni i ratusz poszli zgodnie wówczas na to w imię ratowania klubu z ponad 90-letnią tradycją.

- w poprzednim sezonie kosztowało to właściwie tak samo, tyle że brakujące pieniądze spółka ŻKS Polonia pożyczyła z banku, a miasto stało się żyrantem kredytu.

A teraz dowiedzieliśmy się, jakżeby inaczej, że "Ballada z trupem" w wersji polonijnej ciągle, za przeproszeniem, żywa jest. Znowu oczywiście brakuje kasy, żeby spłacić dług.

Powstaje więc pytanie i problem do rozwiązania: wciskamy znowu wszystko do szafy czy robimy inaczej.

Wygląda na to, że pomysł rodem z Kabaretu Starszych Panów już jednak nie przejdzie. Komunikat rady nadzorczej spółki, która powinna przecież tego dawno przypilnować, brzmiał: konieczna jest radykalna naprawa finansów.

Z trupem schowanym na powrót do szafy nie da się tego zrobić. Z tego musiał wreszcie zdać sobie sprawę właściciel Polonii - a to w 98 procentach przecież nasze miasto.

"Radykalna naprawa finansów" - to brzmi groźnie dla klubu, który szczyci się siedmiokrotnym mistrzostwem Polski, siedmioma srebrnymi i jedenastoma brązowymi medalami w lidze. Jeszcze całkiem niedawno chlubiła się mianem jedynej drużyny żużlowej, która nigdy nie doznała goryczy spadku z ekstraklasy - i to aż od 1951 roku.

Teraz gorycz pierwszego spadku z ekstraligi sprzed sześciu lat jest niczym w porównaniu z kolejnymi ciosami, jakie musi przyjmować Polonia i jej kibice. Następną gorzką pigułką będzie świadomość, że po obecnym spadku nie należy się liczyć z szybkim powrotem do elity. Albo bowiem to, albo "radykalna naprawa".

Czas jednak już na przełknięcie niedobrego lekarstwa. Raz już bowiem Polonia przeżyła czas, kiedy tego, co po niej zostało, pilnował woźny - przy zapalonych świeczkach. Bo za długi odcięto nawet prąd.

Jesteś kibicem Polonii? Dyskutuj i dołącz do nas na Facebooku Sport.pl Bydgoszcz »