Sport.pl

Światowa wojna w żużlu. FIM i Anglicy kontra firma z Polski

Władze Międzynarodowej Federacji Motocyklowej zabroniły żużlowcom, startującym w Grand Prix, jazdy w Speedway European Championships - Dla dobra żużla - wytłumaczył Vincento Mazzi z FIM. To konflikt między prywatną firmą z Wielkiej Brytanii organizującą Grand Prix a polską spółką z Torunia, która wymyśliła SEC.
BSI to angielska firma zajmująca się sportowym marketingiem, która od 1995 roku organizuje zawody o indywidualne mistrzostwo świata. To znany cykl turniejów Grand Prix. W tym roku zwyciężył w nim Anglik Tai Woffinden. BSI kupiła od FIM prawa do mistrzostw świata, Speedway Grand Prix, aż do 2025 roku. Jeżdżą w nim wszyscy najlepsi żużlowcy świata.

W tym sezonie zyskał rywala. Firma One Sport z Torunia zorganizowała zawody o mistrzostwo Europy - z udziałem niemal wszystkich najlepszych zawodników startujących także w Grand Prix, m.in. Emila Sajfutdinowa, Tomasza Golloba, Nickiego Pedersena. Cztery turnieje w Gdańsku, Togliatti, Gorican i Rzeszowie odniosły komercyjny sukces. Jego fundamentem była umowa ze stacją Eurosport. Zawody obejrzało 29 milionów osób.

Już w trakcie sezonu BSI groziła zakazem startów żużlowcom uczestniczącym także w "jej" Grand Prix.

W ub. tygodniu FIM oficjalnie tego zabroniła. Federacja zdecydowała, że w następnym sezonie zawodnicy walczący w zawodach pod egidą BSI nie mogą jeździć w turniejach o mistrzostwo Europy. Dotyczy to także żużlowców, którzy dostali się do GP dzięki dzikim kartom. W tym roku dotyczyło to np. Tomasza Golloba.

Do organizatorów z Polski list napisał Vincento Mazzi z FIM, w którym wytłumaczył przyczyny zakazu: "Mistrzostwa Świata to najwyższy poziom sportu, a (...) mistrzostwa kontynentu są ścieżką, którą powinni podążać

zawodnicy zmierzający do światowej elity". W związku z tym zdaniem FIM w mistrzostwach Europy powinni jeździć tylko młodsi zawodnicy będący na dorobku. FIM zezwolił na start w SEC tylko jednemu zawodnikowi z GP w poszczególnych turniejach.

Do wprowadzenia zakazu dążył BSI, który zapłacił FIM za prawa do organizacji GP. Anglicy przeforsowali to, broniąc oczywiście własnych interesów. Żużlowcy chętnie bowiem startowali w tym roku w SEC i chwalili imprezę. Pula nagród była wyższa niż w GP. Za zwycięstwo w turnieju można było zdobyć 10,5 tys. euro

- Uważam, że SEC to świetny pomysł. Fakt, że zawody transmituje stacja Eurosport, powoduje, że ludzie na całym świecie mogą oglądać żużel w telewizji. To może tylko pomóc tej dyscyplinie - mówił Szwed Andreas Jonsson.

One Sport wykupiła prawa do organizacji zawodów na trzy lata. Po zakazie FIM ich dalszy los jest niewiadomą.

Wg One Sport nikt z przedstawicieli FIM nie postarał się o negocjacje czy choćby spotkanie i próbę wypracowania

nowego rozwiązania: "Dla polskiej firmy z punktu widzenia biznesowego jest to zastanawiające i bulwersujące,

zwłaszcza że oprócz kwestii typowo finansowych odbierane jest to jako bezpośredni atak na interesy polskiego żużla, który w dużej mierze utrzymuje inne rozgrywki międzynarodowe".

To akurat prawda. Sponsorzy naszej ekstraligi i polskie miasta wspierające swe drużyny żużlowe, w których startują wszyscy najlepsi zawodnicy na świecie, płacą co roku miliony złotych na ich utrzymanie. Angielska firma BSI także utrzymuje się głównie dzięki opłatom od samorządów m.in. Gorzowa, Torunia i Bydgoszczy, które płacą za prawa do organizacji turniejów Grand Prix.

Więcej o: