Grand Prix bez kibiców. Co się stało?

Niespełna pięć tysięcy kibiców zasiadło w sobotę na trybunach stadionu Polonii, by obejrzeć rywalizację czołowych żużlowców świata. To najniższa frekwencja spośród wszystkich turniejów Grand Prix rozgrywanych w Polsce.
Jesteś kibicem i jesteś z Bydgoszczy? Musisz zostać fanem Facebooka Sport.pl Bydgoszcz »

Walka o kibiców trwała do ostatnich godzin. Od samego początku wiele wskazywało jednak na to, że może zakończyć się klapą. Zaczęło się od bardzo małego zainteresowania sprzedażą biletów przez internet. Sytuacji nie poprawiło rozpoczęcie dystrybucji w kasach.

- Liczymy, że podobnie jak przed rokiem na stadionie pojawi się ok. 10 tys. kibiców - mówił na tydzień przed Grand Prix Europy dyrektor organizacyjny zawodów Leszek Tillinger. Rzeczywistość okazała się jednak inna. Na trybunach zasiadło niespełna 5 tys. fanów. Najmniej w historii wszystkich turniejów Grand Prix organizowanych w naszym kraju. Nie pomogły nawet grupy niemieckich kibiców, którzy przyjechali do Bydgoszczy zobaczyć sensacyjnego zwycięzcę turnieju w nowozelandzkim Auckland - Martina Smolińskiego.

- Nie ukrywam, że jestem rozczarowany. Nie myślałem, że będzie tak mało kibiców - mówił po zawodach Tillinger. Fatalna frekwencja to nie tylko strata wizerunkowa dla miasta i klubu, ale przede wszystkim finansowa. W Polonii liczono, że dzięki wpływom z Grand Prix uda się choć trochę wspomóc zadłużony klub. - Po długim weekendzie majowym spotkamy się i wszystko podliczymy - mówi Andrzej Polkowski, prezes ŻKS Polonia. Bardzo wątpliwe, by udało się zarobić na zawodach. W myśl umowy z firmą BSI, która jest właścicielem całego cyklu, pieniądze z biletów wpływały na konto Brytyjczyków aż do kwoty, jaką klub musiałby zapłacić za możliwość organizacji Grand Prix. - Każda kwota ponad tę sumę trafić miała do Polonii. Dlatego wiadomo było, że im wyższa frekwencja, tym więcej klub zarabiał - dodaje Tillinger.

Zawiedziony liczbą kibiców był także prezydent Bydgoszczy Rafał Bruski. - Tylko tego zabrakło. Sportowo zawody były bardzo ciekawe. Organizacja też stała na dobrym poziomie. Dlaczego tak mało ludzi przyszło na stadion? Trudno powiedzieć. Będą chciał szczegółowej analizy, w której, mam nadzieję, znajdą się odpowiedzi na wszystkie pytania - zapowiada prezydent.

Głównym powodem braku kibiców na trybunach były zbyt wysokie ceny biletów. Za najtańsze wejściówki na łukach należało zapłacić 95 zł. Lepsze miejsca kosztowały 165, 195, a nawet 600 zł, jeśli ktoś chciał obejrzeć zawody z trybuny honorowej. Ich ceny ustalała BSI. - To miało wpływ, ale ogólnie przyczyn było więcej - dodaje Tillinger. Za jedną z nich uważa brak Tomasza Golloba. Ulubieniec bydgoskiej publiczności zrezygnował z udziału w Grand Prix.

W podobnym tonie wypowiada się Marcin Stawluk ze Stowarzyszenia Pomagamy Polonii.

- Brakowało kogoś, komu mogliby kibicować bydgoszczanie. Ludzie zawsze utożsamiali się z Tomaszem Gollobem, nawet jeżeli nie startował już w barwach Polonii. Pewnie więcej ludzi przyszłoby wspierać Szymona Woźniaka, gdyby otrzymał dziką kartę, a nie Adriana Miedzińskiego. Toruń ma własne Grand Prix, więc naturalne, że kibice wolą iść na swój własny turniej - uważa.

Innym powodem mogła być też pogoda. Przez dwa dni poprzedzające zawody padało, tor był przygotowywany do ostatnich minut przed rozpoczęciem prezentacji. W trakcie zawodów nad stadionem przeszedł deszcz, jednak trwał na tyle krótko, że rozegranie turnieju nie było zagrożone nawet na chwilę. Ci, którzy zdecydowali się na przyjście na turniej, nie rozczarowali się, bo pod względem sportowym stał on na wysokim poziomie. Bonusem było zwycięstwo reprezentanta Polski Krzysztofa Kasprzaka, który objął prowadzenie w cyklu.

Na razie nie wiadomo, czy Bydgoszcz starać się będzie o organizację turnieju także w przyszłym roku. - Jeśli miałoby to wyglądać tak jak teraz, to chyba nie miałoby to sensu. Ale jak powiedziałem, czekam na dokładną analizę - dodaje Rafał Bruski.