Polonia na półmetku żużlowej ligi. Jedzie na czwórkę

Żużlowcy bydgoskiej Polonii wygrali połowę meczów w pierwszej części sezonu I ligi. Są na dobrej drodze do wykonania planu i zakwalifikowania się do play-off. - Nie jestem do końca zadowolony - mówi trener Jacek Woźniak.
Wojciech Borakiewicz: Polonia ma po sześciu meczach trzy zwycięstwa i sześć punktów. Czy jest pan zadowolony z tego rezultatu swojej drużyny?

Jacek Woźniak: Nie do końca. Uważam, że powinniśmy wygrać jeszcze dwa mecze. Mam na myśli spotkanie z Ostrovią u siebie i ostatni, wyjazdowy pojedynek z Wandą w Krakowie. Zacznę od przyczyn porażki z Ostrovią. Pogoda i komisarz toru nam wówczas zaszkodzili. Tor nie został przygotowany, tak jak zespół był do tego przyzwyczajony. Nie jest żadnym sekretem, że lubimy nawierzchnię "pod koło". Było wtedy zupełnie odwrotnie, bardzo twardo. Dodam od razu, że to nie tłumaczy oczywiście wszystkich powodów przegranej. Mamy na tyle doświadczonych zawodników, że powinni znacznie szybciej się przystosować do innych warunków. Lepiej zrobili to goście. Fatalnie wypadł Patrick Hougaard. Nie przystoi mu w czterech biegach nie przywieźć punktu.

W Krakowie przegraliście tylko 44:46.

- Z Wandą zabrakło o jeden-dwa punkty więcej ze strony Szymona Woźniaka, Andrieja Kudriaszowa czy Roberta Miśkowiaka, który przecież nie po to został zakontraktowany, żeby przywozić 7 pkt w meczu. Kudriaszow nie może przywozić dwóch zer, a do tego dwukrotnie jechał daleko z tyłu. Gdyby choć jeden z tych zawodników dał nam oczko, dwa więcej, byłoby zwycięstwo. Każdy z nich przyłożył rękę do porażki. Na plus w Krakowie zasłużyli sobie Robert Kościecha i Marcin Jędrzejewski.

Czy tym startem Jędrzejewski wywalczył sobie pewne miejsce w składzie?

- Nie chcę niczego obiecywać. W Polonii żaden z seniorów nie ma abonamentu na miejsce w składzie. Mamy ich sześciu i dlatego musi być rotacja. Tak było od początku sezonu. Zawodnik, który zdecydowanie zawodzi, jest wymieniany na innego. Taki los wcześniej dotknął Woźniaka, Jędrzejewskiego, a teraz Hougaarda. Do kolejnego meczu pozostał jeszcze tydzień. Uważam jednak, że nie jest nam teraz potrzebna żadna rewolucja.

Nadspodziewanie dobry początek sezonu mieli juniorzy: Karol Jóźwik i Bartosz Bietracki. Później było już słabiej?

- Wtedy nas mile zaskoczyli, ale o juniorach wiedzieliśmy, że nie będą naszym mocnym punktem. Po przejściu Szymona Woźniaka do grona seniorów zdawaliśmy sobie sprawę, że nie mamy tak mocnych następców. Karol Jóźwik ma już 21 lat i dla niego czas rozwoju już się praktycznie skończył. Martwiło mnie, że Karol w Krakowie nie podjął rękawicy do walki na torze. Bartosz Bietracki jest o rok młodszy. W wyścigach juniorskich sobie radzi. Gorzej mu idzie, kiedy startuje z seniorami. Ma mało doświadczenia w starciach ze starszymi rywalami.

A inni młodzieżowcy w klubie?

- Sitarek jest kontuzjowany. Inni, np. Rydlewski, mają za mało doświadczenia, żeby próbować ich w lidze. Nie wystarczą starcia w zawodach młodzieżowych. Wystawienie ich to narażenie się na trzy zera na koncie zespołu. Mogą być jednak mecze, kiedy będziemy im dawać szansę, choćby po to, by nabierali obycia ligowego. W Krakowie nie mogliśmy sobie na to pozwolić.

Co trzeba zrobić, żeby utrzymać się w czołowej czwórce i pojechać w play-off?

- W rewanżach nie może się nam zdarzyć wpadka na własnym torze. Patrząc jednak na to, co dzieje się w drugiej części tabeli, wszystko się może dla nas dobrze ułożyć. Ważna będzie następna kolejka i mecz z Orłem w Łodzi, który jest za nami w tabeli. Jedno zwycięstwo na wyjeździe wydaje się konieczne.