Kukol czuje się już zawiszakiem

- Ani w Sandecji, ani też w Jagiellonii nie pracowałem tak ciężko jak tutaj. Ale na pewno nie będę z tego powodu narzekał - mówi nowy piłkarz Zawiszy Vladimir Kukol
Słowak jest jednym z tych zawodników, którzy dołączyli do naszej drużyny w przerwie zimowej. Przed rokiem był wyróżniającym się piłkarzem Sandecji Nowy Sącz. Jesienią już z mniejszym powodzeniem bronił barw ekstraklasowej Jagiellonii Białystok.

Waldemar Wojtkowiak: Czuje się pan już zawiszakiem?

Vladimir Kukol: Jestem tutaj miesiąc i mogę już powiedzieć, że czuje się zawiszakiem. Szczególnie po treningach, które lekkie nie są. Szczerze mówiąc ani w Sandecji, ani też w Jagiellonii nie pracowałem tak ciężko jak tutaj. Ale na pewno nie będę z tego powodu narzekał. Praca, jaką wykonujemy, powinna zaprocentować w sezonie.

Pan na razie jest wyróżniającym się piłkarzem Zawiszy w meczach sparingowych.

- Cieszę się, że dobrze mi idzie. Z drugiej jednak strony nie gram jeszcze na 100 procent tego, co powinienem. Myślę, że jest to obecnie ok. 70 proc. Ale to nie dotyczy tylko mnie, a całej drużyny. Jesteśmy na takim, a nie innym etapie przygotowań. Z każdym kolejnym meczem będzie lepiej. Zresztą to już chyba widać teraz. Na boisku jesteśmy coraz bardziej zgrani. Brakuje nam jeszcze zdobywanych bramek, ale i one przyjdą z czasem

Jesienią na bokach pomocy pewne miejsca w składzie Zawiszy mieli Adrian Błąd i Wahan Geworgian. Jeśli chcę pan wejść do składu, będzie musiał któregoś z nich wygryźć.

- O tym, kto zagra, zdecyduje trener. Konkurencja jest czymś bardzo dobrym dla drużyny i fajnie, że w Zawiszy dotyczy ona praktycznie każdej pozycji. To podnosi poziom gry. Jeśli chodzi o mnie, to będę oczywiście walczył o miejsce na boisku. Mogę grać zarówno na prawej, jak i lewej stronie pomocy. Jestem takim piłkarzem, który nie odpuszcza w kontakcie z rywalem. Ciężko pracuję na treningach, ale jak już powiedziałem, to nie my, a szkoleniowcy ustalać będą skład.

Będąc jeszcze piłkarzem Sandecji, mówił pan, że chciałby dostać szansę gry w ekstraklasie. Ona szybko się pojawiła, ale chyba pobytu w Białymstoku nie wspomina pan najlepiej?

- Gdy przychodziłem do Jagiellonii, trenerem był tam Michał Probierz. Ale po trzech tygodniach odszedł, a jego następca miał inną koncepcję gry. Niestety, mnie w niej nie widział. Mało miałem okazji do pokazania swoich umiejętności i przekonania do siebie szkoleniowca.

Duża jest różnica pomiędzy ekstraklasą a I ligą?

- W I lidze gra jest twardsza, tutaj trzeba nawalać (śmiech). W ekstraklasie piłkarze grają, jakby bardziej delikatniej.

Zadomowił się pan już w Bydgoszczy?

- Na razie nie miałem okazji zwiedzić dokładnie miasta. Chyba bardziej znają je moja żona i córka, która chodzi już w Bydgoszczy do przedszkola.

A jakie wrażenia z rodzinnego wypadu na mityng Pedro's Cup?

- Bardzo interesujące. Szczególnie cieszyła się z tego córka Diana. Ja byłem ciekaw skoków mistrza świata Pawła Wojciechowskiego i Rosjanki Jeleny Isinbajewej. Interesuje się sportem, jak każdy kibic. Dlatego też chętnie pojawiłem się w hali.