Największa wiktoria z Czechami. 3:0 - 41 lat temu [ZDJĘCIA]

Przed meczem poszli do bydgoskiego kina Orzeł. Wybrali je, bo w innym - "Pomorzaninie" - leciało tylko "Love Story", a piłkarze woleli od wyciskacza łez western z Kirkiem Douglasem. Kiedy weszli na salę, publiczność wstała i zaczęła bić brawo mistrzom olimpijskim.
Jesteś kibicem z Bydgoszczy? Dołącz do nas na Facebooku Sport.pl Bydgoszcz »

Tak było w Bydgoszczy czterdzieści jeden lat temu. Dwa dni później wspaniała ekipa Kazimierza Górskiego pokonała na stadionie Zawiszy Czechosłowację 3:0. To nasz ślad trudnych piłkarskich pojedynków polsko-czeskich. Wyżej się z nimi już nigdy nie dało wygrać. Jesienią 1972 roku Bydgoszcz oszalała na punkcie piłki nożnej, tak samo zresztą jak cały kraj. Miesiąc po zwycięstwie w finale olimpiady w Monachium reprezentacja była na ustach wszystkich. Każdy kibic chciał zobaczyć na własne oczy bohaterów wygranych pojedynków z ZSRR i Węgrami. Finał igrzysk odbył się 10 września. Miesiąc później bydgoszczanie dostali najlepszą okazję, żeby fetować bohaterów Kazimierza Górskiego. Polska reprezentacja zagrała na stadionie Zawiszy towarzyski mecz, po raz pierwszy w kraju od triumfalnego powrotu z igrzysk olimpijskich. - Świętowali wtedy wszyscy. Nic dziwnego, bo to złoto olimpijskie było wielką niespodzianką - mówi "Gazecie" Lesław Ćmikiewicz, piłkarz Legii i złoty medalista igrzysk

Piłkarze drużyny Kazimierza Górskiego zjawili się Bydgoszczy już pięć dni przed meczem. Pojedynek z Czechosłowacją zaplanowano w niedzielę w samo południe. Większość przyjechała pociągami. Na dworcu kolejowym wsiadła w tramwaj i dotarła do hotelu przy stadionie Zawiszy. Trener Górski tam postanowił urządzić im krótkie zgrupowanie.

Jesienią 1972 roku reprezentanci Kazimierza Górskiego wszędzie byli witani jak bohaterowie. Wszyscy mieli świeżo w pamięci finałowy mecz w Węgrami i zwycięskie 2:1 z Monachium. Bydgoszcz dostała ich na własność na całe pięć dni. Najbardziej oczekiwany był Włodzimierz Lubański, który miał nawet propozycję gry w sławnym Ajaksie Amsterdam. As Górnika Zabrze przyćmił zupełnie Kazimierza Deynę, który przecież strzelił dwa gole Węgrom. Lubański, jako jedyny Polak, zagrał wtedy w pokazowym meczu gwiazd futbolu Europa - Ameryka Południowa z samym Pele. Ekipę Starego Kontynentu prowadził sławny trener Hellenio Herrera - to on był szkoleniowcem AS Roma, z którą Górnik Zabrze toczył trzy heroiczne boje w półfinale Pucharu Zdobywców Pucharów w 1970 roku.

Wojewódzkie władze PZPR nie straciły okazji, żeby wykorzystać piłkarzy propagandowo i zorganizowały im kilka spotkań w bydgoskich zakładach pracy. Lubański i spółka byli w Makrum, Stomilu, Kobrze i Romecie. Dwie ostatnie firmy - fabryka butów i rowerów już w Bydgoszczy nie istnieją. Na masówki z piłkarzami jednak nikogo nie spędzano siłą. Transparenty: "Pozdrawiamy złotych medalistów z Monachium" albo "Młodzież ZSMP wita zwycięzców olimpiady" też były malowane z ochotą. - Nie pamiętam szczegółów, ale wtedy po prostu ludzie się cieszyli - wspomina Ćmikiewicz.

Na szczęście piłkarze nie musieli ciągle chodzić do fabryk. Dwa dni przed meczem poszli na film do kina Orzeł przy ul. Marcinkowskiego. Wybrali akurat to kino, bo w największym Pomorzaninie leciał melodramat "Love Story". Sportowcy woleli od wyciskacza łez western "Był sobie łajdak" z Kirkiem Douglasem. Kiedy weszli na salę, publiczność wstała i zaczęła bić im brawo.

Drużyna Czechosłowacji zamieszkała w hotelu Brda - wówczas najnowocześniejszym w Bydgoszczy. To była bardzo silna reprezentacja, którą trenował od niedawna Vaclav Ježek. Ten sam szkoleniowiec poprowadził ją w 1976 roku do mistrzostwa Europy - w finale niezapomniany rzut karny wykonał Antonin Panenka.

Czterdzieści lat temu w Bydgoszczy grało już kilku piłkarzy z tej złotej jedenastki, m.in. obrońca Dobiaš i napastnik Kuna. Nie przyjechał z powodu kontuzji sławny bramkarz Ivo Victor.

Biletów na mecz zabrakło już wiele dni przed 15 października. Na stadion przyszło około 45 tysięcy widzów. Wśród nich był także 16-letni Zbigniew Boniek, wtedy futbolowa nadzieja Zawiszy.

- Jak się patrzyło na trybuny, widać było głowę przy głowie. Szpilki nie można było wetknąć - wspomina Ćmikiewicz. Skończyło się 3:0 - Dwa gole strzelił Deyna, a jednego Gadocha - pamięta były reprezentant Polski. Zwycięstwo sprzed 40 lat z Bydgoszczy pozostało do tej najwyższą wygraną Polaków z zespołami: Czechosłowacji i kontynuującą jej tradycje - od 1993 roku - drużyną Czech.

15 października 1972

Polska - Czechosłowacja 3:0 (2:0)

Bramki: Deyna (26., 43.), Gadocha (61.)

Skład Polski: Kostka - Gut, Gorgoń, Ćmikiewicz, Musiał - Szołtysik, Kraska, Deyna, Maszczyk - Wojciechowski, Gadocha

Więcej o: