Boniek powiedział... czyli sprawa zamknięta

Roma locuta, causa finita - Rzym powiedział, sprawa zamknięta. Św. Augustyn pisząc te słowa szesnaście wieków temu, zamykał dyskusję w Kościele o modnej wówczas w młodym, chrześcijańskim świecie herezji - pelagianizmie. Kiedy stolica Kościoła podjęła decyzję, nie ma co dalej już dyskutować - sprawa jest zamknięta. Tak samo jest z meczem z RPA na Zawiszy
Jesteś kibicem z Bydgoszczy? Dołącz do nas na Facebooku Sport.pl Bydgoszcz »

Przez ostatnie dni w świecie polskiego futbolu po Euro najważniejsze były dwie sprawy. Jedna jest całkowicie naturalna - chodzi o schedę po Franciszku Smudzie. Druga ożyła, kiedy zarząd PZPN powierzył Bydgoszczy organizację towarzyskiego meczu z Republiką Południowej Afryki - 68. zespołem w rankingu FIFA. Na tej samej pozycji są w nim Chiny i Kanada - z tą akurat reprezentacją Polska grała na Zawiszy po raz ostatni trzy lata temu.

Nagle stało się oczywistą oczywistością, żeby zacytować klasyka, że mieście Bydgoszcz nie ma prawa się odbyć żaden mecz reprezentacji. Bo tam jest ta okropna bieżnia na stadionie - to po pierwsze; bo to symbol kibolskiego chuligaństwa - po drugie i kolesiowskiego odwdzięczania się za głosy w wyborach - po trzecie.

Kwestie merytoryczne nie miały w dyskusji żadnego znaczenia. Nikt się zastanawiał, czy np. wielkie finały najważniejszych futbolowych imprez odbywają się wyłącznie na obiektach typowo futbolowych. Liczyła się tylko tabloidowa nawalanka, w której fakty mają za nic. Jak bardzo - to jeszcze można samemu sobie przeczytać na stronie tvn24.pl (http://www.tvn24.pl/sport,4/z-rpa-zagramy-w-bydgoszczy-pzpn-bo-stadiony-na-euro-za-duze,262565.html) w tekście poświęconym meczowi z RPA.

O stadionie Zawiszy napisano tam: "Ostatnio cieszył się złą sławą w związku z burdami, jakie wybuchły półtora roku temu po finale Pucharu Polski między Legią Warszawa i Ruchem Chorzów. Szkody na obiekcie po ich zażegnaniu oszacowano na kilkaset tysięcy złotych"

Głupio się robi, kiedy trzeba kolegom po fachu przypominać, że Legia grała 3 maja 2011 roku w tamtym finale z Lechem Poznań, a nie Ruchem. Straty wyniosły ponad 80 tys. złotych, a nie rząd wielkości więcej.

I jeszcze jeden wstydliwy kwiatek z relacji na tvn24.pl, w której cytowana jest wypowiedź prezesa Kujawsko-Pomorskiego Związku Piłki Nożnej. Podpisany jest jako Eugeniusz Nowakowski. Naprawdę nazywa się Nowak...

Ostrzał Bydgoszczy rozpoczął się z całą siłą po pierwszej wypowiedzi Zbigniewa Bońka, który skrytykował decyzję PZPN. Według niego po to są stadiony zbudowane na Euro, żeby tam organizować mecze reprezentacji. Wiele jest w tym logiki i słuszności. O tym można racjonalnie dyskutować.

Atak na nasze miasto był tak wielki, że w końcu zdenerwowało to samego Bońka, który w swoim stałym felietonie na interia.pl napisał: " Zaczyna się ostrzał w moje miasto i na dodatek jego autorzy podpierają się moimi wypowiedziami. Szczerzę muszę powiedzieć, że zaczyna mnie to lekko denerwować. Nie wycofuję się z wypowiedzi, że przy wszystkich nowych stadionach, entuzjazmie społecznym, pełnych fan zonach, rozegranie pierwszego oficjalnego meczu po Euro w Bydgoszczy, to nie jest idealne wyjście (...) Można było powiedzieć, dlaczego gramy w Bydgoszczy. Użyć argumentu, że to cztery dni przed Anglią, że nie chcemy wielkiej odpowiedzialności za wynik, że to tylko sparing, że charakter meczu jest typowo treningowy. W PZPN-ie mogli powiedzieć, że z wyliczeń ostatnich dwóch-trzech lat wynika, że na tego typu mecze przychodzi od ośmiu do 15 tysięcy widzów, że koszt organizacji meczu na Narodowym, czy na innym stadionie Euro jest na tyle wysoki, że cała zabawa absolutnie się nie kalkuluje przy tego typu spotkaniach."

I to są właśnie racjonalne argumenty, o których można mówić, zamiast walić w Bydgoszcz jak w bęben, bo nikt nie odda. W końcu Boniek oddał. A więc "Boniek locutus, causa finita"