Sport.pl

Skucha: Mistrza mamy jednego. Nazywa się Wojciechowski

- Traktujemy Pawła w sposób szczególny. Mamy jednego mistrza świata. Nie jest zobligowany przez związek do zdobycia minimum - mówi prezes Polskiego Związku Lekkiej Atletyki Jerzy Skucha.
To deklaracja szefa PZLA na wieść, że mistrz świata w skoku o tyczce Paweł Wojciechowski i jego trener Włodzimierz Michalski zdecydowali się na start w Londynie. - Cieszy nas, że obaj są ambitni i wierzą w sukces - mówi prezes Skucha. - Ja jestem za przyznaniem dzikiej karty. Głosować będzie cały zarząd związku - dodaje.

Członkowie zarządu PZLA zebrać w błyskawicznym tempie się nie mogli, więc Skucha zarządził głosowanie elektroniczne. Mają przysłać e-maile z odpowiedziami" Tak" lub "Nie". Termin głosowania mija we wtorek o 13.

- Mamy jednego mistrza świata. Należy go szanować. Niespodzianki w głosowaniu się nie spodziewam - mówi prezes Skucha.

To więc będzie formalność. Od razu po zakończeniu głosowania PZLA zgłasza wniosek do Polskiego Komitetu Olimpijskiego o przyznanie Wojciechowskiemu dzikiej karty na igrzyska.

PZLA daje też wolną rękę zawodnikowi Zawiszy Bydgoszcz w sprawie kolejnych startów przed wyjazdem na olimpiadę. - Jeśli będą chcieli się skoncentrować na treningach, mogą to zrobić. Nie zmuszamy go do występów i zdobywania minimum za wszelką cenę.

Wojciechowski powinien skoczyć w tym roku 5,72 m - tyle wynosi minimum, które wyznaczył PZLA. Mistrzowi świata, który cały sezon niemal zmagał się z kontuzjami, brakuje teraz 10 cm do tego wyniku.

Wcześniej PZLA nie zezwolił na start w Londynie maratonce Iwonie Lewandowskiej. Jej brakowało 38 sekund.

- Od zasad nie ma odstępstwa - tłumaczył wówczas Skucha. - Gdybyśmy poszli jej na rękę, stu innych sportowców zażądałoby tego samego. Choćby brakowało setnej sekundy albo komuś innemu centymetra, nie pojedzie do Londynu. Takie są reguły i koniec - odpowiada stanowczo. A co w takim razie z Wojciechowskim? - pytamy szefa PZLA

- Jest różnica, bo Paweł ma prawo do dzikiej karty. Nie zdobył minimum w tym roku, ale skoczył w ubiegłym roku przecież znacznie wyżej, aż 5,91 m. Traktujemy go w sposób szczególny, bo sobie na to zasłużył złotym medalem w Daegu - odpowiada prezes Skucha.

- Miałem wiele wątpliwości, ale nie spojrzę w lustro z czystym sumieniem, jeśli nie spróbuję występu na igrzyskach - mówi Wojciechowski.

Czy Paweł Wojciechowski powinien móc jechać na igrzyska mimo braku minimum olimpijskiego?