Jak zniknął w Polsce piłkarz z Afryki

Christian Kouame najpierw podpisał kontrakt z Zawiszą, a potem zniknął. Poszło o 20 tysięcy euro prowizji, jaką klub miał zapłacić jego menedżerowi. - Powiedziałem, że nie zapłacę - mówi właściciel Zawiszy Radosław Osuch. Afrykańczyk szybko się odnalazł - na testach w Górniku Zabrze.
Jesteś kibicem z Bydgoszczy? Dołącz do nas na Facebooku Sport.pl Bydgoszcz »

Jeszcze kilkanaście dni temu nic nie zapowiadało takiego zakończenia sprawy transferu Kouame. Mający za sobą występy w młodzieżowej reprezentacji Wybrzeża Kości Słoniowej zawodnik bardzo szybko przekonał do siebie trenerów Zawiszy. Zrobił to, co nie udało się jego rodakom, najpierw Aristide Bahinowi, a później Abdulowi Moustaphie.

- Prezentował się całkiem przyzwoicie. Pewnie nie miałby zbyt wielu szans na grę, ale patrzyliśmy pod kątem przyszłości - mówi Radosław Osuch, właściciel Zawiszy.

W ubiegłym tygodniu Kouame podpisał w końcu umowę z naszym klubem i... zniknął.

Po cichu, nie informując nikogo, wyjechał z Bydgoszczy.

- Całe zamieszanie związane jest z kontraktem, jaki zaproponował mu Zawisza. W ubiegły piątek uzgodniliśmy z panem Osuchem umowę zawodnika. Nie jestem jego menedżerem, raczej tylko pośrednikiem. Zawiozłem więc uzgodniony kontrakt do Genewy, do agenta Kouame. We wtorek okazało się, że piłkarz podpisał w Bydgoszczy kontrakt, tyle że on różnił się od tego, który ja zawiozłem do Szwajcarii - mówi Mirosław Tłokiński, który w Polsce opiekował się piłkarzami z Wybrzeża Kości Słoniowej. - Moim zdaniem pan Osuch się trochę pospieszył. Przecież spokojnie mogliśmy dojść do porozumienia - dodaje.

Z taką argumentacją nie zgadza się właściciel bydgoskiego klubu. - Rzeczywiście, zawodnik podpisał z nami we wtorek kontrakt, ale nie różnił się on ani trochę od tego uzgodnionego z panem Tłokińskim. Nawet zrezygnowaliśmy z trzech punktów, do których on miał zastrzeżenia - tłumaczy Radosław Osuch. - O co poszło? O prowizję, która miała wynieść 20 tys. euro. Powiedziałem, że jej nie zapłacę, bo przecież piłkarz sam się do nas zgłosił, a poza tym Mirosław Tłokiński nie jest licencjonowanym menedżerem piłkarskim i nie mogę wypłacać mu prowizji - tłumaczy właściciel Zawiszy.

Co będzie dalej z Kouame? Zawodnik w myśl przepisów jest już graczem bydgoskiej drużyny. Jeśli nie wróci nad Brdę, to nasz klub będzie mógł starać się o odszkodowanie za zerwanie umowy. Czy do tego dojdzie, nie wiadomo. Taki scenariusz jest raczej mało możliwy.

- Z Zawiszą nie mamy już kontaktu i nie widzę powodu, byśmy mieli go odnowić - mówi Mirosław Tłokiński.

Kouame odnalazł się szybko - pojechał na testy do ekstraklasy. Trenuje z Górnikiem Zabrze.

Na szczęście w Bydgoszczy z powodu braku w składzie Christiana Kouame nikt nie robi tragedii. Zawodnik z Afryki na boisku występował bowiem jako defensywny pomocnik. A właśnie na tej pozycji trener Jurij Szatałow ma chyba największe kłopoty bogactwa. Grać mogą na niej: Hermes, Paweł Zawistowski, Kamil Drygas i Błażej Jankowski.