Dołęga: Boli tak bardzo, że jeszcze nie obejrzałem swego występu na igrzyskach

- Nie dałem rady tego zrobić. Nawet mówić mi o tym ciągle trudno - mówi ciężarowiec Marcin Dołęga. Był największym polskim faworytem do złotego medalu w Londynie. Spalił wszystkie trzy podejścia w rwaniu.
Jesteś kibicem z Bydgoszczy? Dołącz do nas na Facebooku Sport.pl Bydgoszcz »

W tym tygodniu Dołęga ogłosi, czy będzie kontynuował karierę. Ma już dość ciężarów po bolesnej klęsce w Londynie. Tak bardzo, że nawet nie spojrzał na nagranie swych podejść na olimpijskim pomoście.

- Nie oglądałem tych spalonych prób, choć kilka razy mnie korciło. Byłem przed komputerem, ale nie dałem rady. Jest jeszcze za wcześnie. Trudno mi o tym w ogóle mówić. Nawet teraz, kiedy o tym opowiadam, jest mi bardzo ciężko. O Londynie z pewnością nie zapomnę do końca życia. Po olimpiadzie nie było żadnego treningu. Na razie o tym nie myślę. Dużo czasu potrzeba, żeby się podnieść. Nie ma co ukrywać, padłem na kolana. Wstać będzie ciężko. Mam nadzieję, że mi się uda, że pomogą mi najbliżsi i kibice. Kocham ciężary, to całe moje życie - mówi polski atleta.

Kiedy zdecyduje pan, co dalej z karierą? - pytamy.

- Daję sobie kilka dni czasu na przemyślenia. Moja decyzja będzie nieodwracalna. Nie chcę sam się męczyć, nie chcę, żeby męczyli się kibice. We wrześniu tego roku minie 20 lat, jak dźwigam ciężary, więc to już 2/3 moje życia. Jadąc do Londynu, wiedziałem, że medal mogę zdobyć teraz albo nigdy. W Rio już takiej szansy nie dostanę - odpowiada Dołęga.