Dołęga zmienił decyzję. Znowu chce walczyć o medale

Trzykrotny mistrz świata w podnoszeniu ciężarów Marcin Dołęga nie chce już kończyć sportowej kariery. - Będę walczył, dopóki zdrowie pozwoli. Nie poddam się - zapowiada.


Jesteś kibicem i jesteś z Bydgoszczy? Musisz zostać fanem Facebooka Sport.pl Bydgoszcz »

Miesiąc temu Dołęga przeżył największy dramat w swojej karierze. W Londynie był murowanym faworytem do złota w kat. 105 kg. Spalił jednak trzy pierwsze próby i ani razu nie wyrwał treningowego dla niego ciężaru 190 kg. - Jestem na kolanach, jest mi bardzo ciężko. Zastanawiam się, czy kontynuować karierę - mówił później. Po wahaniach zdecydował się dalej walczyć. W przyszłym roku w Warszawie Dołęga może po raz czwarty zostać mistrzem świata.

W sobotę reprezentant Zawiszy w Bydgoszczy wystartował po raz pierwszy od olimpijskiej klęski. 170 kg podczas III rundy Drużynowych Mistrzostw Polski było pierwszym ciężarem, do którego podszedł. Sztanga znowu wyślizgnęła się z rąk.

- I koszmar wrócił. Czułem się tak samo, jak w Londynie. Cały czas mi to siedzi w głowie. I tak pewnie będzie już zawsze. Ale czy to oznacza, że mam się poddać? - pytał

Na szczęście dla niego kolejne cztery podejścia były już udane i Dołęga zdobył podczas finału DMP najwięcej punktów spośród wszystkich zawodników. Ostatecznie osiągnął wynik 390 kg (180+210). Na olimpiadzie taki rezultat dałby mu 7. miejsce.

- Warto pamiętać, że osiągnąłem go po zaledwie kilku luźniejszych treningach. Zresztą dobrze, że w ogóle udało się je zrobić, bo po takim starcie jak ten w Londynie ciężko było przyjść na zajęcia. Liczę na to, że z każdym kolejnym występem będzie coraz lepiej. Dlatego też tylko w tym roku będzie można mnie zobaczyć na kilku zawodach. Może te starty pozwolą mi powoli zapomnieć o olimpiadzie - dodaje Dołęga.

W Bydgoszczy drużynowym mistrzem Polski zostali Budowlani Opole. Na podium stanęli też Górnik Polkowice oraz Tarpan Mrocza. W jego barwach po raz pierwszy od Londynu i ostatni raz w tym sezonie wystartował Adrian Zieliński. Mistrz olimpijski nie przemęczał się, ciężary, które dźwigał, były dalekie od tych z igrzysk. - Poszło mi całkiem nieźle, zaliczyłem wszystkie podejścia. Kiedy podchodzi się do ciężarów dużo lżejszych niż rekordowe, to jest się pewnym siebie - mówi. Czasu na treningi właściwie nie miał. - A jak jest mało treningów, to pojawiają się "luzy w zawiasach". Mięśnie i stawy są w stanie spoczynku. Cieszę się, że wszyscy moi zawodnicy zakończyli zawody cali i zdrowi - mówi trener Tarpana Jerzy Śliwiński. Wkrótce Adrian Zieliński wyjedzie na zgrupowanie lecznicze. - A od grudnia znowu wracam do gry - mówi.