Bydgoszcz się skarży do ministra. Za zakaz na RPA

Organizatorzy piłkarskiego meczu Polska - RPA odwołali się do ministra spraw wewnętrznych od zakazu rozegrania tego spotkania. We wtorek wydała wojewoda Ewa Mes. Być może klub Zawisza oraz Kujawsko-Pomorski Związek Piłki Nożnej będą żądać odszkodowania od administracji państwowej.
Jesteś kibicem z Bydgoszczy? Dyskutuj i dołącz do nas na Facebooku Sport.pl Bydgoszcz »

- Będziemy o tym rozstrzygać po odpowiedzi ministra na nasze odwołanie, które zostało już wysłane do MSW. Wiemy, że pozytywna decyzja ministra nie zmieni miejsca meczu. Odbędzie się w Warszawie, a nie w Bydgoszczy, ale to ważne dla miasta i dla nas - powiedzieli na specjalnej konferencji prasowej prezes Kujawsko-Pomorskiego Związku Piłki Nożnej Eugeniusz Nowak i wiceprezes CWZS Zawisza Dariusz Bednarek.

Część kosztów organizacji, w sumie byłoby to 220 tys. złotych, już poniesiono. Dodatkowo ratusz zapłacił 120 tys. zł za modernizację wejścia od ul. Powstańców Warszawy. Tych prac chciała policja i na jej wniosek je podjęto.

Dowiedzieliśmy się także, że przyczyny zakazu, na które powołała się wojewoda Mes w swej decyzji trzy dni temu, już nie istnieją. - Modernizacja jednego z wejść na stadion została zakończona. To jedna sprawa. Wojewoda pisała także, że kibice Zawiszy mogą zakłócić porządek na meczu z RPA, w rewanżu za zakaz wyjazdów na mecze swej drużyny. Oświadczam, że wojewoda nie musi się już bać ich zemsty, bo fani Zawiszy mogą dopingować swoją drużynę na wyjazdach - mówi Nowak. Najwyższa Komisja Odwoławcza zawiesiła rygor natychmiastowej wykonalności dla kary na kibiców z Bydgoszczy.

Na konferencji w siedzibie KPZPN dowiedzieliśmy się bowiem, że wojewoda Mes podczas wtorkowego spotkania powoływała się główne na informacje policji dotyczące kibiców. - Tajne, więc nie chciała ujawnić szczegółów organizatorom meczu - dodaje Bednarek. Okazuje się, że może je odtajnić tylko minister spraw wewnętrznych.

Na zakazie organizacji piłkarskiego pojedynku ucierpiał przede wszystkim wizerunek miasta. - Chcieliśmy mieć u siebie mecz z RPA, żeby zmazać plamę po awanturach na finale Pucharu Polski. Jako bydgoszczanin czuję się zdradzony przez ludzi, którzy wydali zakaz. Niezależnie od tego, czy są tutaj urodzeni, czy też nie, powinni decydować z myślą o mieście, w którym pracują - skarżył się zastępca prezydenta Bydgoszczy Sebastian Chmara.