Kto szkodzi piłce? Kibole i bezmyślni urzędnicy

Przed każdym stadionem powinny stać dwa znaki stop. Jeden zakaz wstępu dla stadionowych bandytów i zadymiarzy, a drugi - dla bezmyślnych urzędników - pisze Wojciech Borakiewicz.
Jesteś kibicem z Bydgoszczy? Dyskutuj i dołącz do nas na Facebooku Sport.pl Bydgoszcz »

I jedni i drudzy - szkodzą piłce nożnej. Osaczyli nasz futbol z dwóch stron, wzięli go w kleszcze, z którego nie może się wyrwać. O bandytach nie ma co za dużo wspominać, bo im to pochlebia, kiedy się opisuje ich zadymy, wjazdy i "promocje" - tak nazywają w swym slangu kradzieże w sklepach i na stacjach benzynowych podczas wypraw na mecze.

O urzędnikach-szkodnikach nigdy za to dość pisania. Niech się wstydzą, skoro osaczyli ligowy futbol z drugiej strony. Bandyci zniechęcają do oglądania meczów, bo chuliganią i strach czasem po prostu przyjść z dziećmi. Urzędnicy mordują futbol, kiedy bezmyślnie zamykają stadiony. Historia z nową bramką wejściową na stadion Zawiszy, która stała się pretekstem do zakazania meczu Polska - RPA, przypominałaby Mrożka, gdyby nie była prawdziwa.

Ma swoje kolejne epizody, dlatego kujawsko-pomorska wojewoda Ewa Mes znalazła się na pierwszym miejscu urzędników, których na stadion wpuszczać się nie powinno. Może niestety zdała sobie z tego sprawę i dlatego postanowiła pozamykać trybuny także dla innych. To gorzki żart, ale za jej sprawą bydgoscy kibice nie pojadą do Grudziądza, żeby dopingować Zawiszę w derbach z Olimpią. Wiele razy nie po drodze mi było z nimi, ale teraz się nie dziwią, że chcą z tego powodu pikietować Urząd Wojewódzki.

Zamykanie, zabranianie, zakazywanie zawsze budzi protest. To naturalna reakcja.

Pani wojewodo - wkroczyła pani na najlepszą drogę do sprowokowania wybuchów agresji. A to już ta sama ścieżka, po której kroczą od dawna stadionowi bandyci.

Kto najbardziej szkodzi piłce?