Sport.pl

Były piłkarz Zawiszy: Mam nadzieję, że będzie awans

- Życzę każdemu piłkarzowi, bo przeżył, to my wtedy przeżywaliśmy. Trudno to nawet opisać - mówi Dariusz Durda, były piłkarz Zawiszy.
Jesteś kibicem i jesteś z Bydgoszczy? Musisz zostać fanem Facebooka Sport.pl Bydgoszcz »

1 lipca 1989 roku pokonując 2:0 w drugim meczu barażowym GKS Jastrzębie bydgoscy piłkarze awansowali do ekstraklasy. Bramki dla gospodarzy strzelali Dariusz Podolski i Dariusz Durda. To był ostatni awans Zawiszy do elity. Dziś (17) nasi piłkarze mają szansę powtórzyć ten wyczyn. Jeśli pokonają Flotę Świnoujście, a swoje mecze przegra ktoś z dwójki Cracovia - Termalica Bruk-Bet Nieciecza, to bydgoszczanie świętować będą awans.



Waldemar Wojtkowiak: Jakie to uczucie awansować do ekstraklasy?

Dariusz Durda: Życzę każdemu piłkarzowi, bo przeżył, to my wtedy przeżywaliśmy. Trudno to nawet opisać. Coś niesamowitego. Minęło już tyle lat, a ja dokładnie pamiętam tamten dzień.

I jaki on był?

- Spotkaliśmy się rano na kawie. Rozmawialiśmy o meczu. Wtedy graliśmy baraż z GKS-em Jastrzębie. Mecz i rewanż. Na wyjeździe było 0:0 i wiadomo było, że wszystko rozstrzygnie się w Bydgoszczy.

Byliście gotowi na ten awans?

- Ja w Zawiszy pojawiłem się w 1985 roku. Przez cztery lata zgrywaliśmy się. W składzie nie dochodziło do wielkich zmian. Doskonale się znaliśmy i czuliśmy, że to jest ten moment. Nasza chwila. Wiedzieliśmy, że jesteśmy w stanie osiągnąć ekstraklasę, na którą Bydgoszcz tak długo czekała. Przecież nasz mecz oglądało wtedy prawie 30 tysięcy kibiców. To tworzyło niesamowitą atmosferę.

Ale do przerwy był remis 0:0.

- Zaczęło się trochę nerwowo, bo to rywale mieli dwie dobre sytuacje. Potem gra się wyrównała.

Było głośno w szatni?

- Trener Władysław Stachurski ciągle nas motywował. Powtarzał nam, że jesteśmy w stanie wygrać ten mecz. Mówił, że przed nami jeszcze prawie 50 minut i możemy to zrobić. Mamy po prostu grać swoje i tyle.

I graliście.

- No tak druga połowa należała do nas. Najpierw 1:0, a później ja dołożyłem wisienkę na torcie. Prowadząc 2:0 wiedzieliśmy, że już tego meczu nie przegramy. Zresztą mogliśmy wygrać wyżej, bo goście rzucili się do odrabiania strat, a my grając z kontry powinniśmy podwyższyć prowadzenie. To jednak nie miało znaczenia. Liczył się wynik. Kolejny sezon w ekstraklasie, która jest inną bajką pokazał, że zasłużyliśmy na to, by grać z najlepszymi. Tego też życzę obecnym piłkarzom Zawiszy.

Będzie pan na meczu?

- Oczywiście. I mam nadzieje, że w końcu przestaniemy być drużyną, która jako ostatnia dała Bydgoszczy ekstraklasę.

Więcej o: