Zawisza strzela dwa gole i ma pierwsze trzy punkty

- Zasłużyliśmy na to zwycięstwo - mówi szczęśliwy pomocnik Zawiszy Jakub Wójcicki. Bydgoski klub wreszcie wygrał, aplikując dwa gole Cracovii.
Pogratuluj Zawiszy. Dyskutuj i dołącz do nas na Facebooku Sport.pl Bydgoszcz »

Bydgoszczanie byli do soboty jedyną drużyną w ekstraklasie, która jeszcze nie odniosła zwycięstwa. Okazje i szanse były, ale zostały zmarnowane. W Gliwicach, w spotkaniu z Piastem, rzut karny w końcówce zmarnował Paweł Abbott. Potem, w pojedynku z Podbeskidziem, zawiszanie nie zdołali obronić dwubramkowej przewagi, choć było 2:0 jeszcze w 79 minucie meczu.

W sobotnim spotkaniu z Cracovią, już siódmym w sezonie, zespół Ryszarda Tarasiewicza, miał więc tylko jeden cel: wygrać. Bydgoscy kibice bardzo długą czekają zresztą na zwycięstwo w ekstraklasie. Awansowali przecież po raz pierwszy od 1994 roku - w sumie to 7084 dni bez wygranej.

W pojedynku z Cracovią nie było jednak szturmu, szaleńczego ataku na bramkę Krzysztofa Pilarza. Nic z tych rzeczy - bydgoszczanie od początku spotkania czekali na rywala na swojej połowie. Dali pograć krakowianom, jak lubią i jak uczy ich trener Wojciech Stawowy. Była więc polska wersja Barcelony - wolniejsza oczywiście i mniej dokładna niż w oryginale. W pierwszej połowie Cracovia była przy piłce przez ponad 60 proc. czasu gry.

Krakowianie wykonywali mnóstwo podań - ale w środkowej strefie boiska. Sprawdzali lewą stronę Zawiszy. Bez powodzenia. Drugi sposób na bydgoszczan - zagranie za linię obrony. Raz było groźnie. W 17 min Łukasz Zejdler poszukał Vladimira Boljevicia, który znalazł się w sytuacji sam na sam z Wojciechem Kaczmarkiem. Bramkarz Zawiszy obronił jego strzał.

Bydgoszczanie mieli także jedną okazję. Ale główkę aktywnego Bernardo Vasconcelosa wybił na róg Pilarz.

- Obie drużyny miały swoje sytuacje. Utrzymujemy się przy piłce i z tego chcemy stworzyć zagrożenie - mówi Sławomir Szeliga z Cracovii.

- Będziemy grać konsekwentnie po przerwie. Za swoje błędy byliśmy już skarceni - dodał w przerwie Sebastian Dudek.

Rezerwowy dziś zawodnik Zawiszy doskonale znał plan taktyczny swego trenera. Bydgoszczanie czekali na swoją okazję. Konsekwencja, z jaką to robili, czasem przeradzała się w nudę, ale najważniejszy był efekt. Gospodarze czekali na swoją okazję.

W drugiej połowie czekali na nią kwadrans. Ukłuli gości na spółkę Michał Masłowski i Vasco. Pierwszy strzelił mocno z 23 metrów, a Portugalczyk udowodnił, że piłka szuka go w polu karnym. Był tam, gdzie piłkę wybił Pilarz i strzelił do pustej bramki. Osiem minut później było już 2:0. Z rogu dośrodkował Masłowski. Spod bramki została ona odbita przed pole karne. A tam czekał na nią Sebastian Ziajka i potężnie kopnął z woleja prawą nogą

- Używam obu nóg. Czekaliśmy na te trzy punkty. Wierzę, że nastąpi teraz przełom w naszej grze i wynikach - powiedział po meczu obrońca Zawiszy.

Ostatnie pół godziny były najciekawsze. Cracovia miała swoje okazje - Bartłomiej Dudzic trafił w poprzeczkę, ale znacznie więcej stworzyli ich sobie gospodarze. Na posterunku stawał Pilarz, lub strzały zawiszan były niecelne.

Bydgoszczanie, po tym zwycięstwie, opuścili ostatnie miejsce w tabeli.