Właściciel Zawiszy: To już nie było frycowe. To było frajerstwo

Defensywa to najsłabsza strona bydgoskiego klubu. Po raz trzeci w sezonie Zawisza strzela dwa gole, ale to nie wystarcza, żeby utrzymać dobry wynik i zdobyć punkty. - To mnie martwi najbardziej. W Zabrzu to już nie było frycowe, ale frajerstwo - mówi właściciel Zawiszy Radosław Osuch.
Dwa gole bydgoszczanie zdobywali w meczach z Podbeskidziem, Lechem i ostatnio - Górnikiem. W pierwszym spotkaniu tylko zremisowali, dwa kolejne przegrali. W spotkaniach z Cracovią i Zagłębiem Lubin dwie bramki zagwarantowały zwycięstwa - jedyne na razie w tym sezonie. Wówczas udało się z tyłu zagrać na zero.

- Defensywa mnie martwi. Inaczej by było, gdybyśmy stracili punkt w Zabrzu po tym karnym. Gol w ostatniej sekundzie boli, choć graliśmy z bardzo dobrze grającą i świetnie ustawioną drużyną. Do tego znakomicie spisywał się as Górnika - Nakoulma - mówi Radosław Osuch.

Z obroną jest kłopot. Najpewniejszym jej punktem jest Igor Lewczuk, który zrobił duże postępy od pierwszego meczu z Jagiellonią - wtedy został nawet zmieniony przez trenera Ryszarda Tarasiewicza. Teraz to już nie ten sam Lewczuk co trzy miesiące temu - szybki, zdecydowany i dynamiczny piłkarz dodaje także jakości w grze ofensywnej Zawiszy, świetnie współpracując z Jakubem Wójcickim.

W Zabrzu jednak nie zagrał z powodu kary za 4 żółte kartki. Zastąpił go 17-letni Damian Ciechanowski. Popełniał oczywiście błędy, ale trzeba je wybaczyć nastolatkowi w ekstraklasie. Najwięcej kłopotu miał z dokładnym podaniem do przodu i ustawianiem się w obronie.

Newralgiczną strefą defensywy jest środek. Do tej pory grało tam trzech piłkarzy: Paweł Strąk, Łukasz Skrzyński i Andre Micael. Żaden z nich nie jest bez wad. Strąk to niedokładność, złe decyzje i mała zwrotność. Skrzyński - słaba szybkość. Andre - nieumiejętność wyprowadzania piłki z obrony do ataku. Wyjścia jednak specjalnego nie ma. W piątek z Koroną znowu zagrają Strąk z Andre, bo Skrzyński ma rękę w gipsie po złamaniu kości śródręcza. Trzeba wierzyć, że Strąk, kapitan bydgoskiej drużyny, będzie przez 90 minut wybierał tylko tak dobre decyzje jak w 69. minucie meczu z Górnikiem, kiedy idealnie podał do Wahana Geworgiana sfaulowanego potem przez bramkarza zabrzan. Zapomni za to o błędach, które m.in. kosztowały już Zawiszę dwa karne (z Podbeskidziem i Górnikiem).

I na koniec jeszcze słowo o Sebastianie Ziajce, który właściwie alternatywy nie ma. Przesunięty z lewoskrzydłowego na lewego defensora piłkarz ciągle uczy się nawyków gry w obronie. A przy okazji oczywiście popełnia błędy.

Przypomnijmy, że Zawisza stracił w 10 meczach 14 goli. Więcej dały sobie strzelić tylko: Korona (19), Ruch (17) i Podbeskidzie (15).