Sport.pl

Jeden sezon i dwa zwycięstwa z Legią. Nawet wielki Ciszewski zaniemówił

Podobno raz w życiu legendarny komentator Jan Ciszewski zaniemówił przed kamerą. Stało się tak, kiedy miał na antenie telewizyjnej przeczytać, że jego ukochana warszawska Legia przegrała z Zawiszą. I to po raz drugi w ciągu kilku miesięcy.
Obserwuj autora na twitterze @WBorakiewicz

W czasach PRL piłkarską potęgą był MON. Na jej szczycie stała stołeczna Legia. Za nią zawsze był wrocławski Śląsk, a na samym końcu Wojskowy Klub Sportowy Zawisza z Bydgoszczy. - Rzadko graliśmy w I lidze, to też jedna z przyczyn tej hierarchii - mówi Bogdan Nuckowski, jeden z najlepszych napastników bydgoskiej drużyny lat 70.

W niedzielę i potem, w środę, piłkarze Zawiszy zagrają najpierw ze Śląskiem, a później z Legią. Dziś wszystkie te zespoły nie mają już nic wspólnego z wojskiem i MON. - W dawnych czasach wojskowe derby były ważne, ale szanowaliśmy się - opowiada Nuckowski.

Jak dwa razy w roku wygrać z Legią

Ponad 50 lat mają dzieje konfrontacji Zawiszy i Legii na poziomie piłkarskiej I ligi, a obecnie ekstraklasy. W tym czasie tylko dwa razy udało się bydgoszczanom zwyciężyć, a obie wygrane dzieli zaledwie kilka miesięcy. Pierwszą, w sierpniu 1977 roku, oglądało na bydgoskim stadionie niewiele mniej ludzi niż cztery dni później sławny pojedynek z Górnikiem Zabrze. Ówczesna prasa podawała, że na Kazimierza Deynę i resztę gwiazd Legii przyszło 40 tys. ludzi. Rekord frekwencji z Górnikiem to pokłosie zwycięstwa z Legią. Ludzie chcieli zobaczyć pogromców warszawian.



- Nic dziwnego, że tak się stało, chociaż wtedy chyba Deyna nie zagrał - mówi Nuckowski. Jeden z najlepszych piłkarzy w historii polskiej piłki rzeczywiście miał jakąś kontuzję po meczu reprezentacji Polski z Austrią i do Bydgoszczy nie przyjechał. Czy jednak jego obecność uratowałaby Legię przed porażką - nie wiadomo. - Zresztą Legia miała mnóstwo świetnych piłkarzy. Najlepsi zawodnicy trafiali z poboru zawsze do Warszawy. Drugi rzut do Śląska, a te odrzuty do nas - wspomina Nuckowski. Jego także na boisku w tamtym meczu z Legią nie było. Leczył kontuzję.

Pierwsze 1:0 Zawiszy z Legią powinien świetnie pamiętać Franciszek Smuda. Były selekcjoner polskiej reprezentacji, a dziś trener Wisły, grał wtedy w warszawskiej drużynie na stoperze. I już w 7. minucie dał się zauważyć 40 tysiącom bydgoskich kibiców. Sfaulował w polu karnym napastnika Zawiszy Adama Kuryłę. "Jedenastki" jednak nie wykorzystał Henryk Holewa. Trafił w słupek. Jęk zawodu, jaki wydali z siebie widzowie, słychać było na całym Osiedlu Leśnym. Tak samo było, kiedy po kolejnym błędzie Smudy do pustej bramki nie trafił Jan Stypułkowski. W przerwie Smuda został zmieniony na Bogdana Kwapisza, który trzy lata później strzelał piękne gole dla Zawiszy w I lidze.

Krótko po godzinie 18 kibice na stadionie krzyknęli tak głośno, że słychać ich było w śródmieściu. Krzysztof Surlit zdobył gola dla Zawiszy. - Krzysiek najbardziej znany był z atomowych strzałów z wolnych. Popisywał się nimi, jak przeszedł po tamtym sezonie do Widzewa Łódź, ale gola z Legią zdobył chyba z bliskiej odległości - mówi Nuckowski.

1:0 z Legią w Bydgoszczy piłkarze Zawiszy powtórzyli po niemal ośmiu miesiącach w Warszawie. Jedynego gola zdobył w 58. minucie Andrzej Jędrzejczak. - I w sumie niewiele tych goli strzelił, ale tamtego się pamięta - wspomina Nuckowski, który na boisku w stolicy zagrał wówczas całe 90 minut. I to bardzo dramatycznych minut, bo Legia miała przewagę, ale fantastycznie bronił Andrzej Brończyk.

Jacek Gmoch, który był wtedy trenerem reprezentacji Polski i szykował ją na Mundial '78, w Argentynie chwalił bydgoszczan: - Dawno nie oglądałem tak świetnie grającego w lidze bramkarza jak dziś Brończyka. Obok niego wyróżniłbym dwóch młodych obrońców: Majewskiego [Stefana Majewskiego, dyrektora sportowego PZPN] i Walczaka. Imponowała nam wasza ambicja i bojowość. O sukcesie nie decydują nazwiska, a zaangażowanie w tak trudnym spotkaniu, a także konsekwencja realizowania planu taktycznego. Sprawiliście ogromną sensację i to jest piękne w sporcie - opowiadał w dzienniku "Sport", który dał Brończykowi maksymalną ocenę, 10 punktów, a to zdarzało się niezwykle rzadko.

Zwycięstwo Zawiszy z Legią Deyny, Ćmikiewicza i Janasa było tak wielką sensacją, że po raz jedyny w życiu zaniemówił na wizji Jan Ciszewski. W wiadomościach sportowych po Dzienniku Telewizyjnym czytał akurat wyniki ligowych meczów. Kiedy otrzymał na antenie informację o 1:0 dla Zawiszy, zdołał tylko wykrztusić: - Proszę państwa. To wielka sensacja, ale mecz chyba jeszcze trwa... - i dodał po dłuższej chwili: -... Może coś się jeszcze zmieni.

Głosu nie zabrakło za to piłkarzom Zawiszy, którzy prosto z Warszawy pojechali do Zabrza na spotkanie z Górnikiem. - W "betoniarze" było głośno i wesoło. Tak nazywaliśmy nasz klubowy autobus, którym całe lata jeździliśmy z kierowcą Stasiem Dębińskim. Dlaczego "betoniara"? Była kanciasta, zielonkawa i dość brzydka, ale za to wesoła.

- Świętowaliście po drodze do Zabrza w autobusie? - pytam Nuckowskiego

- Ale tylko głośnym śpiewem. Ton zawsze nadawał Andrzej Witkowski, który skończył średnią szkołę muzyczną - odpowiada były napastnik Zawiszy

Zwyciężali złotą drużynę

Z zespołem z Wrocławia Zawiszy szło lepiej niż z Legią. Tak mówi historia - na 20 meczów w I lidze wygrali aż sześć. Jeden z nich w tamtym pamiętnym z dwóch zwycięstw nad Legią sezonie 1977/78. To był wielki sukces, bo w tamtym okresie Śląsk miał swoją "złotą drużynę", która zdobyła mistrzostwo i Puchar Polski. W niedawnym głosowaniu skrzydłowy z tamtych czasów Janusz Sybis i trener Władysław Żmuda zostali wybrani na najlepszych w dziejach klubu.



- Dlatego wygrana z nimi naprawdę się liczyła - mówi Nuckowski. Pierwsze spotkaniu, we Wrocławiu, Zawisza przegrał 0:1. W rewanżu, pod koniec marca 1978 roku był lepszy. Piłkarskie szaleństwo w Bydgoszczy ciągle trwało. Mimo że mecz ze Śląskiem został rozegrany w czwartek o godz. 16, na widowni zasiadło 35 tys. kibiców. Ludzie zwalniali się z pracy, żeby tylko zdążyć na stadion. Uczniowskie wagary także były na porządku dziennym. Najpierw wszyscy się zasmucili, bo prowadzenie dla Śląska zdobył malutki skrzydłowy Sybis. Błyskawicznie wyrównał jednak obrońca Jerzy Szczeszak, a pod koniec spotkania gola na 2:1 zdobył Adam Kuryło. - Radość z dwóch punktów była wielka, bo cały czas się broniliśmy przed spadkiem. Tak samo niestety wielka była nasza gorycz i smutek, kiedy wskutek układu Ruchu z Widzewem spadliśmy z ligi po ostatniej kolejce - mówi Nuckowski.

Jesteś kibicem z Bydgoszczy? Dyskutuj i dołącz do nas na Facebooku Sport.pl Bydgoszcz

Więcej o:
Komentarze (1)
Jeden sezon i dwa zwycięstwa z Legią. Nawet wielki Ciszewski zaniemówił
Zaloguj się
  • bigosmiszcz2

    Oceniono 10 razy 4

    Ze Slunskiem 1pkt (conajmniej) !!!
    Z Legią 3pkt (Legia się skończyła) !!!
    Z Ruchem 3pkt (oni nic nie grają) !!!
    Zawisza po rundzie w grupie miszczowskiej !!!

    Wierny kibic zwycięskich drużyn.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX