Zawisza odsyła Górnika z bagażem trzech goli

Bydgoski Zawisza znowu wygrywa, a Górnik Zabrze nie może zwyciężyć od dawna. Trzy piękne gole w drugiej połowie zdecydowały o zwycięstwie gospodarzy - drugim w tym roku.
Jesteś kibicem z Bydgoszczy? Dyskutuj i dołącz do nas na Facebooku Sport.pl Bydgoszcz

Na początku spotkania Zawisza przypominał boksera ze szklaną szczęką, który łatwo przyjmuje ciosy, i to od razu jest nokdaun z liczeniem. Zabrzanie trafili bydgoszczan już w pierwszej kontrze. - Tak było. Górnik wyszedł z pierwszą akcją i od razu strzelił gola - mówi pomocnik Zawiszy Sebastian Dudek. To był zresztą pierwszy gol zabrzan w lidze po zimowej przerwie. Wcześniej przegrywali dwa razy po 0:3 i zremisowali 0:0. Bramka w Bydgoszczy przyszła im łatwo, bo gospodarze popełnili fatalny grzech gapiostwa. Na lewą stronę obrony zszedł środkowy obrońca Andre, żeby zatrzymać kontratak Górnika. W tę samą stronę zbiegł Łukasz Nawotczyński i w środku defensywy zrobiła się luka. Nikt nie umiał zatrzymać Bartosza Iwana, który główką pokonał Wojciecha Kaczmarka.

Trener Zawiszy Ryszard Tarasiewicz złościł się okropnie. Co z tego? Wrócił grzech zawiszan z początku sezonu - tracili gole w sytuacjach wydawało się zupełnie niegroźnych. Teraz znowu było tak samo. W meczu z Górnikiem nie pomogło, że Tarasiewicz przemeblował środek obrony. Zamiast Pawła Strąka i Łukasza Skrzyńskiego grali Portugalczyk Andre, który wrócił do składu po kontuzji, oraz Łukasz Nawotczyński. Ten miał za to bardzo długą przerwę. Nie grał od czerwca, bo musiał odcierpieć karę za udział w aferze korupcyjnej. Wystąpił wcześniej jedynie przez trzy minuty w Lubinie. Z Górnikiem rozpoczął od początku spotkania.

Zawisza przyjął mocny cios, ale próbował się otrząsnąć z szoku. Najlepszą sposobność do wyrównania miał Bernardo Vasconcelos, który po szybkiej kontrze był sam na sam z bramkarzem Górnika Grzegorzem Kasprzikiem. Portugalczyk zmarnował okazję do zdobycia swej dziewiątej bramki. Strzelił w nogi bramkarza.

W 36. minucie napastnik Zawiszy zmarnował kolejną kontrę, nie podając w odpowiednim momencie do Wahana Geworgiana - najlepszego w Zawiszy przed przerwą. Prawoskrzydłowy bydgoskiej drużyny harował za trzech. Biegał, odbierał piłki - jak przystało na kapitana zespołu.

Co się nie udało przed przerwą, wyszło w drugiej połowie. Ta dwójka zdobyła już w 52. minucie wyrównanie. Vasconcelos ograł Antoniego Łukasiewicza na skrzydle i z ogromną precyzją dograł do Geworgiana na środek pola karnego. Skrzydłowy Zawiszy pokonał Kasprzika pięknym wolejem - to jego piąty gol w sezonie.

Wolej był przepiękny, ale dwie kolejne bramki Zawiszy były jeszcze ładniejsze. Sebastian Dudek pokonał dwukrotnie Kasprzika. Za pierwszym razem trafił z 25 metrów, płasko uderzając piłkę. Wpadła do siatki, ocierając się niemal o słupek. Na 3:1 podwyższył z rzutu wolnego - z 18 metrów. I to był dla Górnika podwójny nokaut. Goście stracili gola, a wcześniej jeszcze zawodnika. Wolny był bowiem podyktowany po faulu na Vasconcelosie, po którym Tomasz Wełnicki dostał czerwoną kartkę. W dziesiątkę nie mieli szans odrobić strat, choć mecz oglądał ich dawny trener Adam Nawałka.

A obecny, Ryszard Wieczorek, skomentował: - Oczekiwania są duże, ale dajemy ciała. Znowu pojawiają się błędy, które nas prześladują. Widzieliśmy, jakie indywidualne umiejętności mają piłkarze Zawiszy. Mnie takich brakuje. Walczymy o utrzymanie ósemki.

Zawisza odzyskał za to oddech, po dwóch kolejnych porażkach i straconych sześciu golach. - Zagraliśmy dobre spotkanie. W tamtych porażkach widać było, że jest jakość w zespole.