Tarasiewicz pisze list: Byłem grzeczny. Nie zasługuję na karę

Trener bydgoskiego Zawiszy tłumaczy się po wyrzuceniu go z boiska na trybuny podczas meczu z Wisłą. - Nie zrobiłem nic złego - mówi Ryszard Tarasiewicz i pisze list z wyjaśnieniami
Jesteś kibicem z Bydgoszczy? Dyskutuj i dołącz do nas na Facebooku Sport.pl Bydgoszcz

- Napisem pismo, w którym wyjaśniam, że nie ubliżałem w żaden sposób sędziemu Borskiemu. Dopytywałem, dlaczego nie cofnął akcji po faulu na Ziajce. Przekroczyłem oczywiście strefę dla trenerów. Liczę, że moje wyjaśnienia zostaną uwzględnione - mówi Tarasiewicz.

Został wyrzucony przez sędziego Marcina Borskiego już w 32. min spotkania w Krakowie. Wtedy Donald Guerrier wszedł nakładką w Sebastiana Ziajkę tuż przed polem karnym Wisły. Arbiter nie zagwizdał, a chwilę później przerwał akcję, bo na spalonym był Wahan Geworgian.

Tarasiewicz miał za to ogromne pretensje. Krzyczał do sędziego technicznego: "Nakładka była!"

- Może trochę podnoszę głos, ale nigdy nie ubliżam. Oczywiście, wyszedłem ze strefy, ale zwracałem do sędziów per "pan". - Tłumaczył od razu po spotkaniu w Krakowie. I krytykował wówczas sędziego Borskiego. - Pomylił się np. na Podbeskidziu, gdzie nie podyktował dla nas karnego. Gdyby ruszył tyłeczek i więcej biegał... Każdy wie, że sędzia jest szefem. Nie trzeba jednak krzyczeć, by pokazać charakter. Można było mnie upomnieć.

Standardowa kara dla trenera, który został usunięty z boiska przez sędziego, to odsunięcie od prowadzenia drużyny na dwa mecze. Gdyby tak ukarano Tarasiewicza, nie byłoby go na ławce Zawiszy w spotkaniach ze Śląskiem Wrocław i Legią Warszawa.

- Jeśli tak się nie stanie i zostanę zawieszony, będę odwoływał się od tej decyzji, bo ciągle podkreślam, że nie zrobiłem nic złego - mówi szkoleniowiec Zawiszy.

Więcej o: